Modernizacja komputera – dzień drugi
2

Cześć Aero 🙂 .

Wstałem dosyć późno, około 9:30. Patrząc, że został mi tylko stary chleb, a w lodówce pręty, postanowiłem pójść do sklepu na zakupy. Gdy wróciłem z łazienki, zauważyłem na swoim telefonie nieodebrane połączenie. „Ooo, moje zamówienie”.

Tak oto dosyć szybko przyszła moja pierwsza paczka z kartą graficzną. I tak oto spaloną Nvidię, która miała swój debiut na rynku w 2007 roku, zamieniłem na Nvidię o 5 lat młodszą. Przypomnę, że według allegrowicza, który kartę oferował, obsługuje ona GTA 5 🙂 . Niezła ściema, ale dosyć prawdopodobne, że do tej gry wystarczy.

Wygląd nowej karty zrobił wrażenie, bo oprócz całego procesora, był także duży wiatrak, a całość jeszcze pokryta dużym kawałkiem plastiku. Licho wie, co pod nim siedzi. Karta na tyle duża, że musiałem z obudowy komputera usunąć jedną prostokątną zaślepkę, bo teraz karta potrzebuje dwóch slotów – jeden na wyjście obrazu, drugi na wiatraczek 🙂 .

Zanim udało mi się kartę wymienić, to kolejna seria przekleństw. Kable nie pomagały, a dodatkowo musiałem wymontować kilka sztuk osprzętowania, w tym m.in. wiatrak przymocowany do obudowy. Wreszcie się udało. I w ten oto sposób otwarta skrzynia leżała na środku pokoju, bo potrzebowałem jeszcze nowego zasilacza, który uciągnie taką bestię.

Oczywiście po tym wszystkim odechciało mi się jeść 🙂 . Czekałem więc z nadzieją, że i moja kolejna przesyłka wkrótce dojdzie. W międzyczasie poczytałem instrukcję montowania karty :D, lepiej późno niż wcale. I zamarłem.

Okazało się, że karta graficzna chce ssać więcej prądu, niż tylko to co daje płyta główna – dodatkowe gniazdko na prąd. Poprzednia karta nie potrzebowała dodatkowego zasilania. W panice zacząłem na telefonie szukać strony na której kupiłem zasilacz, był tam opis jakie końcówki posiada. I całe szczęście akurat była taka, jaką potrzebowałem 🙂 .

Mijają godziny, pogodziłem się z tym, że dzisiaj już nic z tego. Gdy około godziny 16. telefon, że moja przesyłka zaraz będzie. 500 watowy zasilacz, który jak się przypadkiem okazało, jest taki sam jak Emila 😮 .

Mając wciąż stary zasilacz w komputerze, wyciągam pojedynczo każdy kabel, który wychodzi z starego zasilacza i wkładam odpowiedni kabel z nowego zasilacza. Gdy już starego zasilacza nic nie łączyło z komputerem (zajechało ironią), montuję nowy zasilacz i przystępuję do zamontowania wszystkiego, co musiałem wymontować.

Problem pojawił się z wiatrakiem, który był przymocowany do obudowy bo… Nie patrzyłem,w  którą stronę był on skierowany. Może on albo wdmuchiwać powietrze do środka, albo wydmuchiwać na zewnątrz. Pół godziny w google i pytania na forach typu „mam 3 wiatraki w obudowie, jak je ustawić?”.

Ja mam kurwa jeden, nie trzy!

Na dodatek nie potrafiłem rozróżnić, z której strony będzie dmuchane powietrze. Raz kozie śmierć, ustawiłem (jak się teraz okazało 🙂 ), że powietrze będzie wydmuchiwane ze środka – i tak to chyba miało być.

Skręciłem obudowę i dumnie podłączyłem klawiaturę, monitor i inne pierdoły, po czym nacisnąłem włącznik. „Jak pierdolnie, to tylko raz”.

