Lost Heaven 2014 możliwe również
0

4 dni temu deweloperzy multi dla Mafii 1 udostępnili film zapowiadający modyfikację. VCMP bojąc się odpływu graczy, też wkroczyło z ofensywą 😉 . (więcej niżej)

Na filmie widać jeszcze wiele niedociągnięć związanych z synchronizacją. Zobaczymy jak odbije się to na grze, ale nie wróży to za dobrze.

VCMP 2014 jeszcze możliwe
2

[22:55] <+Toster_NC> cze
[22:57] <%Gudio> elo
[22:57] <%Gudio> 0.4 wydali
[22:57] <%Gudio> ja juz iksa robie
[22:58] <+Toster_NC> dzisiaj final miszczostw a nie prima aprilis
[22:58] <+Toster_NC> 😀
[23:01] <%Gudio> nie prima
[23:01] <%Gudio> chuju

Można nie wierzyć, ale to prawda (po części). Rozpoczął się czwarty publiczny test 0.4, który niestety kolejny raz wystartował bez zapowiedzi. Jako że forum VCMP jest rozjebane, to informacja o testach pojawiła się na forum… Serwera squirrel VCMP.

W zamieszczonej przez złotego dzieciaka notce czytamy o „sukcesywnych beta testach”.

[23:21] <%Gudio> serwer odpalili jeden
[23:21] <%Gudio> guess łot
[23:21] <%Gudio> crash
[23:21] <%Gudio> i offline od 2-3 h

Udostępniono linki do klienta oraz serwera 0.4. Według mnie jest to dosyć ryzykowny ruch, gdyż teraz 0.4 zacznie żyć własnym życiem. Nawet jeśli ta wersja nie wyjdzie w tym roku, to będą uruchomione niezależne serwery.

Oprócz tego podsunięto ankietę z pytaniem o rzucenie wsparcia dla windowsa XP. Na razie na squirrelowskim forum wypowiedziało się kilka osób i wszyscy są przeciw 😉 . Jedynie VR, który przecież ma tak wyjebane na wszystkie swoje projekty, mówi o zaletach takiego posunięcia.

Co wy na to? Tez uważacie, że to prima aprilis 🙂 ?

Max Payne 2 recenzja
2

Chciałem mieć w co pograć, a skończyłem w dwa dni.

Max Payne 2 jest kontynuacją Max Payne 1, w którego grałem rok temu w wersji androidowej. Pierwszą część przygód gliniarza NYPD oceniłem na 4. Druga część zalicza u mnie spadek na 4-.

Po włączeniu gry miałem wrażenie, że nie jest to nowa gra, a jedynie Max Payne 1 z kilkoma łatkami oraz modyfikacjami m.in. aktualizacja twarzy Maxa 😉 . Kupując grę oczekujemy czegoś nowego, a nie odgrzanego kotleta.

Na plus Max Payne 2 na pewno idzie ulepszony system bullet time, których chyba nigdy się nie nudzi. Wprowadzenie do gry pomocników, którzy pomagają Maxowi w walce z przeciwnikami było również fajnym pomysłem, szkoda tylko, że nie był wykorzystywany częściej. Pochwalić należy także rozgrywanie gry dwoma bohaterami (Max i Mona), co pozwala na ciekawsze opowiedzenie fabuły.

Na minus za to leci fabuła. O ile w jedynce cel bohatera wydawał się dosyć prosty, bo odnaleźć osobę stojącą za morderstwem jego rodziny oraz ustalić przyczyny, dla których dopuszczono się zabójstwa, to po drodze fabuła się rozrosła i spotkaliśmy tuzin nowych osobistości. Dwójkę z kolei można streścić w dwóch słowach, „Mona” i „sprzątacze” (już kucharze z alejki w Vice City byli lepsi 😉 ). Nie przekonuje mnie również romans Maxa z Moną, która raz jest „tą złą”, a raz „tą dobrą”. Myślę, że facet, który przeżył tragedię i tragedia ta ciągle go gnębi, nie uciekałby się do przelotnych romansów. W grze pojawia się za dużo elementów z poprzedniej części, a na czele podobieństw stoi scena finałowa w obu grach.

Gra otrzymałaby ode mnie 3+, gdyby nie akcja, która ciągle jej towarzyszy. Ogólnie gra zyskała wysokie noty, ale mimo to nie sprzedała się tak jak zakładano.

Nie wchodź w pracę agenta ubezpieczeniowego
4

Zawsze wydawało mi się, że praca przy ubezpieczeniach jest fajna. Każda praca, w której kręcisz się wokół forsy, wydaje się przecież być fajna. Przekonałem się, jak jeszcze niewiele wiem.

Kilka miesięcy temu byłem na targach pracy, co opisywałem na łamach tej strony. Na targach tych swoje stoisko miała pewna firma ubezpieczeniowa, której nazwy nie będę wymieniać, ale nazwę ją XYZ.

Dostałem od XYZ kilka ulotek, a przedstawiciel firmy zachęcił mnie do pozostawienia swojego adresu mejlowego, na który otrzymam test. Jak test przejdę, to może będzie coś więcej. No dobra, czemu nie, spróbować można.

Jeszcze tego samego dnia otrzymałem mejla z testem przez internet. Test ten bardziej przypominał psychotest z bravo girl, w którym masz pytania za punkty, a suma punktów wskaże ci „CZY ON MNIE KOCHA”. W teście tym miałem ocenić siebie – czy jestem miły, lubię ryzyko i setka innych przymiotników do określania ludzi. Żadnych pytań o wiedzę w zakresie ubezpieczeń.

