Bezstresowe wychowanie jest przereklamowane
2

Wkraczamy w tematy prorodzinne 😀 .

Najpierw opiszę scenkę z Ukrytej prawdy (bez śmieszków proszę).

Rodzice mają kilkuletniego dzieciaka. Matka postanawia wrócić do pracy, więc zapisują synka do przedszkola. Tam jednak okazuje się, że ich pociecha ma ADHD, bije innych, gryzie, pyskuje przedszkolankom… Wiemy o co chodzi. Rodzice decydują się wypisać dziecko z przedszkola i zatrudnić niańkę. Po kilku „nieudanych” kandydatkach, w końcu znaleźli „tę właściwą”. Dziecko przestało szaleć, zaczęło się zachowywać należycie, nauczyło się nieco manier, same plusy.

Minęło kilka tygodni. Rodzice wyszli z małym na spacer. Wspomnieli imię opiekunki. Nagle dziecko w płacz, nikt nie wie o co chodzi. Rodzice instalują w domu ukryte kamerki (jak Malanowski) i nagrywają niańkę. Kolejnego dnia wzywają ją i razem oglądają nagrane taśmy.

Na pokazanym materiale widać, jak dziecko zaczęło coś pyskować do niańki. Ta podeszła i opamiętała go zwykłym plaskaczem. Rodzice oburzeni sytuacją oraz „że pani bije naszego synka”, zwalniają ją. Za to, że nauczyła dziecka kultury.

Czy rodzice podjęli słuszną decyzję?

Na pewnej stronie internetowej widziałem raz ankietę „czy bijesz swoje dziecko?”. Moje pierwsze skojarzenie z „biciem dziecka”? Rodzic bije dziecko do nieprzytomności, siniaki, patola.

Klaps to nie bicie. To może być forma nauczki. Może, bo nie musi. Sprawa jest prosta – dziecko narozrabiało. Powinno się wytłumaczyć, co zrobiło źle. I jak to w życiu bywa, część dzieci zrozumie błąd, a część nie. Trzeba więc zmotywować tę część, która nie zrozumiała za pierwszym razem. Może jakaś kara typu „karny jeżyk” ( 😀 ). I ponownie, część zrozumie, część nie. Więc trudzimy się dalej i jeżeli przez klapsa dziecko zrozumie wreszcie błąd, to dlaczego tego nie stosować?

Oczywiście, można dać radę wychować dziecko bezstresowo, jeżeli pojmie od razu. Jednak takich bystrych dzieciaków raczej nie jest wiele 😉 .

Dziecko przez ból czasem coś się nauczy. Podam przykład, który jest podawany w szkole przy omawianiu zagadnienia o odruchach bezwarunkowych.

Ilekroć powtórzysz dziecku, że nie wolno dotykać gorących przedmiotów, bo może się poparzyć – to dopóki nie dotknie i go nie zaboli, to może tego nie zrozumieć.

Ból = szybsze załapanie tematu.

Wypierdalać z bezstresowym wychowaniem. Bo do bezstresowego wychowania oprócz wykluczenia kar cielesnych dochodzi jeszcze wiele innych dziwnych czynników…

~ATENA – MAMA : Stary kawał (a może i prawda?): Siedzi kobieta z dzieckiem w zatłoczonym autobusie. Dziecko siedzi na osobnym siedzeniu. Cały czas macha nogami i kopie ludzi stojących obok. W końcu jakaś starsza pani nie wytrzymuje i zwraca matce uwagę: nie dość że zajmuje miejsce (przecież może siedzieć na kolanach!) to jeszcze kopie. Matka na to: „ja swoje dziecko wychowuję bezstresowo”. Na to stojący obok młodzieniec wyciąga z buzi żutą przez siebie gumę i przykleja mamusi dziecka na czole, ze słowami: „mnie też mama wychowała bezstresowo”

Za: komentarz onet.pl

3 zawody, które w przeciągu ostatnich lat straciły na znaczeniu
5

Moja lista zawodów, które wyróżniają się tym, że zostały zdegradowane…

Nauczyciel. Zdecydowanie stracił najwięcej. Kiedyś nauczyciel był osobą szanowaną, autorytetem, każdy obchodził się z nim kulturalnie, a gdy uczeń coś przeskrobał, to od razu dostał linijką po łapach (nie wspominając o sytuacjach, gdy dzieciak wracał do domu i powiedział rodzicom o tym, że dostał linijką, to kolejną karę otrzymał od rodziców). Dzisiaj sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Nauczyciel jest przedmiotem kpin, jest bezradny wobec ucznia, który może go nie szanować, a Broń Boże nauczycielu, nie uderzaj dzieciaka, bo będziesz mieć na pieńku z jego rodzicami i całą dyrekcją, która będzie kazać ci zbierać manatki. A z obsranymi papierami fajnej roboty już nie dostaniesz.

Policjant. Gdy jeszcze był „milicjantem”, to ludzie się go bali, że za każde wykroczenie mogą dostać pałą po głowie, więc starali nie wchodzić się mu w drogę. Dzisiaj, gdy policjant kogoś uderzy, to mamy skandal stulecia i nagłówki „POLICJA BIJE LUDZI”.

Ksiądz. Księdzem nie każdy może zostać – trzeba mieć do tego powołanie oraz trzeba zachować celibat. Kiedyś to co powiedział z ambony do wiernych należało szanować, uczestniczył w życiu mieszkańców (proszę odwołać się do polskiej literatury, w której opisywano zebrania wiejskie, na których ksiądz, dyrektor lokalnej szkoły oraz sołtys mieli najważniejsze zdanie). Dzisiaj ksiądz jest wyśmiewany, bezpodstawnie szykanowany, pojawia się model „księdza zboczeńca”.