Udało się. Komputer się włączył, sterowniki się długo instalowały, procesor nowy to niestety nie jest, więc wszystko ładuje się w takim samym tempie jak wtedy, ale za to z obudowy jakby ciszej, zapach nowej nalepki w powietrzu i różnica w temperaturze. Wtedy przy normalnej pracy 65 stopni, teraz jakieś 35 (a nawet jeszcze mniej – 30). Wtedy przy głupiej grze z klockami, temperatura wzrosła o 10 stopni (i potem komputer się zaciął, więc być może poszybowałoby jeszcze nieco w górę), a teraz tylko o 5. Wtedy karta mogła zużywać maksymalnie 50 wat (brak oficjalnych danych), teraz 150.

Ze swojego zakupu jestem zadowolony, liczę na to, że karta ta posłuży mi przez kilka lat. Prawdziwy test urządzę nieco później na jakiejś lepszej grze typu Just Cause.

To nie koniec modernizacji, ale zakup procesora sobie odłożę na kilka tygodni 😉 .

Wyskoczyć na dwór podładować telefon
0

Pomyśleć, że niektórzy idą na dwór, aby oderwać się od wszelkiej maści techniki, która towarzyszy nam codziennie. 🙂

Ta oto Azjatka siedzi na ławce (widać, że skośnoocy nawet na ławce nie umieją siedzieć!), a obok niej duże urządzenie na solary. Lampa solarna wytwarza prąd, który można pociągnąć kabelkiem do swojego urządzenia, aby je podładować.

Pomysł genialny czy idiotyczny?

Modernizacja komputera – dzień pierwszy
9

Chciałem kupić procesor, a kupiłem… Kartę graficzną.

Wszystko zaczęło się dwa dni temu. Do południa pracowałem na komputerze i wszystko było w porządku, ale wieczorem, gdy zagrałem w pewną grę, ekran stał się cały czerwony i nie można było nic zrobić. Reset i dziwne paski na ekranie. To nie wróżyło nic dobrego. Jednak po chwili Windows zaproponował naprawę systemu i paski zniknęły więc spoko.

Postanowiłem zbadać sprawę. Przypuszczałem, że winna będzie albo karta graficzna, albo monitor. Uruchomiłem program do mierzenia temperatury i patrzyłem na miernik karty graficznej. W stanie spoczynku jakieś 65 stopni, normalka. Po uruchomieniu tej samej gry, temperatura rosła dosyć powoli, a w momencie gdy przekroczyła 75 stopni, obraz się zaciął, kolory się zepsuły i muzyka w tle się zapętliła.

Pomyślałem, że być może gra zepsuta (dawno nieodpalana). Włączyłem MTA:SA i ustawiłem dosyć dobre efekty graficzne. Po kilku minutach to samo.

Wczoraj zainstalowałem nowe sterowniki oraz wyczyściłem tyle kurzu ile mogłem. Najpierw z 2 godziny pracowałem normalnie na komputerze (filmy, muzyka, internet, rozpakowywanie archiwum itd.), obciążenie procesora często na poziomie maksymalnym. Po czym włączyłem dowolną grę i po kilkunastu sekundach obraz się zawiesił. Wieczorem z kolei obraz przestał działać już na ekranie logowania. Pomyślałem „nie ma co ryzykować, lepiej wyjebać od razu kartę”.

Żeby to tylko było takie łatwe. Chciałem usunąć kartę i przejść na kartę zintegrowaną, bo ma wyjście na monitor. Otwieram obudowę, wyciągam kartę graficzną, ale hmm. Taki malutki kabelek, który łączy kartę z płytą główną. Pewnie jest jakiś zatrzask, żeby wyciągnąć. Nie ma! To może ścisnę go jakoś i wyciągnę. Nie da się! To siłowo zacząłem działać. Nic!

Doszedłem do wniosku, że mam za mało miejsce w obudowie i przydałoby się pozbyć zasilacza. Odkręcam śruby. Ale ten diabeł nie chciał się nawet ruszyć. Jak to dobrze, że na internecie znalazłem film pokazujący, gdzie jest dodatkowa blokada (mam gotowy komputer z HP). I jak to dobrze, że miałem telefon z wifi, bo bym za internet w komórce się tego dnia nie wypłacił.

