Targi to świetna okazja do konfrontacji
4

Targi (a nawet zwykły targ) to fajna rzecz. W jednym miejscu przedstawia się wielu wystawców, których łączy wspólna cecha. Ta zależy od tematyki targów. I tak mamy targi pracy, targi ślubne, targi rolnicze… Wymieniać można przez dłuższą chwilę. Jeśli chcesz więc w przeciągu kilku godzin porównać wiele ofert pracy, sukni ślubnych czy traktorów, powinieneś się na takie targi wybrać.

Ale możesz też na nie iść, by pozbierać długopisy „skonfrontować” się z osobą stojącą po drugiej części stołu. W ten sposób zaszedłem na targi edukacyjne, gdzie prezentowały się szkoły wyższe oraz te dla dorosłych.

Targi te były zrobione z myślą o maturzystach, jednak wstęp był wolny dla każdego, również dla starego wygi jak ja będącego na piątym roku studiów. Chciałem zobaczyć co dziś oferują szkoły oraz czym zachęcają maturzystów i wcale nie mam na myśli ilością rozdawanych prezentów.

Na targi udałem się „na wyjebce” (ciężko mi dobrać właściwe słowo). Już tłumaczę – zapewne każdy z nas miał choć raz w życiu sytuację, w której wszystko zostało już ustalone, ale mimo to chętnie posłuchamy co ktoś nam proponuje. Jako przykład może służyć sytuacja, kiedy znaleźliśmy pracę, pracujemy, a nagle inny pracodawca po kilku miesiącach przypomniał sobie o naszym CV. Na spotkanie pójdziemy, posłuchamy i podziękujemy. Albo, bardziej chamski przykład, dziewczyna zaprasza nas na randkę nieświadoma tego, że będzie (na niej!) rzucona.

Uhh, dobra, już nie będę takim brutalem. Ważne, że rozumiemy to słowo .

Jak już podkreślałem, studia kończę, więc oferty szkół mnie właściwie nie interesują, ale przyjść, poudawać maturzystę i porobić bekę – można.

W czasach niżu otwierane są nowe kierunku
Szkoły zamiast iść w jakość nauki, idą w ilość. Niż demograficzny powoduje, że wymogi rekrutacyjne na studia muszą zostać obniżone, bo inaczej uczelni będzie grozić zamknięcie z powodu niewystarczającej liczby studentów. Zamknięcie, negatywne słowo. Jasne więc jest, że osoby na wyższych szczeblach dwoją się i troją, by do tego nie dopuścić. Jednak obniżenie wymogów może nie wystarczać – pojawiają się więc nowe kierunki.

Los chciał, że pierwsze stanowisko, które odwiedziłem, promowało nowy kierunek studiów – kolejnictwo (czy jakoś tak). Pierwsze w Polsce tego rodzaju. Jeden semestr w całości poświęcony na zajęcia praktyczne i ma się na koniec tytuł inżyniera (kolejarza?). Byłem coś sceptycznie nastawiony o czym poinformowałem wysłannika szkoły
-W tym kraju ilość połączeń jest ciągle likwidowana, do mojej miejscowości nic nie jeździ, co za przyszłość po takim kierunku?
-No widzi Pan, to Pan się wyuczy i to zmieni, będzie Pan bohaterem lokalnym.
-A to (wskazuję na zdjęcie pendolino) to najgorsze dziadostwo jest. Wiecznie opóźnione i potem wszystko stoi.

Tak, byłem trudnym i upierdliwym rozmówcą, a dopiero się rozkręcałem :) .

Reprezentanci to podstawa
Trzeba właściwie dobrać osoby, które obsługują stanowisko. Muszą one być kompetentne i wzbudzać nasze zaufanie.

Oznacza to też, że reprezentant musi być schludnie ubrany, wyglądać należycie (interpretacja własna) i nie odstraszać z daleka.

Osobiście nie mam większych preferencji do osób stojących po drugiej stronie – wiek bez znaczenia, płeć bez znaczenia, chociaż wiadomo… Może będzie na co popatrzeć .

I tak dochodzę do stanowiska mojej obecnej szkoły. Uradowany, że zaraz skonfrontuję naukę „obecną”, z tą „obiecaną”.

