Nie chcemy uchodźców
2

Dziękuję za oddane głosy w ostatniej ankiecie.

Trzeba przyznać, że nasze podejście do sprawy uchodźców z Syrii nie zmienia się od czasu, gdy sprawa rozgrzała na dobre. W ankiecie nie zagłosował żaden zwolennik ich przyjęcia – czy zwolennicy zapomnieli zagłosować, czy po prostu ich nie ma?

Nie ulega wątpliwości, że wiele osób ucieka z rejonów ogarniętych wojną w obawie o własne bezpieczeństwo. Należałoby im w jakiś sposób pomóc, to nie powinno podlegać wątpliwości. Wątpliwa jest za to forma pomocy pod postacią przyjęcia ich do Europy, gdyż kusi to, zresztą dosyć efektywnie, osoby z innych państw do przybycia na nasz kontynent.

Póki co stanowisko Unii Europejskiej jest dosyć lewicowe, przyjmując wszystkich. Polska, jako kraj który ciągnie od cioci Unii grube pieniądze, nie ma w tej chwili innego wyjścia, jak podporządkować się decyzjom europejskich urzędników, którzy nakazują przyjmowania emigrantów. W przeciwnym razie łatwo jest Polskę oskarżyć o to, że bierze pieniądze i jeszcze jest wybredna.

Temat emigrantów to temat poważny, więc w kolejnej ankiecie nieco rozluźniamy. W ostatnich dniach wyszło GTA LCS dla Androida (z 2-miesięcznym poślizgiem w stosunku do wersji ajfonowej). Zgodnie z zapowiedzią otrzymaliśmy „gówniany port”, a oficjalny temat na GTAF cieszy się dużą popularnością (w szczególności przeważają pytania „czemu na moim zajebistym telefonie gra wygląda tak brzydko?”). Modderzy odkryli, że winę za słabą oprawę graficzną ponosi system ładowania obiektów z PS2. PlayStation, jako konsola o z góry ustalonych możliwościach, ładuje mapę w kawałkach, przy czym komputery i smartfony, jako urządzenia z różnymi procesorami i dostępną pamięcią, mogłyby ładować tyle, na ile dały by rady, stąd sens umieszczania w ustawieniach gry opcji „draw distance”. Opcja ta była dostępna w GTA 3, VC i SA mobilnych, ale brakuje jej w LCS – teraz już wiemy dlaczego.

Mimo to niektórym gra działa bardzo płynnie (chociaż takich osób nie jest wiele). A jak wam działa 10-letnia gra? Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spróbować (jak ja, uczynię to na dniach) to proszę wstrzymać się od głosu do momentu zagrania, gdyż nie można go potem cofnąć .

Opinia książki „Misja” Marcin Jerzy Moneta
2

Książkę „Misja” znalazłem zupełnie przypadkowo w bibliotece. Zaciekawiony tytułem, postanowiłem ją wypożyczyć i przeczytałem w dosyć ekspresowym jak dla mnie tempie (300 stron w 5 dni).

Celem książki jest przedstawienie sylwetki obecnego prezydenta, o którego przeszłości przeciętny obywatel wie niewiele. Mamy przegląd jego drzewa genealogicznego, lata młodości i nauki, po których nastąpiły lata kolejnych sukcesów. Wszędzie, gdzie Duda się pojawiał, był osobą nieznaną, jednak za sprawą zaangażowania i oddania w połączeniu z faktem, że jest bardzo dobrym mówcą, szybko zyskiwał rozgłos i popularność. Wystarczy przywołać przypadek ubiegania się o stanowisko prezydenta, gdzie na początku był kompletnie nieznany, a dziś to stanowisko obejmuje.

W książce mamy przedstawiony na ogół pozytywny wizerunek Dudy (poza kwestią wykładania na prywatnej uczelni i jednocześnie zajmowania innego stanowiska oraz kwestia częstego przebywania w palarni). Dużo cytatów z wiarygodnych mediów, popartych odnośnikami, do tego wypowiedzi bliskich osób. Sprawia to, że książkę czyta się dosyć przyjemnie.

Tytuł atakowany jest przez niektórych za stronniczość, a w komentarzach pod takimi artykułami są gównoburze, my jednak zachowamy kulturę (mam nadzieję ).