Mając teraz dużo miejsca, powtórzyłem wszystkie swoje próby. Jak mały kabelek nie chciał wyjść, tak nie wyszedł. Spędziłem w google z pół godziny, bo wszystkie filmy prezentujące wymontowywanie karty graficznej nie wspominały o żadnym kabelku. Po prostu wyjmij z płyty głównej i koniec.

Po wielu męczarniach i rzuconych przekleństw trafiłem na pewien trop. Miejsce, w którym karta była połączona z płytą główną było oznaczone SPDIF. Skrót ten kojarzę z wejścia w dekoderach do telewizji, które to umożliwia połączenie z telewizorem. I wtedy znalazłem na internecie opis mojego problemu.

Na pewnym angielskim forum inny użytkownik również nie potrafił odłączyć karty od płyty właśnie ze względu na ten kabel i był gotowy przeciąć go nożyczkami (ja już też). Forumowicze odpisali, że ma próbować igłą, ponieważ bardzo trudno jest ten kabel wyciągnąć. A jak go już wyciągnie, to ma nigdy tego nie podłączać ;).

Po kolejnej serii przekleństw, igła nic nie pomogła, tylko zniszczyłem trochę wtyk SPDIF w płycie głównej, ale udało mi się pęsetą ścisnąć wtyk i go wyciągnąć. Cóż to była za ulga! Jak się też okazało, karta została połączona z płytą główną, aby przez kartę transmitowany był również dźwięk z komputera, a wtedy można połączyć komputer z telewizorem przez jeden kabel hdmi, aby mieć i fonię, i wizję.

I tak oto włączyłem komputer na zintegrowanej karcie graficznej. Różnica w czasie uruchamiania systemu jest powalająca, a po włączeniu zamiast ładnej rozdzielczości i wyglądu Aero przywitała mnie mała rozdzielczość i nie-Aero, ale jest znośnie. Tylko nie mogę teraz włączyć kilku programów jednocześnie – nie chce ryzykować, aby i procesor mi się teraz zepsuł 🙁 .

Jako, że nie ma co czekać, to w ciągu jednego wieczora nauczyłem się dużo o kartach graficznych i zasilaczach (bo stary mógłby nie wytrzymać nowej karty, a i tak byłby do wymiany prędzej czy później). I także tego samego wieczora zamówiłem wspomniane wyżej podzespoły, co jest czymś nietypowym dla mnie – zwykle myślę, czytam i porównuję przez kilka dni mój planowany zakup, a tym razem niemal spontan.

Zasilacz wziąłem 500 watów, mój stary ma 300 (o dziwo), jednak przez 6 lat nie miałem żadnego problemu z zasilaniem. Kartę graficzną wybrałem, wzorując się na minimalnych wymaganiach Watch Dogs, głównie dlatego, że wśród tych minimalnych wymagań jest procesor 4×2,6 GHz, czyli niemal taki, jaki i ja będę kiedyś mieć, więc do pary podobna karta graficzna. Gdy zobaczyłem ceny kart na allegro, to ślina stanęła mi w gardle, ale wybrałem taki fajny, który wedle opisu obsługuje GTA 5 😀 .

I w ten oto sposób kilka stówek z skarbonki zniknęło. Mam tylko nadzieję, że do piątku będę już mieć komplet.

Chciałbym w tym miejscu podziękować Czabanowi, Emilowi oraz Grandowi za wiedzę, z jaką się ze mną podzielili. 

Poniżej ciekawostka, bo jak na złość, na dwurdzeniowym procesorze, który musi generować obraz, to jeszcze musi pobierać aktualizacje 😉 .

Aj caramba, hiszpańska wersja GTA 5
2

Niezależne hiszpańskie studio Zapruder Pictures, które ma w swoi portfolio krótkometrażowe filmy wzorowane na grach (Max Payne, Call of Duty) udostępniło swoje najnowsze dzieło GTA Madrid Trailer.

Szkoda, że nie jest to cały film wzorowany na GTA, a jedynie półtorej minutowa projekcja, ale jak zobaczy się na film przedstawiający pracę zza kulis, to wówczas i tak jest się pełnym podziwu dla Zapruder.

Kolejnym projektem Hiszpanów będzie film wzorowany na Red Dead Redemption.