Ale najpierw, chwila, odwrót. Przy stoisku kręci się kobieta, która mnie uczyła. Czekam cierpliwie aż odejdzie. Podbijam, a tu łał. Blondynka, ładna dupa z twarzy, świetny głos, elegancko ubrana – biała koszula, spódnica do kolan, chociaż ta pierwsza część garderoby, mówiąc łagodnie, nie była do końca jej rozmiarów . Po prostu łał.

Rozmowa była bardzo luźna, przyjemna, oczywiście naopowiadała mi pięknych pierdół wyssanych z palca (ale to chyba każda szkoła przynajmniej w jakimś stopniu musi co nieco podkoloryzować, inaczej nikt by tam nie poszedł). Obok niej był jeszcze inny student, z którym wdałem się także w pogawędkę (okazało się, że był on pierwszym rocznikiem, który miał gimnazjum, a do dziś nie skończył studiów – czyli podchodził pod trzydziestkę ). Niestety, w tym czasie moja łał wyciągnęła tablet i zaczęła sobie pisać wiadomości, czym niestety zapracowała sobie u mnie na minus, no ale… Łał.

Nigdy nie mów, że…
„brzmi ciekawie”. Dodaj do tego głupi wyraz twarzy i każdy wie, że nie ogarniasz tematu. Stałem i wciąż debatowałem ze wspomnianym studentem. Obok niego było kilka urządzeń (roboty?) ot tak, żeby ładnie wyglądały. Podchodzi dwóch osiłków – 20 lat spokojnie, widać po nich, że nawet gimbazy nie skończyli. Pytają się co to za urządzenia.
-To są zaprogramowane roboty – odpowiada student. Gdybyśmy mieli tu komputer, moglibyśmy je inaczej zaprogramować. Możemy to zrobić w dżawie, siplusplusie, pajtonie…
(chwila ciszy)
-To coś dla ciebie chyba – mówi jeden do drugiego.
(chwila ciszy)
-To wszystko brzmi… Bardzo ciekawie – odpowiada drugi.

Omal nie beknąłem .

Kompetencje zostały w domu
Ale dobra, łał może wyglądać jak łał, jednak kompetencje to podstawa. Musi wiedzieć o czym gada, znać szczegóły i żeby to nie było lanie wody.

Przemierzam kolejne budki zbierając łupy, a tu jak grzyb po deszczu wyrasta inna dupa piękność. Daje mi kartkę i zaczyna coś opowiadać. Spoglądam na kartkę. W tym momencie poczułem się nieco dziwnie, gdyż o ile sama dziewczyna ładna, to głos nie miał aksamitnego wydźwięku i wolałem jednak skupić uwagę na niej niż na otrzymanej kartce. Mimo to zaintrygowało mnie jedno
-A co to znaczy – wskazuję na nazwę szkoły, jakby łacina.
-Oj, nie wiem. To trzeba by iść do pani dziekan, tam siedzi…

Mam cię!

-Aaa, to może lepiej nie. A jak wygląda sprawa z… – kontynuuję rozmowę.
-Zajęliśmy drugie miejsce w wojewódzkim rankingu – mówi dalej.
-W jakim?
-W rankingu szkół niepublicznych.
-A jaka jest metodologia tego badania? Na jakiej podstawie wyszło drugie miejsce?
-(…)

Trafiona, zatopiona!

-Bo na przykład, w rankingu „Perspektyw” szkoły otrzymują punkty za to, że przyjmują cudzoziemców i nie oszukujmy się (sami możecie dopowiedzieć co dalej, bo skończę jak Pudzian).
-To nie, w tym rankingu tak nie jest – odpowiada dosyć pewnie rozmówczyni.

Rozchodzimy się mimo to w miłej atmosferze.

Kompetencje zostały w domu x2
Wydaje się, że zrozumienie nazwy szkoły, którą się reprezentuje, powinno być podstawą podstaw. Tym razem historyjka o szkole humanistyczno-technicznej.
-Siemano! – podchodzę szczęśliwy do kolesia siedzącego na tablecie (czy wszyscy dziś mają już te dziadostwa?!). Weź mi powiedz, bo mnie to zaciekawiło, jak to jest możliwe połączyć kierunki humanistyczne i techniczne?
-Bo czemu nie? – odpowiada równie uradowany jak ja.
-No ale jak?
-A widzisz, jest możliwe.

Rozmowa na bardzo wysokim poziomie. Po chwili zmiana tematu.

