Niezadowoleni aktorzy podkładający głos w GTA
0

Badger Goodger, lektor na popularnym kanale youtube Vadim M o filmach GTA, prowadzi również swój własny kanał w serwisie, gdzie porusza różne rozkminy. Ostatnio zrobił zestawienie aktorów, którzy po pewnym czasie mieli na pieńku ze swoimi zleceniodawcami. O ile o niezadowoleniu Ray Liotta jako Tommy Vercetti czy Michael Holick jako Niko Bellic wiedziałem, tak pojawia się kilka innych ciekawych nazwisk…

A czy ty pomyślałbyś, że…
0


Wlepka na FB – w szare pole możesz umieścić swoje zdjęcie. +10 do fajności.

„Mobilizacja” odnośnie strzelania fajerwerkami w Sylwestra, która miała miejsce w ostatnich dniach, była szybka i przybrała niewyobrażalną skalę, kolejny raz pokazując, że ludziom łatwiej jest przyjąć myślenie innych, niż wypracować swoje zdanie.

Zacznijmy od początku. Dziś o północy przywitaliśmy Nowy Rok, więc jak co roku „oby ten rok był lepszy od poprzedniego” dla czytelników strony .

Skoro Nowy Rok to i Sylwester, a skoro Sylwester to impreza, alkohol, TVP 2 (bo jak inaczej) i o północy wystrzały fajerwerków, które w tym roku były wyjątkowo „na cenzurowanym”. Odkąd pamiętam zawsze mówiło się, że zwierzęta źle znoszą fajerwerki. One nie rozumieją, że są to kontrolowane, nieszkodliwe eksplozje (a przynajmniej tak powinno być). One uznają to zapewne za początek Apokalipsy, o której nie słyszeli, ale gdyby w końcu nastąpiła to zachowywaliby się właśnie tak, jak przy wystrzale serii fajerwerków.

Także odkąd pamiętam, wiele mówiło się o tym, jak ulżyć naszym podopiecznym, podczas gdy my dobrze się bawimy. Przede wszystkim trzeba zamknąć zwierzę w miejscu z ograniczonym widokiem na niebo (np. piwnica) i odciągnąć uwagę od tego co się dzieje dookoła (smakołyki albo muzyka).

W tym roku jednak takich porad nie przeczytałem w internecie. Zamiast tego pojawiła się akcja „nie strzelam w Sylwestra”, która z marszu nabrała ogromnych rozmiarów. W niektórych sklepach fajerwerków nie mogliśmy kupić, w innych mogliśmy kupić takie z hasłem „przyjazne zwierzętom”. Część miast w tym roku zrezygnowała z pokazów, a powiedzenie „nie strzelam w Sylwestra” stało się trendy i każdy, który sądzi inaczej…

Spojler Pokaż

Akcja ze strzelaniem fajerwerków pokazuje, że przeciętny człowiek nie ma zdania, podąża tylko za tłumem, a tłum z kolei podąża za przywódcą. Przywódcą natomiast jest ktoś, kto wyznacza kierunek podążania, a zatem wyznacza trend. Każdy kto nie jest z tłumem, jest przeciwny, a kto przeciwny, ten jest wrogiem.

Powiedzmy sobie szczerze – gdyby tej akcji z nie strzelaniem nie było, ile osób i miast, samych od siebie, zrezygnowałoby z pokazów? Ktoś tam pewnie tak. Czy tyle samo co po nagłośnieniu akcji? Nie.

Ten przykład jest jednym z wielu, gdy ulega się presji większości. Innym ciekawym przykładem jest, hmm, patyczek do uszu . Czy kiedykolwiek, choć raz, mając ten patyczek w ręce pomyślałbyś sam od siebie, że jest on… Szkodliwy? Tak, sam patyczek jest przeważnie plastikowy, a przecież plastik to zło, więc i plastikowy patyczek jest zły i będzie lada moment wycofany. W sklepach zaczynają się pojawiać zamienniki z patyczkiem papierowym, które chcąc-nie chcąc będziemy musieli używać.

Gdy po tej całej nagonce na plastikowy patyczek do uszu, wziąłem go kolejny raz do ręki, nagle zaczął mi ten plastik w nim przeszkadzać. Wtedy zrozumiałem, co się stało – zacząłem myśleć tak, jak wszyscy dookoła chcą, bym myślał. To oni przejęli kontrolę nad tym, co mam lubić, a czym się brzydzić. Czy tak ma to wyglądać? Że gdy wszyscy mówią co jest złe, ja – bez przemyślenia czy ma to sens, bez własnego zdania, mam im wtórować?

Zobaczcie jak wielką siłę przebicia ma wmawianie nam, co jest dobre, a co złe. Trzeba człowiekowi wmówić jak ma myśleć – a on tak właśnie będzie myśleć!

