Dlaczego wszystko działa wolniej po hibernacji? Jest odpowiedź
2

Wpis trochę z dupy, ale myślę, że to interesująca ciekawostka.

Często hibernuję komputer. Przycisk „Zamknij” z menu start wybieram tylko wtedy, gdy komputer nie będzie jakiś czas użytkowany, aktualizacje w tle zaczęły mnie denerwować lub najzwyczajniej w świecie, komputer wyraźnie zwolnił. Spowolnienie aplikacji to największa wada niewyłączania komputera czy też nowoczesnych telefonów komórkowych. A odpowiedź dlaczego tak się dzieje jest wręcz… Śmieszna.

Znany modder GTA, a dziś także profesjonalny programista SilentPL otworzył jakiś czas temu swoją własną stronę internetową, na której jest póki co niewiele wpisów, ale są one bardzo techniczne i pokazują głównie sposób w jaki tworzył swoje łatki do gier czyli SilentPatche.

Jeden z wpisów traktuje o wspomnianym wyżej problemie. Po stworzeniu nowego programu, wysłał plik do testów. Odzew – program chodzi bardzo wolno, co Silenta mocno zdziwiło. Po małym dochodzeniu wyszło na to, że winowajcą jest właśnie hibernacja… A konkretnie funkcje programu odpowiedzialne za liczenie czasu uptime komputera.

Ci z was, którzy bawili się w skryptowanie VCMP czy też normalne programowanie wiedzą, że istnieją funkcje do wyznaczania czasu od uruchomienia serwera/maszyny/aplikacji i może być on podawany np. w jednostce milisekundy. Oznacza to, że od pierwszych sekund zaczynamy operować na dużej liczbie, która z każdą godziną staje się coraz większa. Po kilku dniach staje się wręcz ogromna i nadal rośnie. Jeśli taką liczbę poddamy matematycznym operacjom w celu wyznaczania pozycji albo do generatora liczb, komputer będzie potrzebował więcej mocy, by wynik przetrawić, aniżeli kilka dni wcześniej! Przy okazji też, z uwagi na ograniczenia w sposobie zapisywania liczb, wynik może być obarczony coraz większym błędem (utrata precyzji).

Na przykładzie GTA SA, Silent dowiódł, że nie wyłączając komputera przez 12 dni, taneczne minigry zaczynają się rozjeżdżać i są w efekcie niegrywalne. Na jego stronie zresztą macie film pokazujący, co by było, gdyby nie wyłączać komputera przez 12 lat .

Wniosek z lektury jest taki, że raz na jakiś czas komputer mimo wszystko trzeba restartować . Albo poprosić programistę mulącego programu o zrewidowanie kodu pod kątem czasu uruchomienia systemu.

Ile dać do koperty na wesele?
13

Jesteśmy w samym środku sezonu ślubnego i w związku z tym pojawia się odwieczny dylemat gościa weselnego – ile dać?

Zacznijmy od podstaw – dlaczego pieniądze? Wiadomo, najłatwiej, problem prezentu mamy z głowy. Powód jest jednak łatwo wytłumaczalny – gdyby zabronić gościom kopert, każdy z nich musiałby kupić prezent. O ile fajnie jest dostać zegar, odkurzacz, mikrofalówkę, komplet pościeli i inne rzeczy codziennego użytku, których być może nie posiadamy, tak kłopotem będzie, jeśli dostaniemy np. 3 odkurzacze. Co wówczas z nimi zrobić? Sprezentowanie koperty ten problem rozwiązuje. Nie jest oryginalnie, ale nikt nie będzie mieć pretensji.

Przejdźmy do meritum – ile?

Przyjęło się, by koperta przynajmniej pokrywała opłatę za przysłowiowy „stołek”. Wynika to stąd, że koszt sali stanowi w przybliżeniu 50% kosztów całego wesela (dokładna liczba jest trudna do oszacowania i wynika przede wszystkim z ilości gości oraz stawek za salę, alkohol, muzykę, pozostałych atrakcji, jednak powinna wynosić gdzieś w okolicach 50% +/- 10%).

Nie oszukujmy się, nikt nie nastawia się, że na weselu „da się zarobić”, bardziej dąży się do tego, by dopłata była jak najniższa. Dlatego jeśli goście zapłacą za „stołki”, Para Młoda musi wyłożyć drugie 50% – powiedzmy, że poziom akceptowalny. Jeśli jednak (o czym niżej) wszyscy dadzą przynajmniej 50 zł od osoby więcej, a rodzina jeszcze więcej, może się okazać, że dopłata do wesela to 35-40%, czyli całkiem w porządku! Z drugiej strony, jeśli przeciętna koperta będzie poniżej ceny sali za jedną osobę, to dopłata może wynieść np. 60%, a to już jest sporo.

