CLEO 2 dla GTA 3 i VC wydane
1

2 tygodnie temu wydana została nowa wersja CLEO. Nową wersję można ściągnąć stąd. Skrypty z poprzednich wersji mają działać.

Żeby notka nie była taka krótka, to zamieszczam jeszcze historię CLEO w pigułce, w szczególności skierowaną do osób rozpoczynających dopiero przygodę z tą modyfikacją.

Trudy czutowania
Dzisiaj instalacja wszelkiego rodzaju modyfikacji do GTA jest (prawie) banalna – pobieramy odpowiednie pliki, kopiujemy i mamy. Ta zasada obowiązuje nieprzerwanie od momentu, gdy gracze zrozumieli jak działa silnik GTA i jak wczytuje dane. Niestety, ale reguła ta nie tyczyła się instalacji skryptów dodających nowe możliwości grze.

Poruszmy trochę wyobraźnią. Cofnijmy się wstecz o kilka lat. Gramy sobie w GTA VC, przeszliśmy połowę gry, ale jakoś nas ona chwilowo znudziła. Odkrywamy w internecie (gtasite :D) poradniki o modyfikowaniu GTA, które nas fascynują.

Uczymy się, jak można tworzyć swoje własne mapy. Po dużych trudach udało nam się stworzyć niewielką wysepkę, na której rosną dwie palmy. Wczytujemy naszą grę, udajemy się na miejsce, gdzie nasza wyspa powinna być… No i jest. Szał, jesteśmy zafascynowani i chcemy więcej!

Dodajemy więc kolejne palmy, jakiś domek, praca chłonie kolejne godziny. Wczytujemy zapisaną grę i oczywiście jakże nasze dzieło piękne! Ale niestety, na wyspie jesteśmy tylko my, bo boty o niej nie wiedzą.


Chyba nie super, bo bezludna? A może przeznaczona dla uchodźców?

Czytamy kolejne poradniki i po kilku wypitych kawach udaje nam się zapełnić wyspę przechodniami. Nasza wyspa wreszcie jest „żywa”.

Teraz poniosło nas, by zabawić się w Rambo. Strzelamy całymi godzinami, aż w końcu brakuje nam amunicji. Wtedy dochodzimy do wniosku „chciałbym mieć na tej wyspie pickup z minigunem”.

Kolejne kilka godzin spędzonych na poradnikach i udało się. Zedytowaliśmy plik main.scm, bo tylko w nim można dodawać pickupy. Dodaliśmy do niego ledwie jedną linijkę z funkcją pickupa. Wczytujemy grę… I bum, gra nie chce się załadować, ponieważ została zapisana na innym pliku main.scm.

Przez błahostkę, jeden pickup, nasza gra nie chce już odpalić. Jedynym wyjściem jest uruchomienie nowej gry. Fajnie, nasz pickup jest na wyspie, możemy się dalej bawić w Rambo, ale zaczynamy grę od początku. Czy warto to robić?

To była największa bolączka sceny czuterów GTA przez wiele lat. Wprowadzenie nawet drobnych zmian wymagało edycji pliku main.scm, a ten wymuszał nową grę. Alternatywnym wyjściem jest napisanie trainera albo moda ASI, jednak obie rzeczy to już „prawdziwe programowanie”, które jest o wiele trudniejsze od edytowania pliku SCM.

Rzecz jasna, dla „fajnych” modów GTA dodających sporo nowych rzeczy takich jak New Vice City warto rozpocząć grę od nowa… Ale wtedy pojawia się mod „jedź busem jako pasażer” i zwykły gracz nie ma możliwości, by je połączyć – musi więc wybrać jedno z nich. No i rozpocząć nową grę, jeśli wybierze nowy mod. Sytuacja jest więc kompletnie bez sensu i nie wydaje się akceptowalna.


Prezes ma swój autobus.

Ci z San Andreas mają lepiej
Może nie od początku, ale po jakimś czasie już tak. Z początku nie mieli oni możliwości instalacji modów ASI (co oczywiście po pewnym czasie się udało), mieli za to coś co zwie się Mision Pack i daje im już przewagę nad graczami GTA VC/3. Zanim rozpracowano Mission Pack, minęły co najmniej 2 lata od wydania SA. W podobnym czasie rozpoczęto prace nad CLEO do SA. Miał on rozszerzyć możliwości skrypcenia SCM oraz pisania dodatkowych skryptów – czyli zamiast ściągnąć main.scm z modem „jedź busem jako pasażer” i rozpoczynać grę od nowa, wystarczyło pobrać skrypt „jedź busem jako pasażer” wraz z biblioteką CLEO i załadować grę. Jazda się znudziła? Kasujesz mod i już go nie ma.