Jeszcze jeden fajny przykład – nagonka na samochody z silnikami spalinowymi. Dzisiaj te silniki już są passe, bo są trucicielami, w przeciwieństwie do samochodów z silnikami elektrycznymi (zapominając, że prąd pozyskuje się mimo wszystko z węgla i że budowa akumulatora pociąga za sobą dużo zanieczyszczeń). Mam wrażenie, że ten temat jest wałkowany w mediach niemal codziennie. Oglądając to w końcu można ulec hipnozie i powtarzać razem za wszystkimi „spalinowy zły, elektryczny fajny”. Po czym wracasz do rzeczywistości i zadajesz sobie pytanie „skoro elektryczne są takie fajne, to czemu nie ma infrastruktury pod nie?”. Ale wróć, przecież ty nie masz myśleć, tylko powtarzać! Powtarzaj za mną: „spalinowe złe, elektryczne fajne”. Jeszcze raz…

Tych przykładów można nadal wymieniać, ale myślę, że nie ma sensu się powtarzać. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz – za każdą ze wspomnianych tutaj rzeczy stoją w mniejszym lub większym stopniu ekolodzy. Jak to się stało, że mają oni aż takie lobby? Pozostawiam to pytanie na koniec.

W ramach ciekawostki odnośnie tematu, który rozpoczęła ta notka, opiszę pewną sytuację. W mojej okolicy będą w najbliższym czasie wybory burmistrza. Jeden z kandydatów, zamiast przedstawić jakiś program, napisał, że nie będzie strzelać w Sylwestra i oczywiście dodał odpowiednie zdjęcie na FB. Napisał, że fajerwerki przyczyniają się do efektu cieplarnianego, smogu, a zwierzęta mogą nawet umrzeć na zawał. Dosyć szybko otrzymał komentarz, dlaczego taki wpis pojawił się teraz, a czemu nie było go rok temu. Komentujący dopytywał, czy potencjalny burmistrz przez ten rok się dokształcił, a może jest to zwykła zagrywka wyborcza. Odpowiedź była wymijająca i zwieńczona zapytaniem, czy komentujący będzie taki dociekliwy w stosunku do innych kandydatów.

To by było na tyle.

Wyłącz to światło! I inne mity o rachunku za prąd cz. 4
3

W poprzedniej części cyklu pokazałem, w jaki sposób stwierdzić, czy pojedyncze urządzenie pobiera dużo czy mało prądu. Suma zużyć wszystkich podłączonych do gniazdka urządzeń jest widoczna na liczniku, o którym dzisiaj kilka słów.

Kilka, bowiem… Za dużo powiedzieć się nie da . To od licznika zaczyna się cały „szamańczy rytuał” związany z wystawieniem rachunku na prąd (celowo użyłem tego określenia, bo szczerze mówiąc nie spotkałem jeszcze osoby, która by rozumiała skąd biorą się liczby na rachunku za prąd).

Czyli – pewnego pięknego dnia dzwonek do drzwi, a tam smutny pan reprezentujący spółkę energetyczną przychodzi spisać licznik. Patrzy na urządzenie zwane licznikiem energii i coś z niego spisuje, a po chwili już go nie ma. Jakieś dwa tygodnie później przychodzi list, w środku rachunek za prąd i ten odwieczny lament „ale dużo przyszło do płacenia”, po czym każdy i tak zapłaci.

Zacznijmy od początku. Co około pół roku smutny pan zwany inkasentem przychodzi spisać stan licznika. Licznik energii elektrycznej (tu fotki jakby ktoś nie wiedział – warto zlokalizować go sobie w domu ) który jest albo analogowy, albo cyfrowy, choć dzisiaj wszechobecne powinny być te drugie (docelowo mają być zdalne pozwalające na odczyt w trybie ciągłym bez osobistych wizyt). Licznik cyfrowy składa się z małego wyświetlacza, diody, być może jakiegoś przycisku oraz stery „rupieci” ukrytych za plombą.

I tutaj najważniejsze – licznika nie można zepsuć, ani też nie kopie prądem oczywiście do czasu, aż nie zainteresujemy się plombą, ale tego po prostu robić nie wolno. Mamy więc:

  • Wyświetlacz – wyświetla co kilka sekund różne informacje. Informacje te zawierają stan licznika, grupę taryfową, ewentualnie datę.
  • Przycisk / przyciski – służą do przewijania informacji na wyświetlaczu, gdyby ktoś nie zdążył przeczytać, a nie chce czekać.
  • Dioda / diody – mrugają, gdy została dostarczona ustalona wartość energii. Jeśli włączymy urządzenia prądożerne, to dioda powinna migać szybko, jeśli nie mamy takich urządzeń włączonych, dioda powinna migać raz na jakiś czas, a gdy mamy wszystko wyłączone – nie powinna migać wcale. Tu także uwaga, jeśli dioda będzie świecić światłem ciągłym to oznacza, że przez licznik cały czas przechodzi prąd o wysokim natężeniu i w zależności od instalacji, korki będą wybijać.

Prawda, że nic skomplikowanego?

