Wycie(cz)ki
1

Wcześniej w tym miesiącu, przeglądając moją pocztę elektroniczną, zobaczyłem w folderze SPAM wiadomość o temacie, w tłumaczeniu z angielskiego. „Twój adres mailowy został zhakowany”. Stara szkoła mówi, by podejrzanych wiadomości nawet nie otwierać, ale czasem lubię żyć na krawędzi i mejla otworzyłem.

W nim bełkot, że pewnego pięknego dnia pewien pr0 el0 hakier włamał się na mojego routera i uzyskał dostęp do mojego komputera, a z niego wyciągnął historię przeglądania, korespondencji i oczywiście głęboko ukryte filmy porno. Stwierdził, że jestem zboczeńcem i postanowił podejrzeć mnie na kamerce, gdy oglądam filmy i rozesłać to do moich znajomych. Bla, bla, bla… Zapłać, a nikomu nic nie powiem. Słowo honoru hakera. Czas upływa.

Po przeczytaniu takiej treści nie miałem wątpliwości, że wiadomość została słusznie oznaczona jako śmieć. Była jednak jedna rzecz, która sprawiła, że była choć trochę wiarygodna. Hakier stwierdził, że przejął kontrolę nad moim adresem e-mail <tu adres>, a hasło to <hasło>.

Podane przez niego hasło prawdopodobnie nigdy nie było używane do zabezpieczenia mojej skrzynki pocztowej, chociaż było jednym z wielu, które używałem na innych stronach internetowych. Gdybym więc, jak duża część społeczeństwa, używał jednego hasła do wszystkich stron internetowych (z logowaniem do banku na czele!) byłbym teraz pozamiatany. „Odgadnięcie” hasła, choć nie do konkretnego przypadku, mimo wszystko mnie zmartwiło. Za poradami Gudia, zacząłem wyszukiwać mojego hasła poprzez wyszukiwarkę – bez skutków. Z kolei strona haveibeenpwned prowadzi „tylko” do wycieku z imgur oraz dailymotion dla drugiego adresu mejlowego. Wycieki te były już dosyć dawno, więc dziwne, że dopiero teraz ktoś użył tych danych do osiągnięcia korzyści majątkowych.

Oczywiście nie byłem jedynym adresatem tej wiadomości, jak przeczytacie np. tu (fajnie, że można zgłaszać oszustwa kryptowalut, ale czy coś to daje?). Szantażysta żądał zapłaty w bitcoinach (nie za bardzo rozumiem, czemu okup ma być płacony w walucie, o której przeciętny użytkownik internetu co najwyżej słyszał?). W sumie otrzymałem od trzech różnych hakierów takowe żądania (ale tylko jeden „udowodnił”, że ma hasło), na trzy różne portfele bitcoinowe, z czego jeden był specjalnie dla mnie. Suma wpłat na te trzy portfele wynosiła prawie 6,2 BTC. Kryptowaluty są bardzo niestabilne w wycenie, ale przyjmując minimum w zeszłym miesiącu, tj. ok. 12 000 zł za 1 BTC otrzymujemy kwotę prawie 75 000 zł! Czyli innymi słowy – fortel się udał.

Pytanie do Was – jak polecacie zabezpieczyć się na przyszłość? Wiem, że idealnie byłoby stosować dla każdej strony losowe hasło, zapisane w jakimś menadżerze haseł, ale co w przypadku, gdy będziemy musieli zalogować się poza domem?

Deus Ex Human Revolution recenzja
0

Moja przygoda z DXHR rozpoczęła się od… Braku wyboru. Rok temu w pewnym dyskoncie zorganizowano promocję na Far Cry 4, którego za Chiny Ludowe nie mogłem wówczas dorwać. Podchodzę do kartonu z grami, a tam wszystkie tytuły dawno przebrane. Zostały jakieś symulatory wszystkiego i… Właśnie, Deus Ex. Nazwa mi coś mówiła, choć z tą „serią” styczności wcześniej nie miałem (trudno mówić o serii, skoro Human Revolution było trzecią grą z tego kanonu, wydaną w 2011 r. po Deus Ex (2000) oraz Invisible War (2003) – wygląda to bardziej na powrót do porzuconego tytułu).

Z braku laku wziąłem DXHR za 20 zł. Poniżej fotki pudełka – „instrukcja” wklejona za pudełko, a jedna płyta dołożona w kopercie ( ??? ).

