Najprawdopodobniej po ostatniej aktualizacji serwera zepsuł się basz, nie można dodawać cytatów. Przeglądanie działa…
A przy okazji, za miesiąc wychodzi GTA SA Mobile. Wymagania jeszcze nieznane…
Najprawdopodobniej po ostatniej aktualizacji serwera zepsuł się basz, nie można dodawać cytatów. Przeglądanie działa…
A przy okazji, za miesiąc wychodzi GTA SA Mobile. Wymagania jeszcze nieznane…
Jakiś czas temu opisywałem grę Gangstar 4. Co ma ona wspólnego z Asphalt 8? Obie gry zostały stworzone przez ten sam zespół, obie zadebiutowały na komórkach z Javą, obecnie są rozwijane na Androidzie oraz to, że są wyjątkowe w swojej klasie. O ile Gangstar to najlepsza mobilna alternatywa dla GTA, o tyle Asfalt bije wiele gier wyścigowych.
Najlepiej wspominam bodajże Asphalt 3. Zafascynowało mnie to, że każdy pojazd mogę stuningować jak chcę, bo było dużo elementów zamiennych. I wcale nie chodziło o to, że droższy jest lepszy, trzeba było pomyśleć chwilę i taki zestaw ułożyć, żeby osiągi samochodu nam odpowiadały.
W ósmej odsłonie takiej możliwości niestety nie ma, idziemy trybem „droższa część jest lepsza”. Ale mimo to gra może zainteresować.
Ostatnio w grach panuje chyba moda na „im bardziej pojebane tym ciekawiej” :D. Zauważyłem to w Just Cause 2, gdzie mogliśmy spadać kilkaset metrów, otworzyć chwytak (coś jak Ninja Rope w Wormsach), rzucić granat, szybko uciekać i podziwiać eksplozję. Akcja cały czas. Potem miałem okazję zagrać chwilkę w Saints Row 3. Bohater wyskakuje z samolotu, łapie laskę, otwiera spadochron. Chwila rozmowy. Wyrzuca laskę, zamyka spadochron, przelatuje przez kabinę innego nadlatującego samolotu, zabijając połowę załogi… I ponownie łapie dziewczynę. W tej chwili to najbardziej pojebana gra, jaką miałem okazję zobaczyć.
Asfalt też ma w sobie coś z tego. Nasz pojazd pędzi z szaleńczą prędkością, możemy taranować naszych rywali, niszczyć przedmioty leżące w pobliżu drogi czy wykonywać ogromnie długie skoki, omijając w powietrzu wierzchołek góry… To gwarantuje nam wspaniałą zabawę. Ale żeby pograć, to potrzebujemy lepszego telefonu. A nawet jeśli taki mamy, to czasami gra lubi się chwilami przyciąć – stąd nawet apel na forum XDA – nie kupujcie jeszcze teraz tej gry, dopóki jej nie poprawią.
Do dyspozycji mamy kilka trybów i map, które na początku nas zadowalają w pełni, jednak potem zwyczajnie zaczynają się powtarzać… To nie jest to co kilkaset map z XRR ;). Dodatkowo otrzymujemy tryb multi, który zapewni dużo frajdy, o ile nasi przeciwnicy będą na podobnym poziomie co my. Wyprzedzić rywala na ostatniej prostej jest czymś świetnym, wiedząc, że ten ktoś będzie się teraz wkurwiać :).
Gra ma też swoje minusy. Inteligencja botów jest irytująca. Trzeba tak grać, żeby nie tracić z nimi kontaktu. Jeżeli jedziesz przy nich, to jeżdżą oni jak nubki, uderzając we wszystko co się da. Jak stracisz do nich kilka sekund, to zaczynają pędzić niczym asy, robiąc spore różnice czasowe. Z kolei, jeżeli my im uciekniemy, to po kilkunastu sekundach nas doganiają.
Największym minusem są mikropłatności. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem, że gra kosztuje 3 zł, a teraz ba, jest nawet za darmo. Dlaczego ktoś miałby tak dobrą grę dawać legalnie za darmo? Ukryte koszty. O ile na początku gry wszystko idzie fajnie, wygrywamy czy też nie, zarabiamy kaskę, kupujemy samochody potrzebne do kolejnych wyścigów, to po pewnym czasie nastąpi zgrzyt i pieniędzy będzie mało, a bez lepszego samochodu nie wygramy. Dlatego twórcy wyciągają w naszą stronę pomocną dłoń – daj nam kilka złotówek, a my damy ci kilka tysięcy wirtualnych, które pomogą ci wygrać wyścig. Ja nie mam zamiaru im płacić i dlatego idzie mi teraz bardzo powoli, tak że nawet nie chce się czasem grać, bo wiem, że nie mam szans. Widziałem pewną prognozę, która mówiła, że za kilka lat, zysk z takich mikropłatności będzie podstawowym zyskiem producentów androidowych aplikacji (obecnie największy przychód jest z zakupu programu). Widać twórcy Asfalta przyspieszyli ten proces. Dają grę za darmo, żeby jak najwięcej osób ściągnęło, a potem wyciągać łapki po pieniądze.
