Wyłącz to światło! I inne mity o rachunku za prąd cz. 5
2

„Ale dużo przyszło do zapłaty” to hasło pojawia się w każdym domu po otrzymaniu rachunku za prąd. Rzecz jasna chcemy widzieć, czemu akurat tyle mamy do zapłaty, ale nie pozwalają nam ku temu hieroglify na rachunku, z których nic nie da się zrozumieć.

Rachunek jest bardzo skomplikowany, a wynika to z tego, że posiada on wiele składowych, a każda składowa wyliczana jest na swój sposób. To trochę jak z telefonią 20 lat temu, były różne stawki dla połączeń krajowych, międzymiastowych, międzynarodowych, w tej samej lub obcej sieci i do tego różne stawki za dzień i noc. Problem był ten sam – coś tam dzwoniliśmy, ale nie byliśmy w stanie zweryfikować poprawności rachunku, więc po prostu płaciło się tyle, ile operator chciał. Dzisiaj natomiast mamy jedną stałą stawkę do wszystkich (lub więcej w zależności od planu taryfowego, ale przyjęła się jedna stawka). Tak duże uproszczenie spowodowało, że rachunki telefoniczne stały się czytelne – wiedząc ile minut się przegadało, mnoży się stawkę za minutę i tyle jest do zapłacenia (+ abonament).

Dlaczego tak samo nie może być z rachunkiem za prąd? Chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. Póki co nic nie zanosi się ku temu, by rachunek został uproszczony, więc dobrze byłoby w końcu go zrozumieć. Posłużę się przykładową fakturą z Taurona.

Oprócz tysiąca informacji, że to my mamy zapłacić za rachunek, najważniejsza część rachunku to pola Sprzedaż energii i Dystrybucja energii. Co to takiego?

Jeśli kupujemy przedmiot przez internet, nasz rachunek stanowi dwa składniki – sprzedaż produktu i jego dostawa (wykluczamy „darmowe dostawy”, bo one są zawsze jakoś wliczone w cenę ). Sprzedający produkt otrzymuje kwotę ze sprzedaży, natomiast poczta lub kurier otrzymuje kwotę za dostawę. Identycznie należy rozumieć Sprzedaż i Dystrybucję energii, najpierw płacimy za „sam” prąd, a potem płacimy za jego dostarczenie po sieci kablowej. Zgodnie z ideą i futurystycznymi wizjami, prąd możemy kupić nawet od przedsiębiorstwa mającego farmę paneli fotowoltaicznych z drugiego końca Polski (jest dowolność), natomiast dostarczyć musi nam właściciel masztów (czyli jest tylko jeden). Fizycznie jest to rzecz jasna niemożliwe, natomiast ma to charakter rozliczeniowy pomiędzy firmami z branży energetycznej.

Tak czy owak, w dużym skrócie można przyjąć, że Sprzedaż i Dystrybucja wpływają 50/50 na naszą finalną cenę. Jak napisałem wyżej, sprzedawać prąd może nam każdy, możemy więc cenę za sprzedaż zmienić, natomiast dystrybucja jest odgórnie ustalona i generalnie(*) stawek nie da się zmienić.

Spojler Pokaż

Rozliczenie Sprzedaży jest bardzo proste. Energia elektryczna czynna całodobowa to po prostu nasze zużycie energii (pamiętacie – spisywanie liczników). Mnożymy to przez cenę energii i to tyle… Ewentualnie może być jeszcze doliczana opłata stała (abonamentowa), niezależna od zużycia prądu.

Rozliczenie Dystrybucji jest trudniejsze. Po pierwsze trzeba zauważyć, że część składników zależna jest od zużycia, natomiast pozostała część jest niezależna od poboru (mnożona przez liczbę miesięcy). Dlaczego nie można stałych kwot zsumować do jednej? Nie można, bo nie są do końca „stałe”, np. wysokość jednej ze stawek zależy od tego, ile prądu pobraliśmy w zeszłym roku. W ten sposób każda składowa jest wynikiem pewnych obliczeń, które nie są na fakturze wykazane. Aby obliczenia poznać, trzeba przeczytać taryfę dystrybucji właściwego operatora np. Taurona.

Dodajemy Sprzedaż i Dystrybucję i oto tyle wynosi nasz rachunek . Rozliczenie to inna kwestia, ale wcale nie tak skomplikowana.

Wyobraźmy sobie, że wybudowaliśmy dom, założyliśmy licznik energii i wskazuje on stan zero. Przedsiębiorstwo energetyczne musi określić, ile przez pół roku (do przyjścia inkasenta) zużyjemy prądu, niech to będzie 1000 KWh, cena za 1 KWh ustalona na poziomie 60 groszy, to jest 600 zł czyli przez pół roku będziemy płacić 6×100 zł.

Przychodzi inkasent i stwierdza, że zużyliśmy 1100 KWh, czyli 100 KWh więcej niż zakładano. Przedsiębiorstwo energetyczne wystawia prognozę na kolejne 6 miesięcy, tym razem na np. 1500 KWh po tej samej stawce, czyli mamy płacić 6×150 zł. Jednakże mamy jeszcze różnicę 100 KWh, czyli 60 zł. Zostaje to doliczone do pierwszego rachunku, w ten sposób płacimy 1×210 zł i potem już 5×150 zł. Później sprawa wygląda już analogicznie – wystawiana jest prognoza rachunku na kolejne 6 miesięcy, a do pierwszego miesiąca dodaje się bądź odejmuje tyle, o ile różni się nasze zużycie od założonego.

Potem pozostaje nic innego jak już tylko płacić i płacić…

I tutaj powinien kończyć się cykl wyjaśnień i obalania mitów dotyczących rachunków za prąd, ale w kolejnej części podsunę jeszcze kilka wskazówek jak oszczędzać prąd i powiem kilka słów o fotowoltaice.

Comments
  • Piterus 14 lutego 2020 at 16:45

    Fotowoltaika u mnie ostatnio furorę robi, dużo osób zainstalowało. Jeszcze takie drugie jest co wodę grzeje.

  • NC 15 lutego 2020 at 21:18

    Generalnie zasada jest podobna, kładziesz panele fotowoltaiczne (do podgrzewania wody są kolektory słoneczne), z których możesz albo pozyskać prąd, albo przeznaczyć na ogrzewanie wody. Żeby uzyskać prąd, trzeba z paneli pozyskać prąd 12v, przerobić go na 230v i wprowadzić przez gniazdka do sieci. Żeby uzyskać ciepłą wodę, trzeba wykonać połączenie z bojlerem i wlać np. płyn chłodniczy do auta (jak wlejesz wodę to na zimę musisz wszystko wylać), płyn nagrzewa się przy kolektorze i pompką wymusza obieg w kierunku bojlera, tam oddaje swoje ciepło i wraca do kolektora.

    Moim zdaniem lepiej skupić się na uzyskaniu prawie darmowego prądu, bo wachlarz zastosowań jest znacznie szerszy.

  • Post a comment

    Threaded commenting powered by interconnect/it code.

Powered by WordPress | Designed by: Free WordPress Themes | Compare Free WordPress Themes, Compare Premium WordPress Themes and