Wróćmy do inkasenta. Jaka jest jego rola? Ma przekazać sprzedawcy prądu, ile zużyliśmy w ostatnim czasie. Dokonuje tego poprzez spisanie obecnego stanu licznika wraz z datą i odjęcie poprzedniego stanu. To tak samo jakby ktoś zapytał was, ile dokładnie w ciągu roku przejechaliście samochodem kilometrów. Spisujemy stan licznika w danym dniu, powtarzamy czynność po roku i odejmujemy obie liczby. Simple as that. I taka właśnie jest rola inkasenta – przychodzi raz na jakiś czas przekazując dalej informację o stanie licznika i dacie odczytu. Weźmy np. takie wizyty

  • 15 stycznia 2019, stan 1000
  • 31 lipca 2019 stan 2700
  • 10 stycznia 2020 stan 4300

Oznacza to, że w okresie 15 stycznia – 31 lipca zużyliśmy 1700 (watogodzin), a w okresie 31 lipca – 10 stycznia zużyliśmy 1600.

Te informacje trafiają do sprzedawcy energii, a stąd już tylko parę kroków do lamentu „ale dużo przyszło do płacenia”, o czym następnym razem .

 

Aktualizacje Windows 7 2020 do 2023!
5

10 lat minęło bardzo szybko. Windows 7, który zadebiutował 22 października 2009, zastępując zbierające niepochlebne oceny Vistę, szybko zyskał uznanie użytkowników. Dziś ci użytkownicy, którzy nie chcą lub nie widzą świata poza „siódemką” mają dylemat – trwać przy systemie, który po nowym roku doczeka się ostatniej aktualizacji bezpieczeństwa czy przeskoczyć na coś innego, teoretycznie „bezpieczniejszego” (używacie Blackbirda?).

Jest jeszcze trzeci wyjście – Microsoft będzie nadal wypuszczać łatki dla Windowsa 7, ale pod kilkoma warunkami. Po pierwsze, musicie być klientami biznesowymi, co już 99,9% czytelników strony eliminuje, ale idźmy dalej. Po drugie – trzeba uiścić opłatę w wysokości minimum ~100 zł. Po trzecie, aktualizacje będą wychodzić przez maksymalnie 3 lata, czyli nawet jeśli teraz z Windows 7 nie zrezygnujemy, to w końcu będziemy musieli.

Używam tego systemu jakiś czas, jestem świadomy „trąbienia” końca systemu i w ogóle najlepiej zamiast pisać ten wpis powinienem instalować Windows 10 (no i Blackbird), ale, ale… Mówiąc szczerze nie chce mi się tego robić, nie mam na to ochoty i z punktu użytkownika nie widzę żadnej korzyści z przejścia pod nowy system (żeby nie było – na dwóch laptopach mam ten system i o ile potrafię się nim obsługiwać, to coś mi w nim po prostu nie leży).

Pamiętacie jak było z Windowsem XP? Była podana data końca wsparcia, ale mimo to istniał trik, by zapewnić sobie dalsze aktualizacje, które były wydawane jeszcze w tym roku, tj. 18 lat po premierze XP!

Jako, że zbliża się godzina zero, ktoś postanowił spróbować po raz kolejny zmylić Windows Update tak, by ten ściągał udostępniane (płatne) aktualizacje. I się udało! A przynajmniej na razie tak z tego wynika, bo prawdziwy test odbędzie się w przyszłym roku.

Jednak dwa zastrzeżenia – opisana niżej metoda została znaleziona na internecie (np. tu czy tu), nie widziałem polskiego tłumaczenia, więc piszę po swojemu. Metoda ta jest oficjalnie nielegalna (w końcu te aktualizacje są płatne) i tak jak wspomniałem, nie mamy pewności, że zadziała. Może jednak warto zaryzykować?

Co zrobić by mieć wciąż dostęp do aktualizacji Windows 7?

  1. Sprawdzamy czy msmy zainstalowane aktualizacje KB4490628, KB4474419, KB4523206. Jeśli mamy zainstalowane wszystkie możliwe aktualizacje z Windows Update można przyjąć, że i te mamy. Dla pewności można sprawdzić w Dodaj/Usuń programy. Jeśli ich nie posiadamy, trzeba je ściągnąć np. ręcznie i zrestartować komputer.
  2. Ściągamy program BypassESU np. stąd. Wypakowujemy na Pulpit i uruchamiamy installer.bat.
  3. Ściągamy aktualizację KB4528069. Jest to aktualizacja testowa, jeśli uda się ją zainstalować to znaczy, że system przeszedł „test ESU” i jest na tą chwilę gotowy do przyjmowania dalszych aktualizacji w ramach ESU – Extended Security Updates. Jeśli wystąpił błąd – coś sknociliśmy, pomyślmy gdzie jest błąd i spróbujmy jeszcze raz (u mnie przeszło od razu).
  4. Po ponownym uruchomieniu komputera możemy wywołać okienko cmd wejść do katalogu C:\Windows\System32 i uruchomić slmgr.vbs /dlv. Powinien pokazać się komunikat taki jak poniżej z zaznaczonymi na niebiesko informacjami.

Po tej operacji pozostaje czekać na rozwój wydarzeń . Jakieś pytania, niejasności, zapraszam do komentarzy.