Robotyka dawnych czasów
0

Dzisiaj pojęcie automatyzacji i robotyki nie jest nam obce, a wręcz przeciwnie – wiele rozwiazań z tej dziedziny towarzyszy nam nieodłącznie każdego dnia, choć możemy sobie nie zdawać z tego sprawy.

Choć wydaje się, że roboty to synonim ostatnich kilkunastu lub maksymalnie kilkudziesięciu lat, to ich korzenie są znacznie dalsze. Co powiecie na to – pewien szwajcarski inżynier stworzył robota-chłopczyka, który potrafił napisać kilka wierszy oraz narysować kilka rysunków. Dokonał tego około roku… 1800! Więcej tutaj.

Granica między dobrem a dobrem (sic!)
2

O zabójstwie Pawła Adamowicza powiedziano i napisano wiele. Jestem przekonany, że wszyscy sprawę znają bardzo dobrze, byli nią w końcu przejęci wszyscy, niezależnie od poglądów politycznych, opinii na temat WOŚP, czy nawet faktu, że nazwisko Adamowicz słyszeli prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu (tak jak ja).

Notkę piszę, gdyż chcę skomentować dwa bardzo ważne aspekty, które wynikły po zabójstwie.

Poruszenie
Wszyscy na swój sposób byliśmy zszokowani zabójstwem. Dlaczego? Dlatego, że dokonano zabójstwa, a więc ohydnego, obrzydliwego i najgorszego z najgorszych czynów, podczas imprezy charytatywnej, w której jak powiedział chwilę przed atakiem śp. Adamowicz „to jest cudowny czas dzielenia się dobrem”. Dwie skrajności – najgorsze zło i najlepsze dobro, tego dnia złączyły się w jedno.

Prawdą jest, że idąc gdziekolwiek, czy to na zakupy, do pracy, na koncert, z góry nastawiamy się na to, że jesteśmy bezpieczni. Bo przecież wokół sami dobrzy ludzie. Bo przecież jest ochrona. Bo przecież po co ktokolwiek miał wyrządzać krzywdę?

Założenie to jest niestety błędne, o czym sam „prawie się przekonałem” podczas niewielkiego koncertu. Nie wspomniałem tego w notce, ale jak przeczytacie „Moment godny do zapamiętania, gdy w głośnikach rozbrzmiał głośny trzask, co oczekującą publiczność przestraszył”. Wiecie, co wtedy pomyślałem? Nie jestem pewny, czy w analogicznym czasie nie było większych ataków bombowych na świecie, ale taka właśnie była moja myśl – coś wybuchło. Wówczas zdałem sobie sprawę, że jestem ja, artyści na scenie i liczna grupka fanów, którzy tak jak ja przyszli posłuchać muzyki i radośnie spędzić czas. Okazja wprost wspaniała dla wariata, nieprawdaż?

Wtedy przez moment poczułem się nieswojo i odczułem, że zagrożenie może się czyhać za rogiem. Fakt, od razu okazało się, że był to jedynie trzask z mikrofonu i po chwili przestałem się sytuacją przejmować, to mimo wszystko tamta chwila dała mi wiele do myślenia – nie można ślepo wierzyć, że wszyscy spotykają się w dobrej wierze.

Inny przykład – budynek urzędowy. Niby każdy przychodzi coś załatwić i jak najszybciej wyjść, tylko jakoś niektórzy przychodzą z nożem. Nie ma reguł, wariaci trafiają się wszędzie i o każdym czasie.

Paraliż
Brak reakcji – oto co zarzuca się uczestnikom finałowego koncertu WOŚP po ataku szaleńca. Zupełnie zero reakcji, jakichkolwiek ruchów, bo ni to uciekali, ni starali się złoczyńcę powalić. Po prostu stali. Gdyby ten człowiek miał cel zabicia jak największej liczby osób… Liczba ofiar byłaby dużo większa.

I podczas, gdy wszyscy komentujący w internecie nie potrafią się zachowaniu uczestników nadziwić, tak ja ich doskonale rozumiem, bo ogarnął ich paraliż. Paraliż taki, że na atak nożownika rzecz jasna nie byli przygotowani, ale też to, że nie wiedzieli jak się zachować.

Sam takiego paraliżu doświadczyłem raz w zeszłym roku. Chyba czerwiec, była niedziela, byłem w kościele. W pewnym momencie, kilka ławek przede mną osunął się mężczyzna. Obok niego był inny mężczyzna, który sprawdzał jego przytomność, ale nic poza tym, z drugiej strony kobieta, najprawdopodobniej żona, wyciągnęła telefon komórkowy i tak jej palce drżały, że nie potrafiła wybrać żadnego numeru telefonu. Oczywiście fakt, że ktoś zemdlał, został szybko zauważony przez najbliższe grono osób, w tym mnie.