-Używacie nazwy „akademia”. Czym to się różni?
-Za rok będziemy uniwerkiem.
-Od roku akademickiego 16/17?
-Nie, 17/18.
-To za dwa lata.
-Gdzie, przecież semestr się kończy zaraz.
-Jak zaraz, jeszcze pół roku.

Po czym rozmówca zaczął mi tłumaczyć różnice, ale coś się motał (przypuszczalnie lał wodę), ale przyszła go uratować niezbyt urodziwa inteligentna koleżanka, która wróciła w samą porę i różnicę wytłumaczyła.

Młodzi i zdolni
Wydaje się, że reprezentantem powinna być osoba, która zna uczelnię od podszewki. Tymczasem jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy jedną z renomowanych szkół wyższych reprezentował… Pierwszaczek.

Mimo to rozmawiało nam się bardzo fajnie, oferty szkoły mi nie przedstawiła, ale przegadaliśmy całe życie studenckie. Była to jedyna osoba której wyjawiłem, że jestem na piątym roku studiów .
-Oj, chodzą tu starsi od Ciebie. – rzekła.

Rzeczywiście, podczas naszej półgodzinnej rozmowy przeszła raz jedna babcia. Długopisy pobrała, kółko dookoła hali zrobiła, wróciła 20 minut później i kolejne wzięła .

Konwersacja na poziomie
Większość rozmów stała na dobrym poziomie, jednak kilka było bardzo dobrych od strony merytorycznej, jak choćby ta.

Przy stoisku kobieta stara (w tonacji Cliff Lane z GTA LCS) 30 lat i mężczyzna co najmniej 40 l. w garniturze. Rozmawiam z nim o jego prezentowanej ofercie. Mężczyzna obeznany, fachowy (dyrektor?), dyskusja na temat wadliwego systemu nauczania w Polsce. Rozmówca chwali sobie swoją szkołę, jak wspaniale przygotowuje do pracy. Przeglądam ulotkę z ofertą, a tu…
-Widzę w katalogu, że oferują Państwo kierunek administracji. Niech mi Pan powie, jak po tym znaleźć pracę? Tę pracę się dostaje po znajomościach, nie po wykształceniu, wszystkie stanowiska są szybko obsadzane – stwierdzam.
-Proszę Pana, po czym Pan tak twierdzi – zagrywa na czas rozmówca.
-Moi znajomi po tym próbowali dostać pracę i nic, a widzę, że w urzędach zatrudniają się rodziny i ich znajomi.

Było widać, że wkurwiłem mojego rozmówcę . Ale! Przyznał mi rację! Rozmowa jeszcze się toczyła, ale po kilku minutach podchodzi dziewczyna, przegląda ulotki na stole, rozmówca przeprasza, musi podejść (akurat asystująca kobieta gdzieś polazła, a wiadomo, że trzeba jednak ludzi przyciągnąć, a nie bez końca gadać :P ). Dziewczyna cienkim (przestraszonym?) głosem zadaje pierwsze pytania.

Boże, ja też musiałem się tak zachowywać blisko 10 lat temu, kiedy to uczestniczyłem w podobnych targach.

Pan to do wszystkiego negatywnie nastawiony!
Na koniec największa beka jaką miałem. Ja pozytywnie nastawiony i moje dwie rozmówczynie reprezentujące szkołę policealną również.
-Nauka za darmo, czesne za darmo, wszystko za darmo – zachwala Pani po trzydziestce.
-Nic nie płacę?
-Dokładnie. Nie wszystkie kierunki, ale sporo jest darmowych. Może Pan na przykład zostać behapowcem.
-Behapowcem? Przecież każda firma już jakiegoś ma i nie potrzebują nowych.
-Ale codziennie tworzą się nowe firmy.
-A ile z nich jest szybko zamykanych?
-Bo nie mają właściwego behapowca! – puentuje rozmówczyni.

Aaa. Punkt dla nich!

Rozmawiamy o szczegółach.
-A na jakie studia chciałby Pan iść – pyta mnie druga z kobiet.
-Nie wiem jeszcze.
-Nie wie Pan? A maturę Pan pisze?
-Jak będę mieć czas to napiszę ( :D ).
-Jaki zabiegany człowiek! A co Pan robi?
-A byle co (tu leję wodę).
-To dam Panu kalendarz, żeby Pan wiedział kiedy jest matura (wręcza wizytówkę z zaznaczonymi datami matur) i długopis, a może nawet dwa, na wypadek gdyby przestał pierwszy pisać.

