MORO 2006-2018
4

I stało się! Klan MORO w VCMP został zamknięty z dniem 16.05.2018.

Niech żyje cyrk!
0

Od dzieciństwa lubiłem cyrk. Gdy zjeżdżała karawana klaunów, akrobatów oraz zwierząt i stawiała potężny namiot – było to wielkie wydarzenie, gdyż miało miejsce raz na ruski rok.

Potem wydoroślałem i do cyrku przestałem chodzić, bo mało kiedy się pojawiał, a gdy już był, to na ogół nie miałem czasu. A że dzieci jeszcze nie mam, to nie miał mnie kto na siłę wyciągnąć .

Ostatni raz w cyrku byłem rok temu, bo złożyło się na to kilka czynników, a przede wszystkim chęć zobaczenia występu cyrkowców po wielu latach przerwy. Przyjechał Cyrk Zalewski, przedstawienie fajne, aczkolwiek na końcu pozostał duży niesmak, gdyż prowadzący spektakl kusił widownię bisem, po czym na końcu dodał „chcecie więcej to zapraszamy następnym razem”, co było po prostu chamskie.

Nie zraziło mnie to jednak do cyrku. Tak samo jak nie zraziły mnie wszelkie protesty i petycje zakazujące występów zwierząt w cyrku. Dla dzieciaka (i dorosłego) fajnie jest zobaczyć zwierzęta, których na co dzień nie zobaczysz. Nie wyobrażam sobie, by zwierząt w cyrku nie było.

W sprawę musieli się włączyć obrońcy praw zwierząt. Argumentują, że zwierzęta są bite, przetrzymywane są w chorych warunkach i ogólnie sama krzywda. Cyrkowcy z kolei ripostują, że tresura nie równa się przemoc, warunki są lepsze niż w dziczy i ogólnie zwierzęta mają się dobrze.

Komu wierzyć? Prawda zapewne stoi po środku. Jednak to, co zniechęca mnie do dania wiary obrońcom jest idiotyczne brnięcie w swoją tezę.

Zobaczmy np. ten artykuł w którym dyrektor ZOO ostro krytykuje ideę cyrku mimo, że ZOO przecież też nie szanuje w pełni praw zwierząt, bo trzyma je w niewoli.

Z kolei miejskie targowisko, gdzie wkrótce odbędzie się przedstawienie cyrkowe (o tym niżej) ma na oficjalnej stronie FB ocenę 2,3/5. Zaintrygowała mnie tak niska cena, bo jakie miejsce może być lepsze, by kupić coś na sobotnie śniadanie oraz obiad, a do tego jeszcze się ubrać? Czy ocena wynika z malejącej ilości sklepów wypychanych przez centra handlowe? Nie. Okazuje się, że dwa lata temu w tym samym miejscu również zorganizowano pokaz cyrkowy. W ciągu kilku dni, strona na FB została zalana ocenami 1/5 i negatywnymi komentarzami w związku z wynajęciem części targowiska dla cyrku. Mamy tu dwie rzeczy, 1) widzimy jak zgranie się grupy osób może zmanipulować ocenę oraz 2) jeśli obrońcy praw zwierząt dopuścili się tak żenującej metody wyrażania swojej opinii, coś definitywnie musi być nie tak z ich rozsądkiem.

Brnięcie w ślepo w obronę zwierząt przynosi zresztą więcej szkód niż pożytku, o czym pisze jedna z moich ulubionych komentatorek, p. Izabela Brodacka-Falzmann. Wszyscy słyszeliśmy o sytuacjach, w której koń przewożący turystów po górach mdleje. Odzywają się wówczas obrońcy zwierząt oraz po części nasze sumienie „jakie biedne zwierzę! Cierpi katusze i jest zaniedbane! Zlikwidować dorożki!”.

Do tego momentu jest fajnie. Nikt jednak nie myśli co dalej. Odpowiedź znajdziecie w bardzo mądrym wpisie p. Falzmann.

I o ile w przypadku zwierząt w cyrku, prawda leży po środku, tak obrońcy praw zwierząt swoim zachowaniem tylko odpychają od siebie i głoszonych teorii.

Tak jak wspominałem, ostatni raz byłem w cyrku w zeszłym roku, idę też za kilka dni. Przypadkiem dostałem ulotkę reklamującą przyjazd cyrku, które rozdawały dwie małe dziewczynki w wieku 10 lat. Pójdę, bo jest okazja i wiem, że będę się dobrze bawił.

Watch Dogs 1 recenzja
1

Genialny chwyt marketingowy czy kogoś poniosło? W zeszły listopad można było ściągnąć za darmo i legalnie grę Watch Dogs. Cebula zacna, więc nic tylko brać, szczególnie że coś o tej grze już słyszałem…

Gra od razu zaskoczyła mnie wolnym działaniem. Optymalizacja to chyba dla twórców gry obce słowo, niejednokrotnie miałem sytuacje, gdy jadąc samochodem bez powodu miałem spadek do kilku fps przez dobrą chwilę. Moje marudzenie może przerwać jedynie to, że mój komputer nie łapał się po części nawet na minimalne wymagania jednak podobnych opinii w internecie jest całkiem sporo. Jak na grę wizualnie bliżej do GTA 4 niż GTA 5, wymagania są stanowczo za wysokie.

Co do samej gry, to fabuła i cała otoczka jest dnem. Nawet przez chwilę nie miałem żadnej nici empatii i zrozumienia do głównego bohatera. Oto hakier, ubrany w płaszcz i czapkę z daszkiem, biega jak sprinter i skacze jak świetny parkurowiec po mieście, nawet przyzwoicie obsługuje się różnymi brońmi i jeździ samochodem tak, że wszystkich innych kasuje, a sam jedzie dalej, trzyma w dłoni superkomórkę jutra (bo sama się ładuje), którą szuka sprawiedliwości za zabicie rodziny .