Wewnętrznie czułem wtedy, że powinienem zareagować, tym bardziej, że mijały sekundy i sytuacja się nie zmieniała. Z jakiegoś jednak powodu doznałem paraliżu, bo nie wiedziałem co dokładnie zrobić – zadzwonić po pomoc (?), wynieść mężczyznę na zewnątrz (?), wykonać sztuczne oddychanie (?). Nie chciałem być biernym gapiem, który utrudnia, ale jakoś tak po prostu nie potrafiłem nic zrobić.

Po dłuższej chwili ktoś dołączył do osób „pomagających” i wspólnie wyszli poza kościół, na świeże powietrze. Nie pamiętam czy była w końcu wezwana karetka. Pamiętam jedynie, że przez resztę mszy czułem się źle, bo w momencie, gdy czas jest na wagę złota, nie zrobiłem nic. Zupełnie nic. Byłem jednym z tych, którzy się gapili. Biłem się z tą myślą cały dzień. Dziś jednak myślę, że gdyby ta sytuacja miała się jeszcze raz wydarzyć, to zareagowałbym lepiej (choć to jedynie moje domysły). A dlaczego? Bo już raz tę sytuację przeżyłem i wiem co robić.

Inna sytuacja – dlaczego co jakiś czas testuje się próby wyjścia ewakuacyjnego, w szkołach czy miejscach pracy? Dlatego właśnie, by wiedzieć, jak się zachować. Wyobraźcie sobie, że jesteście w zupełnie nowym miejscu i w wyniku pożaru trzeba czym prędzej uciekać. Nie znacie wyjść ewakuacyjnych, więc biegniecie przed siebie, ewentualnie dołączacie do uciekającego tłumu. Panika, chaos, każdy zaczyna biec o własne życie, jednocześnie tratując innych – tak by się to skończyło.

Sytuacji kryzysowych trzeba się albo nauczyć, albo przeżyć choć raz.

Tyle i tylko tyle chciałem w kwestii zabójstwa śp. Adamowicza dodać.

Przywrócenie usuniętych filmów na YT i snucie planów
2

W 2016 roku komuś, do dzisiaj nie wiadomo komu, bardzo się nudziło i postanowił wykasować z serwisu youtube część filmów związanych z VCMP. Filmy były wybierane losowo, niezależnie od treści, jaką reprezentowały, czy daty dodania filmu. Niektórzy stracili swoje konto, a co za tym idzie, wszystkie przesłane filmy. Mi „udało się” otrzymać dwa ostrzeżenia, po których postanowiłem ukryć tymczasowo wszystkie filmy i przeczekać sprawę. W międzyczasie utworzyłem kanał zapasowy na dailymotion, który nie ma większych restrykcji, ale ma za to dużo mniejszy zasięg niż najpopularniejszy serwis wideo.

Incydent kasowania filmów miał miejsce tylko raz i wierzymy, że już się nie powtórzy. Pozostały jednak ślady w postaci wspomnianych zablokowanych kont a także niedostępnych już filmach.

W ostatnich dniach zmobilizowałem się i umieściłem na kanale DM kilka brakujących filmów (gdy ładujesz ponad 150 filmów i system wgrywania szwankuje, bardzo łatwo coś pominąć). Ponadto na kanał YT wróciły 4 filmy, które zostały wcześniej usunięte (jedynym filmem nieodratowanym jest… VCMP 0.4 i jeżdżenie autem na moro serwerze, z wgranym hymenem moro).

Poniżej te 4 filmy, a w szczególności wspólna gra na VCMP 0.1d!

Oprócz tego, kilka filmów było zablokowanych ze względu na użytą muzykę. Istnieje algorytm YT, który w locie usuwa niedozwoloną muzykę, więc najprostszym wyjściem było zastosować go.

Ku mojemu zdziwieniu, zablokowany był mój drugi pełnometrażowy film pt. Świt Prawdy. Tu niestety usunięto całą ścieżkę, więc zachęcam do wersji DM.

Innym filmem było testowanie Ghetto Moda (o rany ), tu akurat usunięto jedynie piosenkę ACDC i algorytm działa nadzwyczaj dobrze, tzn. usunął muzykę, ale zostawił większość odgłosów, które pochodziły z gry. Wersja DM.

I jeszcze troll film XRR na VCMP 0.4.