Podchodzi dwóch osiłków, tych samych co wcześniej. Miny kolejny raz nietęgie. Chwilowo uwaga skupia się na nich.
-Panowie piszą w tym roku maturę? – pyta kobieta.
-No… Wypadałoby kiedyś. – odpowiada jeden z nich.

Dostają prezenty jak ja i odchodzą. Kontynuacja rozmowy.
-Jeśli Pan chce, to może Pan nam zostawić tutaj formularz, a my oddzwonimy się upewnić, czy jest Pan nadal zainteresowany.
-Tu i teraz?
-Tak.
-Hmm, ale jeszcze nic nie wybrałem (spoglądam w ulotkę z ofertą). Do mnie by pasowało hmm… Kosmetologia.
(kobiety się uśmiechnęły)
-A może florystyka? – rzuca jedna z nich.
-Nie, do kwiatków nie mam ręki. Wszystko mi więdnie.
-Widzi Pan, my Pana przez rok nauczymy – odpowiada pierwsza.
-Pan to do wszystkiego negatywnie nastawiony – rzuca druga.
-Ja negatywnie? Wcale, że nie – odpowiadam.
-Jak to. To nie, tamto nie, to źle…

I drugi punkt dla nich .

Rozchodzimy się w miłej atmosferze, przy czym jedna z kobiet zaznacza, bym jeszcze wrócił .

Słowem kończącym
Jak widzicie, moje przybycie na targi wraz z tą relacją są utrzymane w humorystycznym tonie. Pewnie gdybym mógł, to udałbym się na podobne już dzisiaj , ale że są to targi dla maturzystów, to kolejnych należy oczekiwać za rok.

Nie mniej jednak uważam, że takie wydarzenia to świetna okazja dla uczącej się młodzieży, by zapoznać się z ofertami szkół, których było jakieś 50-60, głównie z okolic i województw ościennych, ale był i przedstawiciel uczelni oddalonej o 400 km.
-To co, do domu tylko na święta? – pytam.
-Z tego tak wynika, ale mamy i studentów z jeszcze dalszych okolic.

Zachęcam do udziałów w takich targach zarówno osoby młode, dla których są one skierowane, jak i osoby starsze, by dokonać konfrontacji z przedstawicielami szkół i dowiedzieć się co nieco, nie tylko o aktualnej ofercie rekrutacji. Czas spędzony tam (jakieś 3 godziny) nie uważam za zmarnowany, dużo się dowiedziałem, porozmawiałem i pośmiałem.

Tylko proszę o jedno – nie idźcie tam dla samych długopisów. Szybko przestają pisać .

Gotowy na studia w Anglii?
1

Dzisiaj rusza nowa ankieta, a w niej temat obrócony o co najmniej 180 stopni!

Podziękowania za oddane głosy. Połowa głosujących niestety nie miała za wiele do powiedzenia, a szkoda. W końcu powszechny dostęp do ostatnich gier z kanonu GTA III to wiekopomna chwila mimo, że z płynnością gry jest różnie, jak pokazuje powyższy wynik – nie mieliśmy żadnego głosu zadowolonego z jakości działania LCS.

O tym, że na poprawę jakości nie ma co liczyć było już kilka wpisów na tej stronie, więc do tematu nie mam co dodawać. Przejdźmy więc do nowej sondy (nie tej).

Miałem okazję uczestniczyć w targach szkolnictwa (więcej o tym w przeciągu kolejnych dni). Jeden z wystawców reklamował się jako „Studia w Anglii”. Przyznam, że nazwa mnie zaciekawiła i podeszłem podpytać o szczegóły.

Sytuacja wydaje się być jasna i prosta – zdajesz maturę (wymagane m.in. 90% angielski podstawa, 60% rozszerzenie i rekomendacja nauczyciela od angielskiego), a po odebraniu wyników kierujesz się do osób odpowiedzialnych za projekt. Mają oni nawiązaną współpracę z blisko 60 (!) angielskimi uczelniami, które rzecz jasna honorują polską maturę. Pomagają ci, zupełnie za darmo, wybrać właściwą dla ciebie szkołę, napisać list motywacyjny oraz załatwić wszelkie inne papierkowe sprawy, w tym kredyt studencki, który dostajesz na czas nauki, a spłacasz dopiero, gdy masz porządną pracę.

