Kartka z pamiętnika akademikowego 10
0

Kiedyś tego typu notki pojawiały się częściej, ale temat został w miarę wyczerpany. Nie mniej jednak uzbierało się kilka historyjek, które warto utrwalić (inne, bardziej prywatne, zachowam rzecz jasna dla siebie ).

Po starej znajomości
W Kartce 9 zapomniałem wspomnieć o najistotniejszej rzeczy na początku roku akademickiego – kwaterowaniu. A to w tym roku wyglądało okropnie.

Po pierwsze, ktoś genialnie myślący zaplanował kwaterowanie na pierwszego października na równi z rozpoczęciem zajęć. W ubiegłych latach takie rzeczy można było załatwić ostatniego dnia września, a kolejny dzień był z reguły wolny. W tym roku więc był wybór – iść na zajęcia (pierwsze w nowym roku, więc wypadałoby?) albo się zakwaterować jak najszybciej.

Postawiłem na drugą opcję. Liczyłem, że większość pójdzie grzecznie na wykłady i kolejka na zapisy nie będzie długa. Myliłem się. Będąc o godzinie 10 (a może to była już 11? Skleroza!) na miejscu otrzymałem numerek osiemdziesiąty, przy czym przyjmowany był jakiś osobnik z numerkiem mniejszym niż 20.

Kolejki mają to do siebie, że są… Długie. I się ciągną w nieskończoność. Niektórzy potrafili załatwić kwaterowanie w 5 minut (podajesz kilka danych personalnych, pogadasz sobie o pokojach, dostajesz przydział i wychodzisz), tak innym schodzi nawet po 20 minut (cholera wie co oni tam robią).

Zmartwiłem się więc długim oczekiwaniem, no ale, ale. Jesteśmy dopiero po wakacjach, wiele osób się już zna, można przegadać sporo rzeczy. Tylko gorzej, gdy mijają dwie godziny, a kolejka poruszyła się jedynie o 10 osób.

W kwaterowaniu bierze udział kierownik akademika wraz z radą akademikową. Niestety, w tym roku rada coś się wykruszyła i była to zbieranina mieszkańców z ubiegłych lat. Tak się złożyło, że osoby te znały mnie doskonale i zaproponowały, bym do nich dołączył i pomagał. Mocno się wahałem „przecież ja nie umiem tego wypisywać”, ale argument dostania pokoju z pominięciem kolejki zwyciężył. Wszedłem więc na równi z koleżanką, która miała numer 30.

Kierownik zaproponował wyrzucenie mnie na ostatnie piętro, przedostatni pokój. Zacząłem się kłócić (trochę pod pyskówkę podchodziło). Koleżanka później stwierdziła, że czuła się tam jak idiota stojąc z boku i oglądając naszą małą kłótnię. Opłacało się. Kierownik powiedział „no patrzę w ten komputer i nie widzę żadnego pokoju wolnego, bo wszystko zarezerwowane, no ale sprawdzę jeszcze raz (przewija myszką). O jednak. Jest na niższym piętrze”.

Kamień spadł z serca. Zapewne każdemu by spadł, jeśli zamiast codziennego pokonywania około 80 schodów, będzie ich pokonywał połowę .

5 sekund wystarcza na zrobienie wrażenia
Zasiadłem więc przy stole i pomagałem przy kwaterowaniu. Nie chcę się chwalić, ale tempo „załatwiania” stanęło w końcu na dobrym poziomie, wszystko szło szybko i w miarę bezproblemowo.

W ramach podziękowania za usytuowanie mnie na niższym piętrze, postanowiłem do końca pomóc mimo, że mogłem się zmyć. Z moim udziałem zakwaterowaliśmy jakieś 80 osób. I po każdej z nich już po chwili było widać, jakim jest człowiekiem.

Ile to osób weszło z hasłem „dzień dobry”, a ja na to „siema”. Ile z nich było w pewnym stopniu zestresowanych. Ile z nich żądało zajebistego pokoju (my w tym czasie beka). Heh, też byłem taki jak oni przy pierwszym kwaterowaniu.

Kilka osób się wyróżniło, najbardziej pamiętam jak pewien chłopak, całkiem na serio powiedział „a ja słyszałem, że najlepsze miejsce do nocowania jest pod drzewem obok akademika”. Nastała cisza przerwana moim „eee, nie”.

Czy student potrafi czytać?
Następujący tekst dotyczy natury ludzkiej, ale osobom wrażliwym i określającym wiele rzeczy jako „fuj” polecam jego pominięcie.

Była sobota, czyli dzień, w którym sprzątaczki nie przychodzą do pracy – w piątek „posprzątały” jeżdżąc mopem w kiblu, z którym potem przejechały kuchnię i do poniedziałku musi wystarczyć.

Zaliczam się do osób preferujących chodzenie spać wcześniej, by wstać po siódmej rano, niezależnie od dnia tygodnia. Tak było i wtedy. Wiadomo, poranne ogarnięcie, śniadanie i coś tam się porobiło.

Jeszcze przed południem byłem w WC celem skorzystania z toalety w pozycji stojącej (hmm, ładnie udało mi się zastąpić słowo siku). Tak, kible są wspólne, na korytarzu – jak to określił ładnie kolega „jak u Kiepskich”.

