Prawdziwa twarz
6

Jak już wiecie, jestem zwolennikiem zakazu handlu w niedzielę. Dlatego tym bardziej miałem wyrzuty sumienia, gdy właśnie dziś, w niedzielę, poszedłem na zakupy.

Dlaczego tak postąpiłem? Skoro sklepy są jeszcze czynne w niedziele i mój napięty grafik na najbliższe dni nie pozwoliłby mi na krótkie zakupy w sklepie, do którego chodzę „od święta”, zrobione bez wariackiego pośpiechu, postanowiłem wybrać się właśnie w niedzielę i nie byłem z tego dumny.

W każdym razie, przechodziłem między półkami szukając towaru, po który specjalnie przyszedłem. Byłem akurat nieopodal kasy, która była pusta. Pracownik sklepu coś tam ogarniał przy kasie, a zagadała go kobieta ok. 50-letnia.

Kobieta ta spytała się, czy sklep prowadzi rekrutację pracowników, na co otrzymała odpowiedź pozytywną. Kobieta przeszła do szczegółów: „bo moja córka teraz pracuje przy ulicy (takiej wiecznie zakorkowanej, do której komunikacją miejską bez przesiadki się nie dojedzie) dla jakiejś amerykańskiej korporacji, a my mieszkamy przy ulicy (zaraz obok marketu) więc było by dużo bliżej”.

Pomyślałem wtedy, że przejście z korpoświatu do marketu nie jest czymś spotykanym, ale z drugiej strony… Ostatnio słyszy się o podwyżkach w tym sektorze, może dziewczyna ma dość psychicznej nęki w korporacji i wolałaby wykładać towar biegając między kasami… No nie wiem, może jest jakiś powód, dlaczego miałaby to zrobić.

Po chwili zastanowienia pracownik sklepu ściszył ton głosu o połowę, uśmiech z twarzy znikł i powiedział „niech Pani jej tego nie robi”.

Łoł, takiej odpowiedzi się nie spodziewałem!

Dalszego fragmentu rozmowy nie słyszałem (a może na tym ją ucięto?). Chwilę później jednak, gdy sprzedawca obsługiwał kasę, kobieta wciąż się przy nim kręciła i słyszałem jak powiedziała „wszędzie jest ciężko”, na co sprzedawca odparł „tu wyjątkowo”.

Dodam jeszcze, że market był niemiecki, nigdy nie było tłoku, więc i atmosfera w środku całkiem „fajna”. Tym bardziej to „zwierzenie” było zaskakujące. Może to jest nie do pomyślenia, ale poczułem się jak idiota, gdyż z powodu mojej osoby i tych kilkudziesięciu pałętających się po sklepie, Ci ludzie muszą zasuwać.

Gdy stałem już w kasie, inny klient poprosił tego samego sprzedawcę o papierosy. Gdy je dostał stwierdził, że prosił o inne, dodając humorystycznie „jak się truć to czymś dobrym” . Sprzedawcy chwilę zajęło odszukanie paczki po czym wymienił ją. Klient na to „ale one są droższe, ile muszę zapłacić”, na co sprzedawca odparł „nic, pokryję z własnej kasy” (sic!!!). Klient dał do zrozumienia nie wydurniaj się Pan, ale sprzedawca z uśmiechem na ustach stwierdził, że naprawdę nie musi dopłacić.

Może brzmi to jak historia z demotywatorów o kierowcy autobusu, któremu wszyscy klaskali, ale to wydarzyło się naprawdę. I tę historię powtarzam, by każdy ją usłyszał i wyciągnął właściwe wnioski.

Comments
  • jhgfhvsbdviysbc 17 grudnia 2017 at 22:14

    Właściwe wnioski? Jedyne, co można z tego tekstu wywnioskować to to, że praca jako sprzedawca wcale nie jest taka łatwa jak się ludziom wydaje, a pierdzenie w stołek dla korpo z kolei nie jest takie ciężkie. Sprzedawca zachował się uczciwie wobec kobiety, jednakże zadziałał trochę na szkodę dyskontu. Jeśli chodzi o zakaz sprzedaży w niedzielę to jestem za, ale na innych zasadach. To prawda, że większość osób chce spędzić niedzielę z rodziną, nie oznacza, że wszyscy. Praca w sklepie tego dnia powinna być NIEOBOWIĄZKOWA. Jeśli ktoś podjąłby się pracy tego dnia, dostałby płacę jak za nadgodziny. Moim zdaniem taka alternatywa przypasowałaby obu stronom – tym, którzy popierają, jak i tym, którzy są za zakazem.