Przez kolejne lata, aż po dzień dzisiejszy, udoskonalano CLEO o nowe możliwości i mamy prawdziwy wysyp różnych modyfikacji, którymi można tasować jak się tylko chce. Zrozumiałe jest, że gracze starszych części GTA patrzyli na ich kolegów z zazdrością. Dlaczego nikt o nich nie pomyślał?

Z zaskoczenia!
Całkiem niespodziewanie w roku 2010 okazało się, że powstaje CLEO dla GTA 3 i VC. Biblioteka zostaje wydane, ale nie jest to kopia tej z SA. Co prawda idea jest podobna – można pisać skrypty i je ładować razem z grą, ale wprowadzono jedynie kilka nowych funkcji, które nie pozwalały modderom rozwinąć skrzydeł – mimo to powstały fajne modyfikacje. Niestety, ale wersja ta nie nadawała się do normalnego użytku – potrafiła zepsuć zapis gry (!), przez co stawał się on bezużyteczny. Zatem CLEO dla VC nadawało się jedynie do robienia rozróby w Vice City po czym grzecznie wyłączało się grę bez zapisu albo do VCMP 0.3z R2 (wymagało to kilku dziwnych zmian w skryptach, ale chyba byłem pierwszym któremu się to udało?).

Cisza na morzu
Mieliśmy więc CLEO, ale nie nadawało się ono specjalnie do użytku w grze pojedynczej. Nie było też żadnej aktualizacji biblioteki przez 4 lata i nie wiadomo było, co z tym fantem zrobić. W 2014 roku wszech-umiejący SilentPL znany z… wielu modów, postanowił poprawić kilka rzeczy w CLEO (nie wiem niestety co dokładnie) i wydał ulepszoną wersję.

Powrót nadziei
Ku (przynajmniej mojemu) zaskoczeniu twórca CLEO dla III i VC, rusek Alien, postanowił zakończyć przygodę z GTA. Nie wiadomo czemu, ale nie postanowił upublicznić kodu źródłowego CLEO (może przepił), ale kilku śmiałków postanowiło napisać CLEO dla starszych części GTA od nowa, chrzcząc je jako CLEO 2. Ma to już być prawdziwe CLEO jak z SA czyli pisanie skryptów, które nie będą psuły gry oraz mnóstwo nowych funkcji i wtyczek, które będzie można wykorzystać przy tworzeniu swoich modyfikacji. Co z tego wyjdzie? Czas pokaże.

Wkurwiony policjant w GTA to nic dobrego
1

Przypadkiem natrafiłem na poniższy film. Możliwe, że temu policjantowi odwaliło od ilości modów, jakie gracz ma zainstalowane (a to że ma świadczy np. brak tekstury na broniach – źle wgrane :/).

Bo nawet jeśli myślisz, że wszystko widziałeś…

MURZYN VCMP NC
1

Nowy adres – końcówka eu.

murzyn.vc-mp.eu

Módlcie się za zmarłych i dajcie im spokój
2

Media lubią informować o drogowych wypadkach, ja za to takie informacje omijam szerokim łukiem. W takich zdarzeniach ginie czyjaś rodzina czy znajomi i z pewnością nie jest im miło, gdy z tego nieszczęścia tworzy się papkę dla mas. Innym powodem, dla których nie czytam takich informacji w internecie, jest żałosny poziom dyskusji w komentarzach. Wystarczy, że w tytule pojawi się jedno ze słów-kluczy jak “bmw”, “Niemiec” czy “dziadek”, a internauci od razu zabierają się do pisania bluzg w kierunku tej osoby mimo, że szczegółów sprawy nie znają.

Kolejny wypadek – kolejne pożywienie mediów
Pewnego dnia, w środę, był poważny wypadek na drodze, kilkanaście kilometrów obok mnie. Wiadomość pojawiła się szybko w mediach lokalnych, ale poszła również na całą Polskę, bo informacja o wypadku pojawiła się w internecie (Onet, Interia), w gazetach (Rzeczpospolita, Polska the Times, Fakt), w radiu (RMF) oraz w telewizji (TVP Info, TVN24) – jednym słowem wszędzie. Temat w sam raz nadaje się po materiale „Kukizowi spada”, a przed „Stadion Narodowy zmieni nazwę”. Tak, by ludzie mogli przed telewizorami chwilę pokręcić głową, zadać sobie pytanie „czy można było do tego nie dopuścić”, by 5 minut później już się śmiać z czegoś zupełnie innego.