Ocena końcowa: 4+. Gra może przykuć na kilka godzin, szczególnie na początku. Obniżona ocena głównie ze względu na nastawienie na mikropłatności oraz jeszcze szwankującą optymalizację.
Reprezentacja Polski przegrała wczoraj ze Słowacją 0:2. Na ławce trenerskiej reprezentacji zadebiutował Adam Nawałka. Meczu nie oglądałem, ale komentatorzy twierdzą, że wynik nie oddaje przebiegu spotkania. Słowacja mogła strzelić kilka bramek więcej.
Przed meczem czytałem kilka wywiadów. W każdym było mniej więcej powiedziane, jaki Nawałka to jest świetny trener, a Smuda i Fornalik byli najgorsi. Tylko, że gdy selekcjonerami zostali Smuda i Fornalik, to o nich mówiono to samo. Znając mentalność Polaków, za rok czy dwa zaczną snuć, że Nawałka musi odejść.
Wymówki po meczu? Jeden z piłkarzy powiedział, że „musimy się zgrać”. Cholera, tak jakby wszyscy grali ze sobą pierwszy raz. Inny dziennikarzyna stwierdził, że Leo Benhakker również rozpoczął przygodę z reprezentacją od porażki, a potem zaczął osiągać sukcesy – sugerując, że tym samym śladem pójdzie nowy selekcjoner. Jeszcze inny reporter stwierdził, że teraz nie ma meczów o punkty, więc możemy kombinować ze składem, aby znaleźć optimum. Wypisz, wymaluj Franciszek Smuda na Euro 2012. Rezultat pamiętamy.
Trzeba zrozumieć, że lepiej nie będzie, chyba że nastąpi jakieś mocniejsze pierdolnięcie. (Prawie) każdy zawodnik z podstawowej jedenastki gra w innym klubie, innej lidze, uczony jest innej taktyki. Jak z tego zrobić coś pożytecznego? Dla porównania, kadra Niemiec czy Hiszpanii składa się w większości z zawodników występujących w rodzimej lidze, więc problemu ze zgraniem czy taktyką nie ma.
Nie oszukujmy się, że podczas kilkudniowego zgrupowania nauczysz piłkarza, który w klubie ma za zadanie stać w miejscu i czekać, by nagle zaczął biegać za piłką. Zacznijmy patrzeć, kto ma jaką rolę w klubie i z tych fragmentów budujmy zespół. A jeżeli jakiś kawałek nie pasuje, to go odsuwajmy.
Najlepszym przykładem jest Robert Lewandowski. Większość z nas się nim podnieca, chociaż nie wie dlaczego. Czasami określany piłkarzem światowym. Może i być, bo strzela bramki. Ale czy ktoś ogląda jakie to są bramki? Niemal wszystkie to typowe dobitki z krótkim czasem przy piłce. To nie piłkarz, któremu dasz piłkę na połowie boiska i on zrobi rajd zakończony skutecznym strzałem.
Oczywiście, gol to gol i o tym każdym wie. Więc jeśli mam zawodnika, który potrafi wykańczać akcje, to muszę mu dać do pary kogoś, kto będzie mu zagrywać. W Borussii tak ma. W reprezentacji nie. Efekt widoczny. Jeżeli pominąć jego gole przeciw San Marino, to Lewandowski ostatnio strzelił Czarnogórze we wrześniu tego roku, a przedostatnio Grekom w czerwcu 2012. Ba, do programu „Hydeparka” Pawła Zarzecznego, gdzie każdy może zadzwonić i wyrazić na antenie swoją opinię, dodzwonił się niedawno pewien mężczyzna, który wprost stwierdził, że przez Lewandowskiego przegraliśmy eliminacje do Mistrzostw Świata 2014.
Co jednak, jeżeli nie mam pary dla niego? To trzeba wymyślić inny schemat, bez niego, zamiast ciągnąć na chama. Co z tego, że w moim garażu stoi świetny samochód, skoro nie mam i nie zamierzam mieć prawa jazdy? Nad odpowiedzią na to pytanie powinien się zastanowić nowy selekcjoner, zamiast powielać pomysły poprzedników.