Przy okazji tych porządków zainteresowałem się statystykami mojego kanału YT i byłem pozytywnie zaskoczony. Do dzisiaj tj. 27.01.2019 miałem ponad 861 tys wyświetleń i blisko 700 osób zapisanych do subskrypcji. To są dla mnie liczby ogromne, o których nigdy nie śniłem! Fakt, gdyby policzyć średnią liczbę wyświetleń na film, to jedynie kilka filmów będzie tą średnią mocno zawyżać (sam Demolition Man Cheat z komentarzami hindusów, którzy minusowali i płakali, że nie działa, ma 138 tys). Nie mniej jednak – dla mnie duży sukces.

Pomyślałem wtedy… Może jeszcze raz?

Może jeszcze raz zrobić coś fajnego w VC, ewentualnie w VCMP. Chociaż raz zrobić jeszcze film pełnometrażowy nagrany w VC. Ten jeden raz jeszcze.

Myśl kusząca. Fajnie by było, gdybyście zostawili pod wpisem komentarz, co o tym sądzicie .

W przerwie jedzenia powspominam mijający rok 2k18
12

Podsumowania roku miałem nie robić, ale zmotywowałem się, by coś naskrobać. Myślę, że wybrałem dobry moment na pisanie – gdy wydaje mi się, że pęknę z przejedzenia i męczy mnie czkawka . Pisanie rozpoczęte dnia 27.12.2018.

Jak przystało na podsumowanie, pobieżnie przeleciałem wpisy z minionego roku i muszę stwierdzić, że ok. 6 dotyczyło tematyki GTA, z czego prawie wszystkie (o dziwo!) dodane po moim dniu ślubu. Dużo było (jeszcze większe o dziwo!) recenzji gier, na które przecież nie mam czasu, a także sporo polemiki. W każdym miesiącu napisałem średnio po 4 notki, więc jest to dalekie od tego, gdy udało mi się walnąć 30 w miesiącu , ale te czasy już bezpowrotnie minęły.

Postanowiłem, że podsumowanie będzie miało formę wspomnień, aniżeli wpisu „best of da best” – w końcu jest ich blisko 50, można wszystkie przeczytać cnie ?

Jak łatwo zauważyć, na przestrzeni lat tematyka strony mocno się zmieniała. Ideą strony było dzielenie się moimi „informatycznymi” projektami ze światem. Uważałem, że coś potrafię, bo na tle społeczności, gdzie właściwie nikt nie potrafił zrobić do VCMP cokolwiek poza rozmieszczeniem spawnów i pojazdów, byłem całkiem dobry. Pamiętam moje wejście w świat VCMP, 10 lat temu. VCMP 0.3z i Polska Scena, na której serwerze można było nawet w wakacyjny poranek znaleźć sporą grupę graczy. Jedyną możliwością skryptowania był wówczas mIRC scripting, wokół którego narosło wiele przeróżnych mitów (że bardzo trudny, że powoduje większą liczbę crashy itd… samo zło!), więc nikt nie chciał w ogóle tego tykać. Jeśli pamiętam, jedyną osobą, która potrafiła skryptować, był świętujący niedawno swój n-ty powrót Stoku . Grałem ambitnie w VCMP, ale ileż można biernie grać, fajnie było by coś stworzyć – przy użyciu łopatologicznego config.ini, które było jedynym konfigurowalnym plikiem od strony serwera. Muszę przyznać, że mocno mnie to wciągnęło, ale wystarczyło odpalić jakikolwiek inny multiplayer, by zobaczyć, że VCMP oprócz możliwości gry wieloosobowej na mapie Vice City nie dawało nic. Skrypty były potrzebne. Jakoś w to wszedłem i nawet mi to szło.

Tak zaczęło się od mIRC, potem był Squirrel („known hacked server user” – komentarz o mnie przed dołączeniem do tosterów VCMP) i PHP. W końcu zacząłem się interesować rozbieraniem gry GTA VC na czynniki pierwsze i powiem szczerze, że wciąż mnie to ciekawi, choć… chęci brak.

Mimo wszystko był na to czas. Były czasy licealne, wybrałem jedno z lepszych liceów w mieście wojewódzkim. W klasie było może 40% osób mieszkających w tym mieście, cała reszta dojeżdżała codziennie z okolicznych wiosek. Integracja po szkole? Każdy ładował się w autobus lub pociąg, by w domu być najpóźniej o godzinie 16. Torba w kąt, obiad podany, a potem czas dla siebie przeplatany nauką. Było więc sporo czasu na dłubanie przy skryptach VC i VCMP.