Temat ten w sam raz nadawał się do ogólnopolskiej telewizji – młode małżeństwo jedzie wraz z kilkumiesięcznym dzieckiem samochodem. Z naprzeciwka kierowca „na czołówkę” wjeżdża w nich, a w tył wjeżdża inny samochód. Para ginie na miejscu, dziecko wylatuje z samochodu i cudem przeżywa. Mają jeszcze drugie, kilkuletnie dziecko, które jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że zostało sierotą. Reszta uczestników wypadku wychodzi bez szwanku. Bogu ducha winne (młode) małżeństwo, które jechało prawidłowo… Przyznajcie sami, że pasuje, by na chwilę wzruszyć publiczność?

Nie obchodzi mnie to
Wiadomość ta szybko stała się tematem plotek i pogaduszek, najprościej byłoby powiedzieć, że mówili o niej wszyscy wokoło. Ja zostałem przy swoim stanowisku i sprawą się nie interesowałem. W końcu jednak nie wytrzymałem, bo za dużo osób mi o tym mówiło. Dla spokoju (nie świętego) postanowiłem przeczytać o wypadku w internecie. Odpowiednia fraza w wyszukiwarkę i wyniki z hasłami ZDJĘCIA, WIDEŁO. Samochody porozwalane, strażacy chodzą w te i wewte. Dobra, wystarczy mi, bo nie chciałem więcej wiedzieć, a i tak się już źle czułem, że w ogóle na to patrzę. Zerknąłem jeszcze tylko na komentarze, w których internauci nie zostawiają suchej nitki na sprawcy wypadku. Ba, wiedzą nawet, że podczas wypadku gadał on przez komórkę, a przecież wtedy „nie daje się kierunkowskazów i jeździ się wężykiem po drodze” chociaż nigdzie tej informacji nie było!

Kilka komentarzy niżej, „hieny” chcą wiedzieć jak najwięcej o osobach, które zginęły, szczególnie interesuje ich, skąd oni byli. No kurwa! W czym taka informacja ma im pomóc? Czy zwróci to zmarłym życie? To już ingerencja w czyjeś życie.

Kilka dni później (czytaj notkę dalej), kilka komentarzy niżej rozpoczęła się wręcz wojna o to, skąd pochodziło młode małżeństwo. Jeden pisze, że oboje byli z miejscowości X, drugi go poprawia, że byli z Y, jeszcze kilka osób włącza się w dyskusję i zaczyna się kłótnia skąd oni byli! W końcu wypowiedziała się jeszcze inna osoba, pisząc (prawidłowo…), że on był z X, ona z Y, a mieszkali w Z. Czy to jest komuś potrzebne? Czy ludziom nie wstyd?

Temat aktualny
Piątek, od wypadku minęły dwa dni. Ogólnopolskie media sprawą przestały się już interesować, bo w sumie dalsze losy sprawy średnio obchodzą przeciętnego odbiorcy treści. Lokalne media jeszcze informują o dalszych wieściach, a w rozmowach między ludźmi temat nadal żyje.

Nie znasz dnia ani godziny
W sobotę otrzymałem telefon. „Kojarzysz ten wypadek? Tym autem jechała nasza koleżanka ze szkoły…”.

Nie mówisz serio? Przyznaj? Ale naprawdę? Nie, to niemożliwe. To kurwa niemożliwe!

Naprawdę?

Nie wiedziałem co myśleć, byłem nieco rozbity. Nie da się zrozumieć zrządzeń losu. W miejscu, gdzie nastąpiła tragedia, jedzie dziennie mnóstwo samochodów, jadą szybko, bo to poza terenem zabudowanym. I akurat trafiło na nich. Może gdyby wyjechali wcześniej 5 minut albo nie stali gdzieś oczekując, aż ktoś ich wpuści do ruchu, nic by się nie wydarzyło. Albo też ktoś inny by zginął. Dla każdego z nas jest przygotowany osobny scenariusz, ale nie jest dane nam go poznać.

Nie potrafiłem uwierzyć. Gdy już się ogarnąłem, wróciłem do swojego wyszukiwanego hasła w internecie. Przejrzałem wszystkie witryny z wiadomością o wypadku. Czytałem je wiedząc kto zginął. Opis pasował po prostu za dobrze. Ale z pewnością, gdybym przeczytał go wnikliwie od razu, to nie pomyślałbym ani przez chwilę, że to mogli być moi znajomi.

Spojrzałem ponownie na komentarze, żałosne. Zamiast iść się pomodlić za zmarłych, wieszają psy na kierowcy, który spowodował wypadek i wypytują się o zmarłych.

A zmarli chcą tylko spokoju, pamięci i modlitwy.