Chciałem w te wakacje odbyć praktykę, tak żeby trochę się rozeznać, gdzie mógłbym w przyszłości szukać roboty oraz żeby mieć co wpisać do CV. Nauczony już wcześniejszymi doświadczeniami, że ciężko znaleźć praktykę, w której robi się „coś konkretnego”, poszukiwania rozpocząłem na początku kwietnia (uwaga warta odnotowania – zgłoszenia na większość praktyk przyjmowane są z reguły do połowy kwietnia).
Pomyślałem, że skoro chcę „konkretnej” praktyki, to i pracodawca nie może być byle jaki, ale taki, który chce przyjąć na praktykę (czyli żadne „spoko, możesz przyjść, ale nic nie będziesz robić”).
A pracodawcy, któremu na praktykancie będzie zależeć, z pewnością by zamieścił ogłoszenie. I tak trafiłem na ofertę praktyk pewnej polskiej firmy ubezpieczeniowej. Nazwy nie będę podawał, bo po co. Firma ta jest w Polsce od dawna, ma markę, ma klientów i poszukuje praktykanta. Brzmi kusząco.
| Spojler | Pokaż> |
|---|---|
Oferta praktyki też ciekawa. Standardowe hasła jak „ucz się od najlepszych”, „sprawdź się” czy „poznaj specjalistów”. Pracodawca ma jednak nie byle jakiej wymagania – potencjalny praktykant ma być po trzecim roku studiów (więc licencjat w kieszeni), być absolwentem jednego z kilku wymienionych w ogłoszeniu kierunków studiów oraz wiązanka komputer + office + angielski + praca w zespole. Jak dla mnie czynnik, że nie może to być pierwszy lepszy student był decydujący, aby zgłosić się do praktyki. Dodatkowo krótki opis, co pracodawca oferuje w zamian, który także utrzymywał mnie w przekonaniu, że jest to praktyka, której szukam – na której coś się robi.
Tym samym na początku kwietnia zgłosiłem swoją chęć uczestnictwa w praktyce poprzez internetowy formularz. Kilka ruchów myszą, dołączenie CV.doc i wysłano. Minął tydzień, cisza. Doszedłem do wniosku, że nie ma co czekać, bo bardzo chciałem mieć praktykę na wakacje, a z tego raczej nic nie wyjdzie, więc szukałem dalej.
Połowa czerwca. Praktykę mam już prawie załatwioną, zostały formalności, ale w innym miejscu, a o swojej aplikacji z kwietnia zdążyłem już zapomnieć. A tutaj niespodziewanie telefon. „Dzień dobry, z tej strony XXX z YYY. Czy rozmawiam z …? Dzwonię w sprawie praktyk”.
Byłem wtedy mocno zszokowany, że w ogóle o tym jeszcze pamiętali, gdy ja już zapomniałem! Gdy więc padło pytanie „czy może pan w poniedziałek przyjść na rozmowę”, to w pierwszej chwili nie wiedziałem co powiedzieć i odparłem „zadzwonię później”.
Od tamtej chwili wciąż się zastanawiam, kto jest winny. Ja, że zamiast na nich łaskawie czekać, to szukałem sobie innej praktyki, czy oni, że przez przeszło 2 miesiące nie pisnęli słowem?
Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że na rozmowę pójdę, ale z marszu, bo tego samego dnia miałem też egzamin na studiach. Na praktyce mi nie zależało, więc też do rozmowy się nie przygotowałem i uważam, że na wstępnej rozmowie wypadłem słabo, chociaż żadnych arcytrudnych pytań nie było. Myślałem, żeby powiedzieć wtedy, że ja już sobie co innego załatwiłem, ale jakoś się scykałem.
Ale co było najlepsze – podczas rozmowy dowiedziałem się, że mają jedno miejsce, a kandydatów, włącznie ze mną, jest 6 (czego jakoś wcześniej nie wiedziałem, bo inaczej pewnie bym nawet nie wypełniał formularzu; jaki jest sens ubiegać się o 1 wolne miejsce?).
A też sama praktyka różniłaby się znacząco od tej z oferty – typowy praktykant na czas wakacji, kiedy pracownicy chcą mieć urlop. Do zadań m.in. przepisywanie tekstów z kartki do komputera czy segregacja papierów, czyli zadania żmudne, czasochłonne, więc potrzebny będzie, nazwijmy to wprost, kozioł ofiarny, który będzie to robił, tak by połowa pracowników mogła wyjechać na urlop. ALE! Dają możliwość nauki tzn. praktykant może chodzić na szkolenia dla pracowników oraz korzystać ze wszelkich programów komputerowych potrzebnych w pracy. Tylko nie wiem jak wy, ale ja mam przeczucie, że te programy komputerowe będą składać się z kilku suwaków oraz pól do wpisywania liczb, po czym na koniec będzie Enter i dostaniemy wynik. A jak ten wynik obliczyć, skąd się wziął i dlaczego akurat tyle pozostanie tajemnicą, więc nauki zero.
Obiecali, że za tydzień zadzwonią „do każdego, by poinformować o rezultacie”. Wczoraj minął drugi tydzień.

Opublikowano 1. lipca 2015r. 