Grę zainstalowałem, ale z początku zupełnie mi nie leżała. Była dynamika, dobra grafika, ale nie było to to samo co Far Cry 3, który w porównywalnym czasie wtedy ogrywałem. Far Cry 3 oraz późniejsze iteracje polegają na walce bezpośredniej oraz skradaniu się za plecy wroga, jednak zawsze bez konsekwencji – jeśli coś pójdzie nie tak i wróg nas zauważy, można ratować się ucieczką i pobiec przed siebie, unikając kul i próbować za chwilę jeszcze raz. Ta sztuczka stety-niestety w DXHR nie działa, bo większość czasu spędzamy w małych pomieszczeniach, co ogranicza możliwość cofnięcia się, a nasz bohater na otwartej pozycji bardzo sprawnie przyjmuje wszystkie kule przeciwnika, więc zgon następuje szybko. Odłożyłem grę na półkę i coś mnie naszło, by po roku spróbować. Okazało się, że wystarczy zmienić strategię i nagle gra robi się niezwykle wciągająca.

Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, bo w 2027 r. Niby tylko 9 lat od dnia pisania notki, a mimo to świat jest bardzo futurystyczny. Największą zmianą w stosunku do roku AD 2018 jest możliwość zastępowania ludzkich części ciała mechanicznymi odpowiednikami. Można mieć mechaniczne ręce, nogi, a nawet całe ciało prócz fragmentu głowy, która pozostaje ostatnią ludzką częścią w człowieku.

Takim półrobotem jest bohater Adam Jensen, który jest szefem ochrony w firmie, zajmującej się, w fachowym języku, biomechanicznymi ulepszeniami. W wyniku feralnych zdarzeń zostaje poważnie ranny, sytuacja dla niego wydaje się być beznadziejna, więc na pomoc przychodzą mu… Mechaniczne zamienniki. Adam, wzbogacony o ulepszone narządy, postanawia pomóc swojemu szefostwu oraz napotkanym ludziom w dorwaniu „tych złych”.

Gra jest poniekąd freeroam, gdyż w trakcie wykonywania misji mamy możliwość poszwendać się po mieście, zakupić broń czy po prostu wypruć komuś flaki (dosłownie), choć tego freeroamu wraz z postępem fabuły jest coraz mniej, szkoda! Wykonując misje główne oraz poboczne zyskujemy punkty doświadczenia, które przeznaczamy na ulepszenie nanokończyn – można będzie np. wyżej skakać, szybciej biec czy nawet stać się niewidzialnym.


Spróbuj przejść obok strażników bez wykrycia?

Jak już wspominałem, w grze jest duży nacisk na skradanie. Staramy się jak najdłużej pozostać niewykryci, bowiem gdy tylko zauważą nas przeciwnicy, lunety karabinów maszynowych zaczynają rozgrzewać się do czerwoności. Unikamy bezpośredniej konfrontacji, a zamiast tego obserwujemy tor, po którym przemieszczają się przeciwnicy, by ich obezwładnić z dala od innych par oczu. Oprócz żywych przeciwników naszymi wrogami są roboty czy kamery monitoringu. Najlepiej wyłączać ich poprzez komputery znajdujące się w niedalekim otoczeniu. Żeby jednak do komputera się dostać, trzeba często przejść przez drzwi na kod. Kod można uzyskać przypadkowo, przeszukując kieszeń nieprzytomnego przeciwnika lub odczytać z innego komputera albo zhakować. Hakowanie polega na szybkim i rozważnym klikaniu w pewnego rodzaju puzzle. Ciężko było to z początku ogarnąć, ale później była to już bułka z masłem.

Co do samej gry, największą wadą był… Mały plecak na przedmioty i broń, nawet po maksymalnym ulepszeniu. Do plecaka mieści się maksymalnie 3-4 rodzaje broni, trochę amunicji oraz apteczka. Niestety, amunicja pasuje tylko do jednego typu broni i znajdujemy jej na ogół bardzo mało, stąd gdy ulepszyłem sobie moją broń, a przeciwnicy nie korzystali z niej, chodziłem właściwie cały czas z pustym magazynkiem, czekając wieczność, aż ktoś podrzuci amunicję. Nie doczekałem się i na walkę z bossem podszedłem jedynie z pistoletem . Koniec końców musiałem skorzystać z pomocy trainera, by przejść ten fragment gry, ale od tamtego czasu nie przywiązywałem się już do broni. Dobra rada – ściągnijcie mod na plecak.

Zakończenie było ciekawe, bowiem

Spojler Pokaż

Jak dla mnie gra jest 5-/5. Dobra zabawa, o ile opanujemy system skradankowy, super cena i normalne wymagania sprzętowe (2×2 ghz i nawet 1 gb ram na win xp!). Polecam, szczególnie że nie trzeba znać poprzednich części DX.

