Młodzi mieszkają z rodzicami, szukamy powodów
0

Dziś rozpoczynamy nową ankietę i podsumowujemy starą. Dziękuję za głosy.

Jestem trochę zaskoczony, ponieważ żaden z głosujących nie mieszka na własną rękę, a spodziewałem się przynajmniej jednego głosu. Tym samym potwierdziliśmy, że dziś coraz później młodzi ludzie wyprowadzają się z rodzinnego domu. GUS podaje, że odsetek ten z roku na rok rośnie – dla przykładu w latach 2005-2011 wzrósł o 8 punktów procentowych. Przeanalizujmy najczęściej wymieniane powody, dla których nie chcemy się wyprowadzić.

Stan portfela. Nie ma pracy = nie ma hajsu. Jest praca = przeważnie słaba kasa. W obu przypadkach nie będzie nas stać na samodzielne wynajęcie mieszkania (nie mówiąc o własnych czterech kątach).

Samemu mieszkać? Oczywiście, że nie. Można z kumplem, dziewczyną albo żoną… Tylko, że liczba zawieranych małżeństw systematycznie spada.

Mamusia wypierze i ugotuje. Życie z rodzicami jest wygodne, nie mamy żadnych „dorosłych” zmartwień. Sytuacja, w której przeszliby na własne utrzymanie, byłaby dla nich obniżeniem standardu życia. Dla wielu z nich to trudne do zaakceptowania – twierdzi dr Tomasz Grzyb, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. 

Mamusia nie puści. Wyprowadzka oznacza dla rodziców, że ich pociecha jest już dorosła. Jakże to trudne do zaakceptowania, przecież dopiero co niedawno nas w wózku wozili! Rodzice boją się wypuścić dzieci w świat, który wydaje się im niebezpieczny – wyjaśnia dr Grzyb. 

Synek na utrzymanie. A może właśnie w tą stronę? Dziecko musi zarabiać i ogarniać mieszkanie, ponieważ rodzice nie potrafią.

Który z tych czynników jest głównym „winowajcą” według was? Ja obstawiam „mamusia wypierze i ugotuje” .

To zostawmy sobie na komentarze, a przejdźmy do nowej ankiety. Dłuższa od poprzednich, to od razu rzuca się w oczy .

Wyobraźmy sobie, że jedziemy pociągiem, autobusem, tramwajem, co kto lubi. Ale z nami jedzie też banda pijanych osób. Możemy oczywiście przesiedzieć w milczeniu jakiś czas, ale potem mamy już dość takiego towarzystwa. Co wtedy? Przesiąść się w inne miejsce, czy coś zdziałać przeciw nim? A może dosiąść się do nich?

Pytanie zostało zaczerpnięte z moich ostatnich doświadczeń. Jechałem pociągiem TLK, mój największy błąd. Nie lubię tych pociągów, bo mają wąskie korytarze, beznadziejne przedziały oraz stosunkowo drogie bilety (mimo, że kiedyś TLK oznaczało Tanie Linie Kolejowe), ba, kupując bilet wcześniej z rabatem można zapłacić… Więcej niż w dniu wyjazdu bez rabatu.

Pokusiło mnie jednak, by takim pociągiem wrócić do domu. Miałbym tylko 15 minut na przesiadkę później, co jest naprawdę niewiele, biorąc pod uwagę opóźnienia kolejowe, ale wizja szybkiego powrotu do domu spowodowała, że zaryzykowałem. Pociąg przyjeżdża po mnie planowo, odjeżdża również. Hurra, wcześniej w domu! Albo i nie…

Tuż po zajęciu miejsca usłyszałem, jak kilka przedziałów dalej trwała dobra impreza – krzyki, muzyka na pełnej głośności. Po chwili jakaś kobieta nie wytrzymała i nakrzyczała na nich „ILE TO MOŻNA TEGO SŁUCHAĆ, STRACIŁAM CIERPLIWOŚĆ” i popierał ją jakiś mężczyzna. Oboje zaczęli kłócić się z imprezowiczami i doszło do awantury, w której imprezowicze zaczęli rzucać wiązankami przekleństw. Mężczyzna stwierdził, że dzwoni po policję.

Pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji. Czekaliśmy blisko pół godziny na przyjazd milicjantów stróżów prawa. Wyprowadzili awanturników z pociągu i ruszyliśmy w dalszą podróż. Tylko, że moja wizja szybkiego powrotu do domu została zniszczona, podobnie jak innych podróżnych.

Miałem akurat ciekawych współpasażerów w przedziale i się miło gawędziło. Jedna starsza kobieta stwierdziła:
-Policja powinna zamknąć tego, co zadzwonił po nich, bo przez niego teraz stoimy.
Współpasażerowie się nie zgodzili, ale ja się wyłamałem:
-Zgadzam się z panią!
I potem ja zbierałem ochrzan . Po chwili korytarzem przechodzi mężczyzna, który zadzwonił pod 112. Starsza pani na jego widok z podniesionym głosem:
-To on!
A po chwili dodaje:
-Wkurzyłam się. Dobrze, że wzięłam ze sobą słodycze, to sobie teraz zjem.
Beknąłem, jak cały przedział.

Pociąg dotarł na stację końcową z opóźnieniem i koczowałem niepotrzebnie 2 godziny w oczekiwaniu na dalszy transport. Czy było warto dzwonić na policję? Nie dało się tej sprawy rozwiązać w inny sposób? Stąd pytanie w ankiecie – co wy byście zrobili? Zapraszam do głosowania.

  • Post a comment

    Jeśli chcesz poprawić komentarz JUŻ ZAPISANY, odśwież stronę. Pojawi się wówczas odnośnik, który należy nacisnąć. Możesz to zrobić jedynie w ciągu 5 minut od opublikowania komentarza.

Powered by WordPress | Designed by: Free WordPress Themes | Compare Free WordPress Themes, Compare Premium WordPress Themes and