Potem nastały czasy studenckie i tak wyszło, że dla mnie niewiele różniły się od czasów licealnych. Wszyscy z okolicznych wiosek zjeżdżali rano (ponownie mało kto z miasta, nawet licząc tych, co w związku ze studniami poszli na wynajem lub akademik), by po zajęciach czmychnąć do domu. Jakaś tam integracja była, ale bardzo rzadko – bo w końcu w domu czeka obiadek . Nadal więc miałem sporo czasu na dłubanie w skryptach.

Wtedy jednak stwierdziłem, że coś tu nie gra. Jestem w takim momencie życia, że zaraz (a może: w końcu!) rozpocznę poważne życie tzn. pójdę do pracy zarabiać pieniążki, jakaś panna zakręci się i zostanie na stałe, i potem będziemy razem po wszech dzień pchać wózek zwany życiem. Tymczasem moje ja wtedy niewiele różniło się od mojego ja w wieku 16 lat! Nie powiedziałbym, że był to zmarnowany czas, ale na pewno mogłem te kilka lat lepiej wykorzystać.

Postanowiłem dokończyć studia drugiego stopnia w innym mieście. Zamieszkałem w akademiku (syf totalny, ale coś co warto przeżyć, o ile czytaliście moje „Kartki”!), zacząłem się rozwijać i zdobywać samodzielność w przyspieszonym tempie (człowiek rzucony w dzicz musi się w końcu dostosować, by przetrwać). To oczywiście kosztem mojej „części” internetowej. Ruch na stronie zaczął stopować, kanał na youtube totalnie wyhamował, kanał IRCowy poległ… Wiecie, do czego to zmierza. Potem przyszła pierwsze poważna praca (fun fact: 5 x P) i najprościej rzec, trend się utrzymał. Ale spadła moja motywacja. Nie oszukujmy się, ale mimo wszystko po 8-godzinnej pracy, jaka by ona nie była, człowiek raczej nie ma ochoty na dalszy ciąg pracy w postaci walki z niedziałającym skryptem GTA albo pisania wielkiej rozkminy. Jeśli jest naprawdę wolny czas, to człowiek chce najzwyczajniej odpocząć.

Ostatni rok, a nawet dwa były, już w ogóle szalone. W pracy z początkującego n00ba stałem się pełnoprawnym pracownikiem, który wprowadza innowację. W życiu zmieniłem stan cywilny, stosunkowo szybko na tle moich rówieśników. W zarobkach patrzę, jak kwoty w banku systematycznie rosną. I tylko w aktywności internetowej zaliczyłem znaczący regres. Powiem szczerze, jest trochę żal, że ta strona, kanał na jutubie czy BASZ, och mój BASZU, zostały zaniedbane. Teoretycznie wystarczy wziąć się w garść i regularnie, w miarę często, na każdą z tych stron rzucić ciekawym materiałem. Tyle teorii. A w praktyce wiadomo jak to się skończy.

Oglądam ostatnio na YT kolesia zajmującego się zwiedzaniem opuszczonych miejsc. Zapowiada on, że w każdy piątek nowy odcinek. Z jednej strony fajnie, bo wiesz, że przychodzi piątkowy wieczór, możesz się rozłożyć na kanapie i włączyć dodany przed chwilą odcinek. Z drugiej strony, co jeśli autor nie da rady zdążyć do piątku? Obiecał to swoim widzom, więc zapewne stanie na rzęsach, by to zrobić, a gdyby jednak to się nie udało – przeprasza.

Dlatego w tym miejscu chciałbym podziękować Wam, że wciąż czytacie moje wpisy i przede wszystkim, że nikt nigdy (albo przynajmniej przez ostatnie kilka lat) nie zadał mi pytania „nc kiedy nowa notka?”. Nikt nie poganiał, jeśli były chęci i możliwości to był też nowy wpis, jeśli czegoś brakowało – wpisu nie było. Dziękuję Wam, że mamy taką relację na linii autor-czytelnik.

Na koniec jeszcze refleksja – czy czegokolwiek żałuję? Absolutnie nie. Wchodząc do VCMP nigdy nie myślałem, że po zakończeniu gry będzie mnie jeszcze cokolwiek trzymało, by tych czterech drukowanych liter wciąż używać. A tak jest, ale tylko dlatego, że nie ograniczyłem się jedynie do gry. Były różne czaty (irc, rocket, teraz discord), była strona internetowa, był YT, był BASZ. To wszystko sprawiło, że dziś jestem tu, gdzie jestem. Pewnie gdyby nie tamte aktywności, dziś byłbym zupełnie innym człowiekiem. Lepszym czy gorszym? To nie mnie oceniać, ale na pewno jakoś to wszystko idzie na przód.

I tego się trzymajmy.

Napisał NC, wpis zakończony 13.12.2019.