Wybierając się na wesele, dobrze jest się zorientować, jaki jest koszt sali. Pytać wprost nie wypada, bardziej polegajmy na internecie, intuicji oraz doświadczeniu – ale uwaga, nie pytajmy się osób, którzy ostatni raz na weselu byli ho-ho temu (np. rodziców, bowiem oni znają „cennik” sprzed kilku, kilkunastu lat nie pojmując, że czasy się zmieniły ) . Z własnej wiedzy mogę powiedzieć, że 1-dniowe wesele na sali o „podwyższonym” standardzie to koszt 200 zł/osobę. Podobną kwotę zapłacą Państwo Młodzi za 2-dniowe wesele z salą w małej miejscowości.

Bazując na tym przykładzie widzimy, że para powinna dać co najmniej 400 zł do koperty, ale, by Młodzi mieli coś na plusie, warto wyrównać do 500 zł – i tę właśnie kwotę przyjmuje się jako… Przyjętą. O ile jesteśmy dla Pary Młodej kolegami, bowiem im bardziej jesteśmy z nimi spokrewnieni, tym kwotę tą należy podbić o kolejne stówki – ile dokładnie, tego na dzień dzisiejszy nie powiem.

Co jednak, gdy 500 zł dać nie możemy? Dajmy zatem tyle, ile damy radę. Na pewno będzie to lepsza opcja niż obarczona różnymi legendami „pocięta gazeta w kopercie” . Z drugiej strony jednak nie zjeżdżajmy do kwot typu 50 zł za osobę! Wiem, że to trudny dylemat, bo jeden z moich gości sam początkowo z chęcią zadeklarował, że przyjdzie, po czym wyszły pewne problemy finansowe. Powiedział mi o tym z zaskoczenia. To, co samo przyszło mi na ślinę to „pieniądze nie są najważniejszą” – bo rzeczywiście nie są. Mimo wszystko cieszyłbym się, że by był. Ale też ani ja, ani on zapewne nie zaakceptowałby sytuacji, w której przychodzi na wesele za pół-darmo. Trudna sytuacja do wybrnięcia.

Z drugiej strony istnieje niepisana reguła, z którą nie do końca się zgadzam, „ile ci dają, tyle zwrócisz”. Większość kopert podpisana, więc wiadomo kto ile dał. Wówczas, jeśli dostaniemy od kogoś np. 100 zł, to ile my damy jemu, gdy będzie brał ślub? Odpowiedź jest prosta – tyle samo, nie zważając na żadne inne czynniki. Tak jak wspominałem, nie do końca z tym podejściem się zgadzam, jednak gdzieś sumy, jakie dostaliśmy od innych, będą siedzieć w podświadomości.

Mam nadzieję, że notka ta wyjaśni nieco wątpliwości gościom weselnym i pozwoli spać spokojnie po nocach bez pytań „czy nie dałem za dużo? A może za mało?” .

Ewolucja Payne’a na beta trailerach
0

Poniżej kilka trailerów Max Payne 1. Na pewno deweloperzy byli solidni od początku jeśli chodzi o wygląd poziomów, postaci czy efekty specjalne (ale co robi ten wielkolud w drugiej minucie pozostanie tajemnicą). Warto jednak zwrócić uwagę na rockową muzykę, która pasuje bardziej do typowej strzelanki z jakąś historią „żeby była”, aniżeli do Payne’a jakiego znamy, czyli pełnoprawna strzelanka wraz z charakterystycznym bohaterem. Dopiero ostatni trailer taki jest.

Od danych do inwigilacji
8

Grając w Watch Dogs, jedną z dostępnych minigier było zapobieganie zbrodni. System informatyczny nadzorujący życie miasta, do którego główny bohater gry ma dostęp, co jakiś czas wskazuje miejsca, w których może wydarzyć się przestępstwo. Gracz udaje się na miejsce i, jeśli pozostanie niezauważonym, będzie świadkiem przestępstwa, które będzie musiał czym prędzej powstrzymać.

Do niedawna myślałem, że to tylko surrealistyczna wizja przyszłości. Okazuje się jednak, że takie systemy istnieją naprawdę! Jednak w przeciwieństwie do gry, algorytmy wskazują kto może być podejrzany i gdzie przestępstwo może paść. Wszystko fajnie i w słusznej sprawie, ale co, gdy algorytm się pomyli i to my trafimy niesłusznie na listę przestępców? O tym i innych kwestiach porusza film Pre crime Inwigilacja 3.0, który polecam zobaczyć przynajmniej przez pierwsze kilkanaście minut.

W takich momentach chciałoby się „przejść do trybu offline”, odłączyć od mediów społecznościowych, wyrzucić komórkę przez okno i zakleić wszystkie kamery. To jednak nie nastąpi. Pozostaje jedynie oswajać się z myślą, że z każdym dniem, poziom naszej inwigilacji wzrasta.