  • NC 18 grudnia 2017 at 20:36

    Zgadzam się z tobą, praca nieobowiązkowa, kto chce byłaby sensowna. JEDNAK tak byłoby tylko w teorii, skończyłoby się bowiem „no co ty, nie przyjedziesz na łikendzik do pracy? No ale jak to?”.

    Tym wpisem chciałem uzmysłowić nam wszystkim (bo markety są chyba dziś głównym miejscem zakupów), że mimo wielu informacji o polepszających się warunkach pracy w sklepach oraz miłej atmosferze weń panujących, praca ta nadal jest mordownią – a klienci, czyli my, się do tego przyczyniamy.

  • Gudio 18 grudnia 2017 at 22:35

    Praca w markecie jest mordownią? Owszem, może wymagać zręczności przy wykładaniu towaru, ale co z ciągłą pracą na dworze w zimę czy w halach w których temperatura przekracza 40 stopni Celsjusza? O tym się nie mówi, a pracownicy mają dyżury i nikogo to nie interesuje czy jest niedziela czy środek tygodnia.
    Podpisuję się pod słowami osoby ze skomplikowanym nickiem, ale dodam, że w przypadku nieobowiązkowej pracy w niedzielę, znajdą się markety w których zgodzi się na to niewystarczająca ilość osób by móc go otworzyć. I tak źle, i tak niedobrze, a pierwszym zadawanym pytaniem podczas rozmowy rekrutacyjnej będzie zdolność do pracy w niedzielę, a to będzie warunkowało o przyjęcie.

  • emil 21 grudnia 2017 at 11:56

    Za nic w świecie nie chciałbym pracować w sklepie (Lidl, Biedronka), czasami widzę jaki zapierdol tam mają (w Biedronce), nie zdąży wystawić produktów na półki bo dzwonek na kasę, kolejka na 10 osób, przychodzi kierownik i mówi że” wy to na przerwę idźcie jak ogarniecie półki bo ja z jolą/Gosią/Antkiem wystawiamy kawę”. To jakaś paranoja w imię pracy za 2500zł (bo tyle ponoć się tam zarabia). W mojej poprzedniej pracy na produkcji na 2 zmiany miałem momenty ciężkie i lekkie że stałem przy maszynie, gdzie drzwi się rozjebały i przy -10 w zimę wiało na mnie, przyjemniejsze gdzie stałem za pasteryzatorem i patrzyłem się na zegarek bo nudno było. A to wózek widłowy „wjechał” w śnieg i pół godziny się odkopywało i zanim przywiozłem co trzeba to godzina minęła ale nie latałem z językiem na brodę bo „coś” albo przerwa kiedy mi ktoś powie, wypadała godzina przerwy i się szło na przerwę bez niczyjej zgody. I to wszystko za niewiele mniej co oferuje Biedronka czy Lidl. Co do pracy w niedzielę to rachunek jest prosty, dodatek 100% i lista chętnych będzie na miesiąc do przodu. A jak ktoś nie chce pracować w niedzielę to niech zmieni pracę na taką w której niedziela jest wolna. Najprostsze rozwiązanie i jednocześnie najbardziej krytykowane.

  • emil 29 grudnia 2017 at 10:26

    Gdzie Ence twój merytoryczny komentarz na mój wpis?

  • NC 31 grudnia 2017 at 17:31

    No czekaj, czekaj.

    Oczywiście, pracownik sklepu to nie jest jedyny ciężki zawód – to po pierwsze. Bardziej rozważałbym w kategoriach „praca konieczna w niedziele” i do tego zawód sklepikarza się na pewno zalicza, co oczywiście nie znaczy, że inne zawody nie powinny.

    Po drugie, rozkmina „kto chce pracować w niedzielę, niech przyjdzie, dostanie dwa razy tyle” jest dobra tylko na papierze, bo w ten sposób za sprawą dodatkowej kaski każdy by się na to godził, a nawet gdyby tego nie było, doszłoby zapewne do sytuacji jak w jednym znanym mi korpo, gdzie jest praca w łikendy dla „chętnych”, ale jak kilka razy nie przyjdziesz, to ktoś z przełożonych ci powie „no weź, mógłbyś przyjść’.

  • Post a comment

    Jeśli chcesz poprawić komentarz JUŻ ZAPISANY, odśwież stronę. Pojawi się wówczas odnośnik, który należy nacisnąć. Możesz to zrobić jedynie w ciągu 5 minut od opublikowania komentarza.

Powered by WordPress | Designed by: Free WordPress Themes | Compare Free WordPress Themes, Compare Premium WordPress Themes and