Według mnie warto po ten tytuł sięgnąć, by zaznajomić się z przeszłością obecnego prezydenta. Po lekturze być może warto zobaczyć film „Mgła”.

Relacja z koncertu zespołu Kaliber 44, 13.02.16 Katowice
7

W swoim życiu miałem dosyć krótki epizod z muzyką hip-hopową, kiedy to słuchało się, jak Peja reprezentuje biedę, WWO nie boi się zmiany na lepsze, a Magik, nim dostał do głowy, zastanawiał się nad wynikiem swojego testu na HIV. Byli jeszcze inni jak Tede, ale jakoś żadnej piosenki nie potrafię sobie w tej chwili przypomnieć .

Jak to się więc stało, że ja, jako osoba nieinteresująca się hip-hopem, pojawiłem się na koncercie zespołu Kaliber 44?

Zacznijmy od początku. „Kaliber 44” od zawsze kojarzył mi się z zespołem muzycznym, ale jakoś nie potrafię wymienić żadnego znanego mi utworu w ich wykonaniu (wykluczając „Plus i minus”, bo do wczoraj jeszcze myślałem, że Magik wykonał go pod szyldem Paktofoniki). O samym zespole też za wiele nie wiem, a przepisywanie informacji znalezionych w internecie byłoby co najmniej nieprofesjonalne w tym wypadku, dlatego jeśli ktoś ma jakąś szerszą wiedzę na temat zespołu, zapraszam do zostawienia komentarza.

Cytując za Wikipedią, zespół powstał w ’94 roku z inicjatywy braci posługujących się pseudonimami Joka oraz abradAb. Zespół przetrwał 9 lat. Po 10 latach przerwy założyciele postanowili go reaktywować.

Jako osoba niebędąca w temacie, oczywiście o tym nie wiedziałem. Zmieniło się to kilka dni temu.

Pogoda w ostatni czwartek była nieprzyjemna, deszcz, mocne zachmurzenie, chętnie siedziałoby się w domku, ale że ja do osób siedzących na tyłku nie należę, to wybrałem się na miasto. Na przystanku rozdawana była darmowa gazeta z lokalnymi wiadomościami. Zwykle takie dzienniki czytuję w kilka minut, bo artykuły są, będąc szczerym, nieciekawe. Gdy więc miałem chwilę, to postanowiłem szybko przewertować strony, ale moja uwaga skupiła się na wiadomości z drugiej strony – zespół Kaliber 44 da w najbliższą sobotę koncert, wstęp wolny.

Zgodnie z moim przekonaniem, że może to być jedyna okazja, by zobaczyć ich na żywo, postanowiłem, że na koncert się wybiorę. Postanowiłem poszukać więcej informacji w internecie, ale nie znalazłem wiele. O zespole pisano na ogół w kontekście nowej płyty, która dziś zbiera przychylne recenzje. Jeśli już trafiłem na wiadomości na temat koncertu, były dosyć szczątkowe – kto, gdzie, kiedy. Mogę śmiało stwierdzić, że koncert był słabo reklamowany, zapewne chodziło głównie o ściągniecie hip-hopowych fanów (informacja na fb), aniżeli przeciętnego Kowalskiego.

Data nie została wybrana przypadkowo. 13.02.16 to 44. dzień roku. W tym dniu odbyła się także premiera pierwszej po 16. latach nowej płyty.

Dla muzyków dzień był pracowity. Po południu byli w jednej z galerii handlowych, gdzie można było nabyć ich nową płytę wraz z autografem.

Kilka minut przed godziną 19:30 przybyłem na miejsce koncertu. Na rynku niewielka scena.

Tłumów może nie ma, ale jest całkiem sporo ludzi i wciąż dochodzili nowi. Większość wydawała się o koncercie wiedzieć, ale byli też przypadkowi przechodnie. Jeśli chodzi o grupy wiekowe to był wyraźny rozrzut. Była gimbaza, która Kaliber może kojarzyć co najwyżej z internetu. Pokolenie 20-latków, które liznęło ich nagrań za czasów szkolnych. Całkiem spora grupa 30-latków, dla których Kaliber 44 to młodość. Co ciekawe, stałem obok jednej takiej pary, który przyszła z dziećmi – trochę dziwne, biorąc pod uwagę, że od przekleństw zespół w przeszłości nie stronił. Byli i 40-latkowie, chociaż tych było zdecydowanie najmniej. Starszych osób nie widziałem.

