Zabezpieczenia antypirackie w GTA VC
1

W ostatnim czasie Vadim M zamieścił na swoim kanale film opisujący zabezpieczenia antypirackie stosowane w GTA VC.

O jakie zabezpieczenia chodzi? Jak wyjaśnia w filmie, w grach spotyka się zabezpieczenia dwóch rzędów. Pierwszy rząd ma za zadanie utrudnić lub uniemożliwić złamanie zabezpieczeń gry. Drugi rząd z kolei nadzoruje, czy zabezpieczenia gry zostały złamane. Jeśli mieliście kiedyś spiraconą grę i z jakiegoś powodu gra zaczęła wariować albo jakiś fragment stał się niemożliwy do przejścia – oznacza to, że uruchomił się drugi rząd zabezpieczenia, który ma za zadanie uniemożliwić poprawną grę.

Oczywiście, zdolny programista jest w stanie złamać oba zabezpieczenia i tak też było w przypadku GTA VC. O ile czasem złamany jest najpierw pierwszy rząd, bo drugi wychodzi „z czasem”, tak Vice City miało złamane oba zabezpieczenia… I to jeszcze przed premierą gry.

Udało się odtworzyć zabezpieczenia, które są wbudowane w GTA VC. Podoba mi się ten komentarz pod filmem „Bad luck Rockstar, put some anti piracy measures in GTA Vice City only to not be discovered for a long time but when they put a hidden sex minigame in GTA San Andreas it were discovered few days after release.”

O co chodzi z tymi podwyżkami cen prądu? Zapłacę czy nie zapłacę?
1

Tak jak nigdy nikogo nie interesowało, ile płaci za prąd w domu (na zasadzie: przychodzi rozliczenie – musi być dobrze wyliczone – trzeba zapłacić), tak od kilku dni zrobiło się spore zamieszanie w kwestii opłat na przyszły rok. Przy okazji widać, że mało kto posiada minimum wiedzy, na czym to wszystko polega i rzuca się jedynie szczątkowymi informacjami, która wzbudzają panikę.

Wyjaśnijmy sobie co nieco tak, by przynajmniej Czytelnicy mieli podstawową wiedzę.

Kto mnie obsługuje?
Poniższa mapa przedstawia Polskę podzieloną pomiędzy 5 przedsiębiorstw energetycznych – w 4 z nich udział ma Skarb Państwa, a „ten piąty” to prywaciarz, który przejął Warszawę.

W 99% przypadków, jeśli spojrzycie na Wasze rozliczenie za prąd w domu, które otrzymujecie co pół roku, będzie to jedna faktura z logiem przedsiębiorstwa, pod obszar którego wpadacie. Cena, którą macie na fakturze jest ustalana z reguły na początek roku z Urzędem Regulacji Energetyki – w efekcie czego konsumenci są pod parasolem ochronnym, gdyż Urząd nie pozwoli, by przedsiębiorstwa narzuciły wysoką cenę, aby zarabiać krocie na każdym domu.

Powyższe zasady nie dotyczą „tego piątego”. Ceny w jego przypadku są wyraźnie wyższe (pozostali mają właściwie identyczne), ale Warszawkę przecież stać .

Kto obsługuje firmy?
Powyższy akapit dotyczy wyłącznie gospodarstw domowych. Można powiedzieć, że w ich wypadku wszystko jest pod kontrolą. Z kolei przedsiębiorstwa podlegają zasadom wolnego rynku.

Różnica jest przede wszystkim taka, że jeśli ktoś ma firmę na terenie np. Taurona, może mieć fakturę z PGE. Albo innego „alternatywnego sprzedawcy energii”. Śmiało, zobaczcie ilu ich jest. Oznacza to, że przedsiębiorca otrzymuje (co miesiąc) dwie faktury – jedną od przedsiębiorstwa, pod które podlega (jest to faktura za dystrybucję prądu), a drugą od sprzedawcy, którego wybierze (jest to faktura za sprzedaż prądu). Innymi słowy – prąd nadal „pobiegnie” od tego samego dystrybutora, a dystrybutor będzie się za ten prąd rozliczał ze sprzedawcą.

Alternatywni sprzedawcy pojawili się głównie dlatego, że „skostniałe” przedsiębiorstwa oferowały wysokie ceny. Można było więc znacząco obniżyć miesięczny rachunek za prąd, a przecież prąd to prąd – żarówka świeci tak samo, obojętnie kto jest wpisany jako sprzedawca.