Dzisiaj pseudo niusy. Albo nazwijcie to jak chcecie. Nie, nic z VCMP :D. „Poważne rzeczy”. Pomijam 11. listopada na razie.
Najgłośniejsza sprawa ostatnich dni to afera podsłuchowa. Edward Snowden, a więc ziomek który zna pełno tajemnic amerykańskiego wywiadu i który uciekł do Rosji, wyjawił niedawno, że amerykański wywiad podsłuchiwał ważne osobistości, m.in. kanclerz p. Angelę Melker. No i zrobiła się afera, bo lista osób, które były na podsłuchu, jest dosyć długa.
Tylko czemu takie oburzenie? Prawda jest taka, że każdy każdego podsłuchuje, tylko nikt się oficjalnie nie przyzna, bo „swobody obywatelskie”. Jeżeli te podsłuchiwanie ma być dla naszego dobra, to niech sobie podsłuchują. Z moich rozmów nic ciekawego nie wyciągną i tak.
No i jeszcze, co mnie zastanawia. USA chce sprowadzić Edwarda do siebie. Ale nie może, bo jakieś tam prawa obowiązują. Ten facet wie tyle, że mógłby pogrążyć Amerykę, której notowania stale spadają. Dlaczego nie zostanie on, za przeproszeniem, zdjęty? Byłby pewnie ogromny skandal, ale to co on może wyjawić przeciwko USA może być jeszcze większe.
Niektórzy wyszli na ulice demonstrować – oto co jeden koleś miał na swoim transparencie.

Do programu śniadaniowego TVN zawitał jakiś czas temu pewien starszy pan. Powiedział on, że chce wziąć udział w projekcie kolonizacji Marsa, który ma rozpocząć się za 10 lat. Za dekadę na czerwoną planetę poleci prawdopodobnie czterech mężczyzn. Potem co rok, dołączać będą do nich kolejne osoby. Będzie to podróż bez biletu powrotnego. Gdy dolecą na Marsa, mają go badać, a „przy okazji” rozwijać kolonię. Prowadzący programu zapytali, czemu akurat jego NASA miałaby wybrać do projektu, bo chętnych można liczyć w tysiącach. Starszy pan odpowiedział, że najogólniej „zajmowałby się domem”, podczas gdy pozostała trójka będzie badać planetę. Wspomniał, że będzie np. mył kible.
Lecisz na Marsa, a tam UFO sra na toj toju :D.
Najciekawsze pytanie: dlaczego ma polecieć czterech mężczyzn? Wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta. Wyobraźcie sobie, że polecą dwa małżeństwa. Albo dobra, nie muszą być nawet małżeństwa, ale dwie kobiety i dwóch facetów. Ba, nawet stosunek 1:3 czy 3:1 może być. Co będzie pierwszą rzeczą, jaką zrobią po przylocie :D? Przynajmniej ja bym to zrobił hyhy.
W tym samym programie wystąpiła niedawno pewna 21-letnia piosenkarka. Występ warto zobaczyć. Sami się przekonacie dlaczego. Chociaż z piosenki nic nie zrozumiałem oprócz „nanana”.
http://muzyka.wp.pl/mid,681865,title,Wystep-Patty-w-TVN,multimedia_player.html?ticaid=1119c6&_ticrsn=5
Na MTV jest tyle muzyki ile mięsa w parówce. Polskie MTV stworzyło serial pt. „Warsaw Shore”, który ma przypominać jakieś podobne programy emitowane w tej stacji. Wystarczy zobaczyć poniższy „wywiad”, aby wyrobić sobie zdanie ;).
I świeża wieść z dzisiaj – zmieniają się przepisy dotyczące karania za jazdę po pijaku na rowerze. Od teraz mogą dać tylko mandat. Wypuszczono z więzień jakieś 13 000 ludzi (!), którzy zostali skazali za jazdę po pijaku. Oczywiście, pewnie nie zdarzyło im się to raz czy dwa tylko więcej razy ;).
Moje stanowisko co do jazdy na rowerze po spożyciu alkoholu się nie zmienia. Na rowerze tylko ty możesz sobie zrobić krzywdę – przewrócisz się, wpadniesz gdzieś, co najwyżej w kogoś wlecisz, ale nikogo nie zabijesz (w ekstremalnym przypadku to siebie, ale sam będziesz sobie winny wtedy). A wsiadając po kilku piwach możesz nie tylko zrobić krzywdę sobie, co innym…