Najdroższe programy na Androida
1

Android Authority nie przestaje zaskakiwać. Wczoraj opublikowano listę najdroższych aplikacji. Maksymalna cena narzucona przez Google to $200, więc niektórzy postanowili zaszaleć.

Czego oczekujemy od programu wartego 700 zł? Lepiej nic, bo inaczej można się rozczarować. Większość aplikacji nie robi nic albo pokazuje jedynie widżet z obrazkiem ładnego kamienia szlachetnego.

Z pewnego opisu:

Jesteś bogaty i powodzi ci się? Chcesz kupić drogą apkę, po prostu dlatego, że możesz? Może chcesz zaimponować swoim biednym przyjaciołom? Pokaż im widżet, jakiego nigdy nie będą mieć. A może chcesz zrobić prezent dziewczynie? Po co kupować kwiaty, jeśli możesz kupować wirtualną biżuterię – rozwiązanie doskonałe! Kup teraz i dołącz do wyższej społeczności bogatych ludzi!

Nie zdziwię się, jeśli ten opis was nie przekonał, bo nie przekonuje nikogo, patrząc na ilość ocen .

Miasto w GTA 3 tętni życiem… Nie wiedzieliście?
7

Czy w 13-letniej grze można znaleźć coś nowego? Okazuje się, że można.

Pewien użytkownik GTAF zauważył, że niektóre budynki (a konkretnie te dla osób dorosłych) są zamknięte w ciągu dnia, a otwarte w nocy. Pod wpisem jest kilka komentarzy „nigdy tego nie zauważyłem”.

Szczerze – też tego nie widziałem.

Antywirusy na Androidzie to ściema
5

W Play Store jest pełno programów antywirusowych. Każdy z milionami pobrań, setkami komentarzy oraz bardzo dobrymi ocenami. A czy działają? Z tym bywa różnie.

Serwis Android Authority opublikował wyniki testu efektywności najpopularniejszy antywirusów. Wyniki pierwszej tabelki są brutalne – jedynie 4 z 11 antywirusów poradziło sobie z przynajmniej połową wirusów.

Według przeprowadzonych testów, największą skuteczność miał ESET, chociaż uzyskany wynik nie jest bliski ideału.

Warto sobie może zadać pytanie, czy naprawdę jest nam potrzebny antywirus? Przecięty użytkownik smartfona ogranicza się do ściągania aplikacji z Play Store, gdzie Google kontroluje nadsyłane programy, więc zagrożeń nie powinno być. A nawet jeśli, to żaden antywirus nie wykryje programów zbierających nasze dane (do niedawna przeglądarka Dolphin) albo jakiś program do SMSów, który ostatnio sobie zainstalowałem i wysłał cichaczem SMSy do wszystkich moich znajomych z linkiem do pobrania aplikacji…

Jest jeszcze wiara w ludzi
0

Dziękuję za głosy.

Wyniki mnie uspokoiły – nie wszyscy ludzie są pojebani .

I to chyba tyle jeśli chodzi o komentarz… Przejdźmy do omówienia nowej ankiety.

Nowa ankieta dotyczy sytuacji, z jaką ja mam okazję spotykać się ostatnio dosyć często. Unia Europejska, otwarte granice i Erazmusy sprzyjają podróżowaniu po świecie. I z reguły, im ciekawsze miasto, tym więcej w nim obcokrajowców.

Z własnych doświadczeń wiem, że zagraniczni studenci przyjeżdżający do nas z Erazmusa, nie kwapią się do nauki języka polskiego, bo za kilka miesięcy wracają do siebie. Jestem to w stanie zaakceptować, ale za cholerę nie umiem znaleźć jakiegokolwiek wytłumaczenia na ich głośne rozmowy w autobusie. O ile wszyscy w autobusie rozmawiają po cichu, to oni z reguły są najgłośniejsi, tak że słychać ich na drugim końcu, a jadaczka w ogóle im się nie zamyka. Do tego jeszcze głośne śmiechy i chichy. Gdy raz pewna kobieta zwróciła im uwagę, to byli chwilę cicho, ale potem naśmiewali się z niej, bo i tak nie zrozumieli. Jednak 5 minut później byli zesrani, bo chcieli wysiąść na pewnym przystanku, ale nie wiedzieli na którym. Zapytali się po angielsku dziewczyny obok „do you know where…”, a ona na to „I can’t”. Potem do mnie podbili i mieli szczęście, że potrafię składać zdania po angielsku. Po wszystkim usłyszałem po polsku „dziękuję”.

Do dzisiaj się zastanawiam, dlaczego im wtedy wprost nie powiedziałem, żeby się zamknęli.

Zatem moją odpowiedź na pytanie w ankiecie już znacie. A czy wy macie podobny pogląd?