Czy w domu też mogę skorzystać z innego sprzedawcy?
Rynek jest teoretycznie uwolniony, co oznacza, że w domu także możesz otrzymywać dwie faktury. W praktyce jednak ceny, które są pod nadzorem Urzędu, są niskie, więc znalezienie tańszej oferty jest właściwie nieosiągalne. A nawet jeśli coś zaoszczędzimy, to może to być kilka złotych w skali miesiąca. Porównując włożony wysiłek – zupełnie nieopłacalne.

Co z podwyżką cen?
Skoro mamy już pokrótce wyjaśnione, jak to wszystko działa, przejdźmy do faktów.

Na chwilę obecną (po piątkowym głosowaniu w Sejmie) wiemy, że rachunek za prąd dla gospodarstw domowych ma w przyszłym roku być podobny do tego z obecnego roku. Jest to wymysł tylko i wyłącznie ludzi rządzących, gdyż realnie cena na rachunku będzie w najlepszym wypadku pokrywać koszty wytworzenia energii. A równie dobrze koszty mogą przewyższać cenę. Czy ktoś o zdrowych zmysłach sprzedawałby poniżej kosztów? Oczywiście, że nie. Ale to nakaz z góry.

Z kolei rachunki, które otrzymują najmniejsze i największe firmy, nie podlegają tej zasadzie. Oni negocjują cenę energii, a ta bez wątpienia przez ostatni rok poszła mocno do góry (podróżał węgiel, który stanowi 3/4 udziału w polskiej energetyce, podrożał wymysł Unii do kopcenia czyli podatek CO2, a do tego wszystkiego doszła spekuła giełdowa). Oznacza to, że w większości przypadków ceny pójdą w górę.

O ile? To zależy od tego, jakie były ceny wcześniej. Wiadomo, w mediach fajnie krzyczy się o podwyżkach 30% czy 50%, ale też słyszy się o 0%, a bierze się stąd, że np.
W tym roku ktoś płacił za sprzedaż prądu 220 zł / megawat, w przyszłym roku będzie to 330 zł /megawat tj. podwyżka 50%.
W tym roku 330 zł / megawat, w przyszłym 330 zł / megawat, czyli podwyżek brak.

I ot cała tajemnica tych dużych procentów .

Czyli wszystko podrożeje?
Zapewne tak. O tym, co i o ile nie nam dyskutować, bo zależy to od tego, ile firma zużywa prądu na wyprodukowanie towaru/świadczenia usługi. Nawet jeśli podwyżka cen będzie na wspomniane 50%, ale udział w produkcji będzie niewielki, wzrost powinien być minimalny.

Czy to całe zamieszanie jest potrzebne?
Odpowiadam: nie. Firmy tak czy siak zapłacą więcej, a gospodarstwa domowe, zapłaciłyby średnio… 10-15 zł za miesiąc więcej. Oczywiście, w skali roku wyjdzie stówka lub dwie i podniesie się wielu głosów, że to dużo. Zgoda, ale ta podwyżka po pierwsze z czegoś wynika, a dwa, zamieszanie, jakie zostało wywołane, nie jest najzwyczajniej tych pieniędzy warte.

I nie oszukujmy się, jest to działanie tymczasowe, na najbliższy rok 2019, który jest rokiem wyborczym. Teoretycznie daje czas, by przez jeden rok zrobić jakąś rewolucję w polskiej energetyce i „naprawdę” obniżyć ceny energii. A wyjścia są dwa – albo stawiać więcej na elektrownie niewęgielne, albo wyjść z Unii by nie płacić haraczu od węgla. Oba są nierealne. W praktyce więc wychodzi na kupowanie głosów oraz odwleczenie sprawy podwyżek o rok.

To tyle ode mnie. Mam nadzieję, że przybliżyłem co nieco wałkowany w mediach i rozmowach temat podwyżek i opis jest zrozumiały. Oczywiście, na tym jednym wpisie tematyki nie da się wyczerpać, także w razie jakichkolwiek pytań zapraszam do sekcji komentarzy, postaram się odpowiedzieć .

Zapraszamy na czat!
1

Informacja o miejscu, w którym można spotkać wszystkich, których znacie i lubicie, powinna była pojawić się dawno .