Kartka z ślubnego notatnika 3
0

W kartce z numerkiem 2 wspominałem, że przy organizacji wesela trzeba przede wszystkim zaklepać salę – wtedy znamy już termin wesela, z którym idziemy do księdza i szukamy zespołu lub jednoosobowego grajka. Dach nad głową i muzyka to minimum minima, jakie musi być na weselu spełnione :) . W tej notce opiszę, co jeszcze trzeba załatwić, chociaż zapewne i tak nie jest to wszystko…


Fotograf wie, które chwile trzeba uwiecznić…

Po sali oraz muzyce, najważniejszą „atrakcją weselną” jest fotograf. Dziś o usługach foto-video patrzy się inaczej, niż jeszcze kilkanaście lat temu, kiedy to każdy w rodzinie miał przynajmniej jednego bogatego wujka z aparatem lub kamerą, który chętnie służył młodym pomocą . Dzisiaj wachlarz oferowanych usług powinien zaspokoić każdego, a mimo to w jakiś sposób ślubni fotografowie mają coraz trudniej.

Zacznijmy od tego, że dziś świadomie rezygnuje się z wideofilmowania. Nauczeni z naszego dzieciństwa, kiedy katowało się kasetę z wesela naszej rodny, stwierdzamy „na ch* mi wideo z tego wesela”. Słyszałem też o bardzo rzadkich przypadkach, kiedy to rezygnuje się nawet ze zwykłego fotografa – argumentu tutaj nie znam.

Jeśli mogę coś poradzić, to zachęcam śmiało do korzystania z usług zarówno fotografa, jak i kamerzysty. Nie żebym robił reklamę, ale spójrzcie – zdjęcia warto mieć, prawda? Co do filmu, to ja wyszedłem z prostego założenia – będzie wesele nagrane, będę mógł kiedyś nagranie odtworzyć lub może ono całą wieczność kurzyć się na półce. Ale mam wybór. Jeśli jednak nagrania nie zrobię, nie będę mógł tego cofnąć i zostaną mi jedynie wspomnienia oraz suche zdjęcia, które jednak emocji nie oddają.

Ceny za foto-video są w miarę unormowane, przynajmniej 3000 zł, jednak trzeba dokładnie ustalić (spisać), co wchodzi w skład tej kwoty – jak długo będzie fotograf towarzyszył nowożeńcom, ile ma zamiar dać zdjęć (dziś już przyjęło się, by wrzucać wszystko na pendrive), czy wywoła jakieś zdjęcia, czy będzie popularna fotoksiążka, jak długie będzie nagranie z wesela (u mnie trwało ok. 2 godziny i można je było spokojnie skroić do 1,5 godziny – w zamian widziałem nagranie, które trwało 4 godziny! 4 godziny! I głównie nagrane były tańce, jakby ktoś miał ochotę oglądać, jak kto tańczy całą noc!) itd. Jeśli się tych kwestii nie ustali odpowiednio wcześnie, można wdepnąć w minę i potem… Dopłacać.

Kończąc jeszcze tą kwestię – fotografa można szukać tak jak zespół tzn. jeśli nie znajdzie się w promieniu 20 km, trzeba szukać w promieniu 50 km. Podobnie jak z zespołem, jakiś fotograf  zawsze się znajdzie, żeby tylko jeszcze nam spasował… Tak było poniekąd w mojej sytuacji. W mieście obok są dwa zakłady fotograficzne i jeszcze kilka osób na działalności, oferujących swoje usługi na wesele. Byłem przekonany, że umówienie terminu to będzie bułka z masłem – do czasu, aż zacząłem się o termin pytać… Bo albo terminów nie było, albo nie było łączonej usługi wideofilmowania (a jednak lepiej, by ta sama ekipa wykonała obie rzeczy). Okazało się, że choć w tym mieście jest sporo osób zajmujących się foto-video, to… Są to jedyne osoby w okolicy! Stąd jeśli ktoś miał wesele, kierował się do nich… Poszerzyłem jednak zakres poszukiwań i znalazłem innego fotografa (który miał wszystkie terminy zarezerwowane, ale ten mój jeszcze wówczas nie miał ).


Warto zapamiętać – kolorowe nie musi znaczyć dobre!

Bardzo na czasie (albo jak to mówią korposzczury must-have) są barmani. Czasy, gdy alkohol mieszało się z fantą, colą lub innym sokiem, który był na stole, raczej bezpowrotnie minęły. Sam byłem do barmana sceptyczny, ale moja kobieta mnie do tego przekonała. Pomysł okazał się być strzałem w dziesiątkę, a facet miał niemalże non-stop oblężenie („barmana nam wykończyli goście” ). O ile standardem jest, że wszyscy rzucają się na niego po pierwszych tańcach, tak potem kolejka do niego zamiera. U nas było inaczej. To czy robił dobre drinki nie powiem, bo sam nie miałem okazji do niego pójść ( ). Trzeba jednak ustalić wcześniej menu. U mnie największe branie miał… Wściekły pies, czyli coś co ja sam do ust wezmę tylko, gdy się zapomnę . Ta pozycja nie była z początku w menu, ale została dodana na prośbę jednego z naszych gości, ale to zupełnie inna historia.