Było już po czasie, a koncert jeszcze się nie zaczął. Artyści chodzili po scenie i sprawdzali czy wszystko działa. Moment godny do zapamiętania, gdy w głośnikach rozbrzmiał głośny trzask, co oczekującą publiczność przestraszył.

O godzinie 19:41 bohaterowie wieczoru wyszli na scenę. Jak sami stwierdzili, aż takiej dużej publiczności się nie spodziewali (mam nadzieję, że nie kłamali )

Zespół wykonał trzy utwory z najnowszej płyty. Na pierwszy ogień poszedł „Fresh”

potem przyszedł czas na mocno wypromowany kawałek „Nieodwracalne zmiany”, który wcześniej kilka razy odsłuchałem, ale nie przypadł mi do gustu. Na żywo jednak wyszedł dosyć fajnie, nóżka sama tupała (bo w ręce komórka ) i od tego czasu słucham tej piosenki dosyć często. Szczególnie refren, w którym publika może krzyknąć „nieodwracalne zmiany” ma potencjał, by być sztandardowym repertuarem na koncertach.

Po tym utworze wykonano zdjęcie na „fejsbuka kalibrowego”, które macie wyżej (nie szukajcie tam mnie, bo schowałem się z boku ). Po tym publiczność zaczęła skandować „Kaliber!”. Wtedy wykonano trzecią piosenkę „Bogusław Linda” (ciekawe, czemu akurat taki tytuł…)

https://www.youtube.com/watch?v=LfmbMDS3DZU

Pokazowy koncert zakończył po niespełna 15 minutach i muzycy zaprosili wszystkich na „prawdziwy”, który odbędzie się w kwietniu. Bilety po 50 zł. Po koncercie była jeszcze możliwość przybicia „piątki” z artystami.

Zdjęcia wykonana przeze mnie (zawsze to samo ujęcie, ale kij)

CNj7m.jpg
WhKk0.jpg
dIZ89OPH.jpg
XY6qGz81.jpg
48PTWg7.jpg

Mam też zapis wideo całego koncertu, ale standardowo wolę mieć osobistą pamiątkę .

Koncert i pomysł oceniłbym na plus, chociaż wykonanie trzech piosenek to mimo wszystko trochę mało. Jak dla mnie powinni byli wykonać jeszcze coś z starszego repertuaru, wtedy pokazowy koncert byłby świetny, ale i tak nie mam co marudzić, bo w końcu za darmo .

Czy modder może pozwać Rockstar do sądu?
0

Czekamy na wydanie LCS na Androida. Czekamy, czekamy i czekamy, bo oprócz lakonicznej informacji, że taka wersja będzie, nie wiemy nic.

Nie zawodzą gracze oraz modderzy, którzy wzięli się za przegląd wersji wydanej na iOS. Wniosek jest prosty – gra jest „dziwna”. Tekstury nijakie, błędy z dupy, częsty lag. Przeglądając pliki gry napotykali oni na różne inne dziwactwa, jak choćby to, że FBI nazywa się FIB, przy czym nazwa ta jest stosowana dopiero od GTA 4.

Ostatnie odkrycie bije jednak wszystkie inne.

Użytkownik GTAF o imieniu Rim przeglądając pliki gry stwierdził, że pochodzą one… Z modyfikacji GTA 3 HD oraz GTA 3 Xbox!

Jako przykład dał ten obrazek z dopiskiem „nawet nie postarali się zmienić daty na dole. Rok 2009 nie ma żadnego sensu w grze, której akcja toczy się w 1999r.”.

W odpowiedzi, inni użytkownicy GTAF sugerują, by pozwać do sądu osoby odpowiedzialne za GTA LCS, jako „kontrę” za ostatnie wydarzenia wokół alternatywnych multiplayerów GTA 5. I że należałoby to zrobić, nim Rockstar pozwie moddera .

Użytkownicy sugerują również, że w zamian Rockstar może wydać kody źródłowe wszystkich części GTA .