Do misji większej wagi nie przykładałem by zrozumieć, o co chodzi. Obracamy się na początku w towarzystwie byłego kolegi, który z marszu stał się naszym wrogiem, Chińczyka, który jest niezrównoważony i w sumie nie wiadomo czemu się z nim kolegujemy, hakerki, która przedstawiała się na początku jako facet oraz siostry, która ma dziecko z problemami. Naszym celem jest zemsta, a przy okazji nasz bohater o imieniu Aiden deklaruje pomoc ludziom poprzez zapobieganie przestępstw czy namierzenie ludzi odpowiedzialnych za handel żywym towarem, jednocześnie uciekając przed wrogim pościgiem, zmieniając za pomocą superkomórki sygnalizację drogową, doprowadza do obrażeń innych cywilów. Hmhm…

Najbardziej w grze pochłonęły mnie misje poboczne, a więc zlecenia macherów, niszczenie konwojów czy ataki na bazy gangów. Również wszelkiego rodzaju formy „znajdziek” jak meldunki, kody qr czy schowane komórki były fajną zabawą. W pewnym momencie miałem niemal wszystkie zadania poboczne ukończone, przy czym z fabuły ruszyłem raptem kilka misji. A misje główne, prócz tego, że były bez jakiejś większej historii, mimo wszystko były ciekawie skonstruowane i nie były powtarzalne.

Watch Dogs ma także ciekawy tryb wieloosobowy, chociaż formuła jest mocno naciągnięta (capture the flag w formie odszyfrowania nagrania). Ataki na innych graczy bądź obrona przed innymi była całkiem ciekawym pomysłem do wplątania w wątek hakerski, chociaż uważam, że główne skrzypce grało tutaj szczęście, a nie umiejętności.

Jestem mocno rozczarowany dołączoną ścieżką utworów muzycznych, które w większości nie trafiały w mój gust, a idea wybierania utworu i słuchania od pierwszej sekundy była strzałem w kolano.

Podsumowując powiem, że po rozłożeniu Watch Dogs na czynniki pierwsze, to bardzo dobra gra. Mamy fajny multi, wciągające zadania poboczne, zróżnicowanie misji głównych oraz superkomórka zdolna do wywołania chaosu. Składając jednak te czynniki razem nie jest już tak dobrze, bowiem elementy te ze sobą nie współgrają. Dodając do tego bohatera z zerową charyzmą (który w finałowej scenie chciał pokazać, że ma zadatki by wystąpić w Max Payne 4) oraz niezrozumiałymi pomysłami programistów jak np. brak paska życia, wystawiam przeciętną ocenę 3+.

Co jednak z Watch Dogs wyniosłem? Że należy się troszczyć o bezpieczeństwo w sieci. Co prawda pokazane w grze akcje typu klik i mam twoją kasę czy układanie puzzli by włamać się do czyjejś kamerki (jeszcze) nam nie grożą, tak są to realne zagrożenia, przed którymi powinniśmy się chronić.

Guns, gore & cannoli 2 recenzja
1

Mówcie o poślizgu!

O kontynuacji gry dowiedziałem się całkiem przypadkowo, na kilka dni przez przekładaną premierą. Przejście gry zajęło kilka dni, a recenzja powstaje miesiąc później… Hmhm…

W pierwszej części urzekła mnie kreskówkowa grafika oraz bardzo wysoka grywalność. Podczas grania, nawet przez chwilę nie myślałem o kolejnej części, bo fabuła została zakończona, a sama gra jako tzw. indyk raczej tworzona jest pod wydanie i zarobienie pieniędzy służących choćby do produkcji nowej gry, ale nie kontynuacji. Wierzcie mi więc, że na wieść o drugiej części przygód gangstera w mieście zombie bardzo się ucieszyłem.

Po co zmieniać to co dobre – w grze nadal mamy fajną kreskówkową grafikę (+ przerywniki filmowe) oraz klimatyczną ścieżkę dźwiękową. Możliwości gry zostały zwiększone za sprawą większego arsenału broni, techniki podwójnego skoku czy elementów walki na fale wrogów przy odpalaniu dynamitu. Wciąż jednak mamy wielu przeróżnych przeciwników, których kasujemy kilkoma strzałami z broni. Poziom trudności z kolei został obniżony, bo mam wrażenie, że walki z bossami stały się mniej uciążliwe – poza tym ostatnim, który naprawdę wymaga sporo zwinności. Humor stoi na bardzo wysokim poziomie, a najlepszym potwierdzeniem niech będzie moment w okolicach połowy rozgrywki, gdzie przeżyć alternatywną wersję słynnego ataku z 1944 r – co to będzie, nie spojleruję.

Podsumowując, zabawa jest przednia i nie widzę powodów, by gry nie polecić – a jeśli nie graliście w pierwszą część to czym prędzej najpierw to nadróbcie. Długość gry jest zdecydowanie największym minusem, ale rekompensuje to przyjemnie spędzonym czasem.

Ocena końcowa to 4++. Dlaczego dwa plusy? Pierwsza część otrzymała 4+, a kontynuacja wielkich rewolucji nie podjęła, jednak samo to, że powstała, zasługuje na dodatkowy plusik, co jednak jest za mało na 5-. Może trzecia część otrzyma taką notę, bo od tej chwili liczę, że się ukaże!