Po załatwieniu swojej potrzeby chciałem jak cywilizowany człowiek spuścić wodę. I tu się zdziwiłem, spłuczka przestała działać, choć z rana jeszcze wszystko było w porządku. Na taką sytuację nie byłem przygotowany i przez chwilę zastanawiałem się co teraz począć. Najpierw, jak przystało na człowieka, który uzyska za kilka miesięcy pełne wykształcenie wyższe, wziąłem wiadro i wlałem do toalety wodę, by się pozbyć swojego produktu ubocznego. Następnie nakleiłem na spłuczkę kartkę z napisem „nie działa”. Dlaczego to zrobiłem? A pomyślcie sobie, gdybyście skorzystali (jako mężczyźni) z toalety w pozycji siedzącej. Wyrabiacie rekord życia, a po naciśnięciu spłuczki woda nie spływa.

Wstyd to chyba podstawowa emocja, jaka powinna wtedy towarzyszyć człowiekowi i nie życzę nikomu, by jej doświadczał. Sam też bym jej nie chciał, więc postanowiłem być dobrodusznym (jak zawsze!) człowiekiem i nakleić wspomnianą kartkę.

Po 30 minutach wracam do toalety.

Kartka wisi.

Kibel obsrany.

Ja pierdole.

I tak aż do poniedziałku.

Od tamtego momentu zawsze przed skorzystaniem z toalety sprawdzam czy działa spłuczka. Wydaje się to być idiotyczne, by spłukiwać kilkanaście litrów wody ot tak, ale skoro nic mnie to nie kosztuje, to wolę nie ryzykować przypału.

Pożar? Po co?
Rzecz miała miejsce niedawno. Nałożyłem sobie pastę do zębów na szczotkę celem zachowania higieny po ostatnim posiłku. W tym momencie usłyszałem głośno nastawiony głośnik, jeszcze milczący.

Nad drzwiami w każdym pokoju zamontowane są dwa głośniki – jeden to radiowęzeł lokalnej rozgłośni studenckiej, która ma tak mierne audycje, że słuchanie jej często jest nie lada wyczynem. Drugi głośnik służy z kolei do nadawania ważnych komunikatów takich jak np… Ostrzeżenie o pożarze.

Pomyślałem, że jakimś cudem włączył się głośnik radia, jednak z drugiego głośnika odegrano informację „w budynku wykryto pożar. Prosimy o opuszczenie…”.

Nie przeraziłem się specjalnie tą informacją. Był to co prawda mój pierwszy alarm pożarowy odkąd mieszkam w akademiku, ale od znajomych usłyszałem, że średnio co rok taki się zdarza. Na ogół są to „fałszywe” alarmy jak np. dym papierosowy, a studenciki, którzy są wtedy w trakcie libacji alkoholowych myślą, że to zaproszenie na kolejną imprezę.

Postanowiłem więc zachować spokój i wyszedłem (jako pierwszy) na korytarz. Po chwili wyszło jeszcze kilku sąsiadów. Rozmawiam chwilę z kolegą, a przez cały czas odgrywana jest informacja o pożarze. Z pokoju obok wychodzi Białorusin i idzie gotować do kuchni (spoko, rozumie po polsku). Po chwili połowa korytarza stoi przed pokojami w kurtkach gotowych, by wyjść na zewnątrz. Z wyższych pięter niczym fala uchodźców idzie spokojnym tempem spora grupa studentów w kurtkach, do których dołączają kolejni z innych pięter. Odważyłem się do nich krzyknąć „gdzie wy idziecie?” śmiejąc się, ale nikt nie odpowiedział.

Po kilkunastu sekundach alarm wyłączono. Nastała cisza. Ludzie stali nieruchomo, jakby nie wiedzieli, co teraz począć. „Koniec pożaru, dziękuję, dobranoc” krzyknąłem, czym wywołałem uśmiech na twarzy i wszyscy wrócili do swych pokoi.

Chyba taki alarm pożarowy jest jedyną możliwością, by wybawić chomików z pokoi (nazywam tak osoby, które przesiadują w pokojach odizolowani od świata). Trochę to smutne.

Gdy i ja usiadłem w spokoju po alarmie zacząłem się zastanawiać „a gdyby to rzeczywiście był pożar. Co wtedy?”. Do całej sytuacji podszedłem na luzie, ale jednak mogło nie być tak zabawnie szczególnie, gdyby to w jakimś sąsiednim pokoju wybuchł pożar. Co wówczas? Ubrać się i uciekać? Wziąć co najpotrzebniejsze? Spakować ile się da?

Doprawdy trudne pytanie. Wypadałoby znaleźć na nie jakąś odpowiedź, więc kończę nim tę notkę. Do zobaczenia w być może ostatniej kartce 11.

  • Post a comment

    Jeśli chcesz poprawić komentarz JUŻ ZAPISANY, odśwież stronę. Pojawi się wówczas odnośnik, który należy nacisnąć. Możesz to zrobić jedynie w ciągu 5 minut od opublikowania komentarza.

Powered by WordPress | Designed by: Free WordPress Themes | Compare Free WordPress Themes, Compare Premium WordPress Themes and