Barman może za dopłatą zaoferować pokaz tzn. wyjdzie na środek i przez dobre 10 minut będzie pajacować, rzucać szkłem czy buchać ogniem jak smok. Osobiście nie jest fanem takich spektakli, bo w końcu młodzi mają być w centrum uwagi tego dnia.


Mr Whoopee z dostawą.

Jeszcze fajną rzeczą, która okazała się totalnym hitem, była riksza lodowa. Taka budka na kółkach, w której są schowane cztery pojemniki na cztery smaki lodów, a obok waflowe rożki. Riksza jest podłączona do prądu, więc cały czas chłodziarka dba o właściwą temperaturę lodów. Z początku uważałem pomysł na 50/50, bo może albo bardzo bardzo wypalić albo bardzo bardzo nie wypalić. Decydującym czynnikiem wydaje się być pogoda, ale kto przewidzi pogodę kilka miesięcy wcześniej? U nas riksza wypaliła, cały czas tłum ludzi obok niej się kręcił tak, że na drugi dzień zostały tylko resztki, a i one poszły (w sumie było 4 rodzaje lodów x 4 kg = 16 kg – myślałem, co ja z tym zrobię, jeśli ludzie nie zjedzą? Musiałbym zabrać ze sobą, ale gdzie to pomieszczę w małej lodówkowej półce? A tu proszę…). Najbardziej spasowała dzieciom, których rodzice już zaczęli upominać, że chyba przesadzają .


Przejmujemy tę budę!

Modne staje się też sprowadzenie niani na wesele, która ma zająć się dziećmi. Niania ta, która zwie się animatorką, może przyjechać w przebraniu klauna albo jakiejś disneyowskiej postaci i przez kilka (nawet tylko 3!) godzin zabawiać dzieci, by rodzice mieli chwilę na oddech. Cena to kilka stówek. Mieliśmy ją mieć na weselu (wymysł mojej), choć w kontrze byłem ja i rodzice z obu stron. Jedynym argumentem za nianią było to, że część dzieci ma zdecydowanie podwyższone ADHD i mogą rozpierniczyć imprezę na końcu jednak okazało się, że rodzice największych łobuzów jednak nie przyjdą, a niania dla około 6 grzecznych dzieci (mniej niż 10 lat) mija się z celem.

Innymi weselnymi atrakcjami z którymi się spotkałem są:

  • fotobudka – nie podoba mi się. Ważne, żeby ustalić, kto płaci ze setki zdjęć, które goście weselni zrobią…
  • samochód do ślubu – możesz podjechać porsche albo autem z Mafii 1 – tylko uważaj, by się nie zagotował pod górkę .
  • wiejski stół – wydzielone miejsce na stół (sic!) z kiełbachą i szynką. Nie uważam, by pasowało do wesela.
  • księga gości – ode mnie duże NIE, bo przynajmniej ja jako gość pomyślałbym tak „o nie, trzeba coś napisać… Pfff. Hmm. Przyjechałem tu się bawić, a nie jakieś bzdury pisać!”.
  • magik – wpisałem w wyszukiwarkę „atrakcje weselne” i takie coś mi podpowiedziało .

… i pewnie wiele innych.

Jak widzicie, organizacji przy weselu jest dużo. Do każdej osoby, której zlecimy pracę na weselu trzeba będzie przyjechać kilka razy – na pewno na początku podpisując umowę, na pewno w ostatnich kilku tygodniach przed weselem, a być może jeszcze kiedyś po środku. Tworzy to całkiem napięty grafik, szczególnie u schyłku przygotowań.

Myślę, że kwestię co załatwić do wesela mamy z grubsza omówione. Następnym razem co nieco o przygotowaniach.

Na koniec – przypomnijmy sobie, czemu nie jechać na wesele starym gratem .

Linijka pod ręką
5

Takie głupie, że aż warto zachować dla potomnych .

Z cyklu „gdy gra się instaluje bardzo długo i nie wiesz, ile jeszcze zostało”:

Mimo długiej instalacji (gdzieś 4 godziny), gra kolejnego dnia wyleciała z systemu. Nie działał system zapisu, cały czas nadpisywał nową grą… Jakieś rozwiązania były na internecie, ale nic z tego. Może to i lepiej. Początkowe sceny Far Cry 5 w ogóle mnie nie przekonały… Widać, że chcieli wymyślić coś innego, żeby nie było „FC5 kopia FC4, która jest kopią FC3”, ale nie wyszło im to na dobre.