Brzmi kusząco, nieprawdaż?

W czasach, gdy słyszy się wiele o osobach wyjeżdżających do pracy za granicą, czy nadchodzi teraz moda na naukę poza Polską, tym bardziej, że studia w Anglii nie są tak powszechnie dostępne jak u nas?

Co sądzicie o takiej perspektywie? Czy skusilibyście się na nią? Zapraszam do głosowania.

Przy okazji, w ostatnim czasie Piterus otworzył ponownie swoją stronę Vice Club. Życzymy wytrwałości! Oprócz tego Ferex powrócił do opisywanego przeze mnie kilka miesięcy temu tematu modyfikacji ASI w VCMP, rww i ekipa rozwijają serwery do LU oraz VCMP, a nieźle aspirujący Kunio dał znak życia .

Tablety w budkach telefonicznych
0

Burmistrz Nowego Jorku postanowił przerobić klasyczne budki telefoniczne na „budki z tabletami”.

Koncept nie wymaga większego tłumaczenia – podchodzimy do budki, w której jest ekran dotykowy z dostępem do internetu. Możemy przejrzeć strony internetowe, sprawdzić mejle czy zadzwonić przez internet. Oprócz tego w budkach tych będzie można podładować baterię komórki.

Docelowo ma ich powstać 7500. Do wakacji ma być ich 500.

Jeden z użytkowników strony, z której zaczerpnąłem wiadomość, pyta ile czasu minie, nim ktoś zacznie oglądać na tych urządzeniach pornosy?

Zmarnowane nadzieje na modyfikacje LCS
3


Się nie przewróć!

Wydanie GTA LCS na Androida było spełnieniem graczy. Dla mnie było to niesamowite przeżycie wrócić do ery GTA 3 po 10 latach od wydania GTA SA. Grając w grę miałem myśl „tak właśnie powinno wyglądać GTA 3”. Pomyślałem też, że można przy okazji wznowić serię „Logiki Rockstara”, skoro jestem na świeżo po przejściu gry, ale potrzebowałbym jeszcze raz zagrać w grę, by lepiej zrozumieć fabułę. Tylko, że granie od nowa średnio mi się widzi… Może trzeba stworzyć Mission Loader ?

Po tym miłym wstępie dochodzimy do smutnego stwierdzenia – scena modyfikacji LCS nawet się nie rozkręciła (minęły 4 miesiące od wydania gry), a winą jest… Brak wersji LCS na komputer.

Dlaczego tak? Ilość modyfikacji i rzeczy do podmiany w przypadku np. GTA 3 jest ogromna, społeczność stworzyła multum programów, wszystkie pliki wykorzystywane przez grę są dosyć dobrze rozpracowane. A to wszystko dlatego, że gra ta doczekała się wersji pecetowej. Faktem jest, że wykonanie podobnych rzeczy w przypadku wersji PS2 jest trudne i niewygodne.

Mobilna wersja GTA 3 była bazowana na wersji komputerowej (z niewielkimi zmianami). Oznaczało to, że każdy kto potrafił coś zmienić w GTA 3 na komputerze, mógł tego samego dokonać na komórce. LCS dostępne było jedynie na PS2 i PSP, i mobilna wersja wzoruje się na tej pierwszej (o konsekwencjach niżej). To oznacza, że w chwili obecnej jedynie niewielkie grono osób potrafi coś w LCS zmienić (głównie osoby, które tworzą bądź tworzyły modyfikacje LCS i VCS na PC), w szczególności można wykonać proste modyfikacje jak np. zamiana postaci używanych wewnątrz gry (np. model Salvatore’a z Marią) oraz edytować pliki językowe (bo ich struktura jest taka sama jak w przypadku GTA VC).

Nie można tworzyć nowych misji do LCS. Co prawda edytor misji GTA stworzony przez społeczność GTA potrafi plik z misjami odczytać, jednak nie potrafi go już zapisać. Jednym z nielicznych przykładów nowego pliku misji jest Debug Mode. Jak się okazało, autor przeglądał w edytorze misji plik LCS i zauważył, że Rockstar schowało w nim kilka rzeczy do sprawdzania poprawności gry. Następnie, używając skomplikowanych metod, dokonał w nim zmian.


Tyle mógł widzieć autor modyfikacji, gdy ją tworzył…

Nie można więc stworzyć nowych misji do LCS, co pociąga, że nie ma szans na pojawienie się skryptów CLEO, choć być może kiedyś się to zmieni.