Od dłuższego czasu, po awarii poprzedniego czata, przesiadujemy na bardzo popularnej platformie Discord. Idea jest prosta – w ramach jednego serwera można tworzyć kanały, do których podłączyć się można przez specjalny link. Po uzyskaniu dostępu możemy pisać do woli, zarówno z poziomu komputera jak i sprzętu mobilnego. Cała historia jest logowana po stronie serwera.

Kanał o historycznej nazwie #aod_vcmp jest dostępny na serwerze LU-DM za zgodą rww.:

  1. Trzeba kliknąć ten link lub właściwy odnośnik w menu po prawej.
  2. Wpisujemy pseudonim, akceptujemy regulamin i łączymy się z serwerem.
  3. Po chwili załaduje się serwer i otrzymamy możliwość założenia konta. Możemy teraz ten krok pominąć, ale żeby uczestniczyć w czacie, musimy wrócić do założenia konta.
  4. W panelu po lewej odszukujemy #aod_vcmp:
  5. I to by było na tyle. Miłych chwil na czacie!

Wycie(cz)ki
1

Wcześniej w tym miesiącu, przeglądając moją pocztę elektroniczną, zobaczyłem w folderze SPAM wiadomość o temacie, w tłumaczeniu z angielskiego. „Twój adres mailowy został zhakowany”. Stara szkoła mówi, by podejrzanych wiadomości nawet nie otwierać, ale czasem lubię żyć na krawędzi i mejla otworzyłem.

W nim bełkot, że pewnego pięknego dnia pewien pr0 el0 hakier włamał się na mojego routera i uzyskał dostęp do mojego komputera, a z niego wyciągnął historię przeglądania, korespondencji i oczywiście głęboko ukryte filmy porno. Stwierdził, że jestem zboczeńcem i postanowił podejrzeć mnie na kamerce, gdy oglądam filmy i rozesłać to do moich znajomych. Bla, bla, bla… Zapłać, a nikomu nic nie powiem. Słowo honoru hakera. Czas upływa.

Po przeczytaniu takiej treści nie miałem wątpliwości, że wiadomość została słusznie oznaczona jako śmieć. Była jednak jedna rzecz, która sprawiła, że była choć trochę wiarygodna. Hakier stwierdził, że przejął kontrolę nad moim adresem e-mail <tu adres>, a hasło to <hasło>.

Podane przez niego hasło prawdopodobnie nigdy nie było używane do zabezpieczenia mojej skrzynki pocztowej, chociaż było jednym z wielu, które używałem na innych stronach internetowych. Gdybym więc, jak duża część społeczeństwa, używał jednego hasła do wszystkich stron internetowych (z logowaniem do banku na czele!) byłbym teraz pozamiatany. „Odgadnięcie” hasła, choć nie do konkretnego przypadku, mimo wszystko mnie zmartwiło. Za poradami Gudia, zacząłem wyszukiwać mojego hasła poprzez wyszukiwarkę – bez skutków. Z kolei strona haveibeenpwned prowadzi „tylko” do wycieku z imgur oraz dailymotion dla drugiego adresu mejlowego. Wycieki te były już dosyć dawno, więc dziwne, że dopiero teraz ktoś użył tych danych do osiągnięcia korzyści majątkowych.

Oczywiście nie byłem jedynym adresatem tej wiadomości, jak przeczytacie np. tu (fajnie, że można zgłaszać oszustwa kryptowalut, ale czy coś to daje?). Szantażysta żądał zapłaty w bitcoinach (nie za bardzo rozumiem, czemu okup ma być płacony w walucie, o której przeciętny użytkownik internetu co najwyżej słyszał?). W sumie otrzymałem od trzech różnych hakierów takowe żądania (ale tylko jeden „udowodnił”, że ma hasło), na trzy różne portfele bitcoinowe, z czego jeden był specjalnie dla mnie. Suma wpłat na te trzy portfele wynosiła prawie 6,2 BTC. Kryptowaluty są bardzo niestabilne w wycenie, ale przyjmując minimum w zeszłym miesiącu, tj. ok. 12 000 zł za 1 BTC otrzymujemy kwotę prawie 75 000 zł! Czyli innymi słowy – fortel się udał.

Pytanie do Was – jak polecacie zabezpieczyć się na przyszłość? Wiem, że idealnie byłoby stosować dla każdej strony losowe hasło, zapisane w jakimś menadżerze haseł, ale co w przypadku, gdy będziemy musieli zalogować się poza domem?