Test wypełniłem i po kilku dniach telefon z zaproszeniem na prezentację firmy, czyli pierwszy etap przeszedłem. Na prezentacji zjawiło się kilkanaście osób i mężczyzna ubrany w garnitur opowiadał o tym, jak firma XYZ prężnie się rozwija, jakie ma świetne ubezpieczenia dla każdego z nas oraz, by nas zachęcić, ile pieniędzy można zarobić. Ostrzegł nas jednak, że jeśli chcemy zarobić kokosy, to będziemy musieli harować nawet w dni wolne, nawet od rana do wieczora. Ale wtedy będziemy mogli w kasie pływać.

Wiem, że na tym spotkaniu wyprano mi nieco mózg, ale chciałem w to wejść. Choćby tylko na wakacje, czemu nie? Zarobić kilka tysięcy i mieć na jakiś czas. Po prezentacji wysłano uczestnikom kolejne psychotest. Pytań było tym razem z 200, ale ponownie żadnych o wiedzę, a jedynie miałem określić, które przymiotniki do mnie pasują. Do dzisiaj zastanawia mnie co to znaczy „tolerancyjny”? Bo jeśli chodzi o tolerancję do pedałów, to zdecydowane nie. Ale może być też tolerancja na np. spóźnienia innych. Chociaż tutaj też nie jestem tolerancyjny 🙁 .

Po kilku dniach telefon od pracownika XYZ bym przyszedł na szkolenie. Łooo, szybko. Czułem, że to może być jedyna taka szansa w życiu. Ładnie się ubrałem i w dniu szkolenia przyszedłem do siedziby firmy.

Przy biurku firmy XYZ siedział tylko jeden mężczyzna (z którym rozmawiałem przez telefon). Okazało się, że szkolenie zostało odwołane, a on zapomniał mnie powiadomić (tylko mnie!). Nie no, spoko, nie będę przecież pyskować. Pracownik XYZ-a powiedział, że może ze mną na chwilę usiąść i pogadać, bo musi iść na spotkanie z klientem.

Podczas naszej rozmowy pokazano mi moje wyniki psychotestów. Komputer zweryfikował, że nadałbym się do roboty. Och ironio, maszyna wybiera sobie pracownika. Pracownik firmy okazał się być niezwykle roztargniony i podczas rozmowy popełnił wiele głupich gaf np. wspomniał, że jest umówiony na spotkanie o czternastej, a była siedemnasta. Hmm.

Na końcu spotkania otrzymałem ulotkę, jak wyglądać będzie moje wdrażanie do ubezpieczeń. Oprócz tego pracownik XYZ zaproponował mi, że weźmie mnie na jedno spotkanie z klientem, abym zobaczył na własne oczy jak to wygląda i wtedy podjął decyzję, czy chcę w to wchodzić.

Mimo że szkolenia nie było, to ja sam byłem zadowolony. Wróciłem do domu, otworzyłem otrzymaną ulotkę i… Osłupiałem.

W ulotce był punkt o „zakładaniu działalności gospodarczej”. Działalność gospodarcza? Co? Nie było o tym w zupełności mowy! Gdy powiadomiłem o mojej niewiedzy pracownika XYZ, ten udając zdziwionego odparł „nie mówili o tym na prezentacji”?

Miałem okazję porozmawiać z szefem XYZ o tym punkcie. Facet, który wydawał się być miły przy wcześniejszych spotkaniach, pokazał jakim jest cwaniakiem. Przerywał moje zdania, zadając pytania rozpraszające „bo?”, „co?” i wyprowadziło mnie to z równowagi, i zacząłem się motać w swoich wypowiedziach.

Po takich doświadczeniach postanowiłem nie wchodzić w ubezpieczenia. Samo prowadzenia działalności gospodarczej to 400 zł. Plus składki zdrowotne, emerytalne i inne podatki. Plus papierkowa robota. A ja chciałem tylko dorobić na wakacje! Gdybym działalność zamknął, to mam obsrane papiery – co powie mój przyszły pracodawca jeśli się dowie, że po dwóch miesiącach zamknąłem własną działalność gospodarczą?

Oprócz tego nie mam samochodu, a do klienta trzeba dojechać. Nie ma źle, jeśli jest to w jakimś dużym mieście, bo są przecież autobusy. Ale jak klient mieszka w wiosce, do której autobusy jadą raz na jakiś czas? Albo wcale nie jadą? Trzeba samochód. Ale chwila, nie byle jaki. Wyobrażacie sobie agenta ubezpieczeniowego, w garniaku, który ma przy sobie polisę ubezpieczeniową na wysoką kwotę, a pod dom klienta przyjeżdża… Maluchem? Pewnie nie, wypadałoby jakieś lepsze auto.

Jakby jeszcze było mało – ponieważ mamy postęp technologiczny i „papier to lamus” – muszę mieć tablet. Ale nie byle jaki, tylko taki, jaki firma XYZ mi wskaże. Nie ma źle, dają mi kupon rabatowy na niego. Warunek? Tablet będzie zakupiony u z góry określonego operatora komórkowego na okres 3 lat.

Te wszystkie kroki służą związaniu pracownika z firmą XYZ. Tak by ten się nie rozmyślił i nie uciekł. Jak już wejdziesz to odwrotu nie ma.

Gra warta świeczki. Dziękuję, nie skorzystam. Jednak nabyta wiedza o rekrutacji do firm ubezpieczeniowych nie poszła na marne. Miesiąc później byłem na innych targach pracy, na których były dwie inne firmy ubezpieczeniowe. „Zostań naszym agentem, to fajne, będziesz miał szkolenia i w ogóle”. Moje pierwsze pytanie dotyczy zakładania działalności gospodarczej. Osobie po drugiej stronie od razu rzednie mina i ze smutkiem potwierdza, że trzeba działalność założyć. Dziękuję.