Jednak nawet gdyby była możliwość tworzenia skryptów CLEO, to pojawia się kolejny problem – funkcje używane przez grę nie zostały szczegółowo opisane. O ile większość funkcji pokrywa się z tymi używanymi w innych częściach GTA, to jednak zostały przesunięte. Oznacza to dla przykładu, że funkcja zmiany pogody ma w LCS numer (szesnastkowy) 01BB, tymczasem w GTA 3, VC i SA jest to 01B6. Bez znajomości numeru funkcji nic nie zrobimy.

Nie można tworzyć nowych modeli dla gry. Wynika to z zastosowania silnika gry Leeds Engine, przy czym inne części GTA wykorzystały RenderWare. Silnik ten nie jest zupełną nowością – wykorzystywany był już w wersji PS2 i PSP.


Do tego momentu wciąż są problemy z otwarciem modeli używanych w grze.

Jak wspomniałem, wersja mobilna jest przeróbką wersji konsolowej. Stąd też w opcjach gry nie znajdziemy opcji rysowania szczegółów czyli draw distance. Uzasadnienie jest proste – każda konsola PS2 jest identyczna tzn. ma tyle samo pamięci RAM, taki sam procesor itd. Jeśli chce się stworzyć na nią grę, należy ją maksymalnie zoptymalizować pod taką konfigurację. Nie ma zatem potrzeby utworzenia opcji draw distance. Tymczasem każdy komputer (i analogicznie każdy smartfon) ma inną wydajność i dodatkowe opcje graficzne mają na celu ręczne dostosowanie gry do naszego sprzętu. Nie dodano tej opcji do wersji mobilnej. Skutki są fatalne – gracze skarżą się na przycinanie gry, niewiele mogąc w tej kwestii zmienić. I wszystko na to wskazuje że również Lucid Games, zespół programistów odpowiedzialnych za wersję komórkową, niewiele zamierza zrobić.

Co prawda udało się w pewien sposób zmienić zasięg widzenia

to autor niestety nie pochwalił się, jak tego dokonał . Nie wspomniał też, czy zmiana ta wpłynęła na wydajność gry.

Odczyt plików graficznych jest możliwy, zapis też (?).


Podmiana grafiki na LOD w celu uzyskania wyższej wydajności.


Nie zawsze wszystko wychodzi.

Mapa zapisana jest w plikach o odmiennym formacie niż spotykana w kanonie GTA 3. Na razie trwają próby jej „wyczyszczenia” i przerobienia pod znany format.

Nawet tak błaha rzecz jak zapis gry czy plik ustawień jest dla użytkownika Androida bez roota niedostępna. Pliki te są schowane w folderze data/data/, aby do niego się dostać musimy wyjść z folderu („dysku”?) storage. Możemy je edytować np. tym i stosować się do poniższej tabelki


Opis pliku set. Warto wyłączyć opcję BlurOn, gdyż wtedy zamieniamy…


na…


Dokumentacja pliku zapisu.

A jakby tego mało to plik OBB (foldery gry spakowany do formatu ZIP po czym rozszerzenie zmienione na OBB) jest zaszyfrowany, co jest prawie niespotykane na Androidzie. Jeśli więc ktoś ktoś chce zrobić podmianę plików w grze musi:
1. Ściągnąć plik OBB na komputer.
2. Odszyfrować go (powstały już odpowiednie narzędzia).
3. Dokonać zmian.
4. Zaszyfrować ponownie i wgrać na telefon.
5. Liczyć na to, że gra się uruchomi.

Ponadto pliki zamiast w normalnej nazwie, są także zaszyfrowane (np. f609cd7f.dat to… spray.png). Wspomniane narzędzia automatycznie zmieniają nazwę.


Przywoływanie pojazdów (również tych nieużywanych w grze).

Dokąd zmierzamy? Przyznam szczerze, że oczekiwałem wysypu modyfikacji, tymczasem potrafimy wykonać jedynie podstawowe czynności. Nie mniej jednak liczę na to, że gdzieś w zaciszu, w tajemnicy, pracują inni modderzy GTA nad opisem formatów używanych przez grę oraz stworzeniem nowych narzędzi. Osobiście trzymam kciuki za prace w kierunku skryptów CLEO – wtedy na pewno ukaże się Mission Loader !