Wyróżnienie: Tester pewnej modyfikacji dla gry komputerowej. Spojrzałem na siebie… Ranga tosterów upadła. Kilka lat temu zostanie tosterem było wręcz błogosławieństwem Bożym, każdy zazdrościł. Dzisiaj ta ranga mało co znaczy, a do tego dochodzą stwierdzenia „jacy tosterzy, taki mp”.

Zgadzacie się z listą?

Nie mamy pieniędzy, dajcie nam spokój
0

Kontynuując jeszcze wczorajszy temat o tym, że nie ma pieniędzy na odśnieżanie dróg. Tylko bardziej ogólnie.

Wytłumaczenie „nie mamy pieniędzy, dajcie nam spokój” wydaje się być najprostszą odpowiedzią. Bo skoro ich nie ma, to nawet Salomon nie zdziała tutaj cudu. Ale jeżeli powiemy tak dziewczynie na randce, to raczej będzie to nasza ostatnia randka ;).

W ciągu ostatnich lat, życie Polaków się zmieniło. Weszli do Unii, płacą wyższe podatki, mają mniej ulg. Zatem gospodarka Polski powinna być w dobrej kondycji finansowej – od Unii dostają chyba najwięcej ze wszystkich europejskich państw pieniędzy, wspomniane ulgi i podatki… Błąd. Zadłużenie Polski rośnie cały czas i jest już bliskie poziomu krytycznego.

Na chłopski rozum – czy to jest możliwe? Oczywiście, że nie.

Pieniędzy nie ma, bo niektórzy palą nimi w piecu ;).

A mówiąc na poważnie – do źródełka zwanego „kasą” podchodzi wiele osób. I każdy chce coś z tego źródełka wziąć dla siebie. Ale po cichu, żeby nikt inny tego nie zauważył. Każdy szuka przekrętu, byleby jak najmniej stracić, a jak najwięcej zyskać. My też jesteśmy po części temu winni.

Zasłyszana historia. W pewnej miejscowości działa jedna duża firma, która składa się z dwóch „wirtualnych spółek”. Zamówienia przyjmuje pierwsza spółka. Ta zleca wykonanie zadania drugiej spółce. Następnie druga spółka sprzedaje swoją usługę pierwszej spółce za grosze. Pierwsza spółka pobiera wynagrodzenie od zamawiającego. Wynagrodzenie idzie rzecz jasna na całą firmę.

Przekombinowany pomysł co nie? A po co tak robić? Okazuje się, że w ten sposób firma unika płacenia 15% podatku… Bo na papierze są to dwie średniej wielkości spółki, a nie jedna duża.

Boję się że przez takie cwaniactwo możemy za kilka lat podzielić losu Grecji…

Materiały dodatkowe do poczytania, opublikowane wczoraj:
* Fundusze UE nie pomogły. Polska A rośnie w siłę. Polska B rośnie w biedę.
* Gdzie zginęło 19 mld zł? – to pytanie od poniedziałku zadaje sobie mnóstwo osób. Chodzi o pieniądze, które miały zniknąć w trakcie przenoszenia ponad 153 mld zł.
* Samorządy chcą opodatkować auta z kratką. I już liczą zyski.

W ciągu zaledwie jednego dnia mamy wiadomości związane ze wszystkimi aspektami polskiej gospodarki – Unia daje pieniądze (ale to nie wystarcza), miliardy złotych gdzieś wyparowały, przygotowywany jest nowy podatek … Witaj Grecjo w Polsce!

Nie ma pieniędzy na odśnieżanie dróg, a dopiero co pieniędzy było za dużo
1

Tommy na własnej skórze przekonał się, w jakie problemy może wpaść, gdy „No Sonny, I don’t have the money”.

W Polsce na nic nigdy nie ma pieniędzy, nic się nie opłaca robić… Wpisując w wyszukiwarkę „nie ma pieniędzy” otrzymujemy takie wyniki:
Nie może znaleźć dziewczyny, bo nie ma pieniędzy.
Wisła Kraków nie ma pieniędzy na Dudkę.
Urząd nie ma pieniędzy.
Skarbówka nie ma pieniędzy.
Elżbieta II nie ma pieniędzy na remont.
Nie ma pieniędzy, by zapłacić za szpital.
Nie ma pieniędzy na remont budynku.

Do czego zmierzam… Pewnego styczniowego poranka obudziłem się wcześniej, przed budzikiem, więc mając chwilkę wolnego czasu, włączam telewizor. Info poranki, wiadomości i te sprawy. Trwał serwis informacyjny. W jednym z niusów, na ekranie telewizora pojawiła się Warszawa zimą – słabo odśnieżone drogi, błoto pośniegowe, o chodnikach nie wspominając. Po czym redaktor wydania dodał „na odśnieżanie nie ma pieniędzy”.

Cofnijmy się teraz do końcówki grudnia 2013. Jak pamiętamy, Sylwester był bez śniegu, temperatury w okolicy zera w (prawie) całej Polsce. Tak czy siak, drogi nie musiały być odśnieżane, bo nie było co odśnieżać. W telewizji pojawiło się pełno wypowiedzi osób „wysoko stojących”, że już dużo pieniędzy zostało w ten sposób zaoszczędzonych i będzie można je przeznaczyć na remonty dróg. Gdy to usłyszałem, to od razu się zaśmiałem.

Wystarczy się cofnąć wstecz o okrągły rok. W ubiegłym roku zima również się spóźniła i również pojawiło się pełno wypowiedzi o tym, ile pieniędzy zaoszczędzono i można je przeznaczyć na remonty. Nie zauważyłem, aby jakoś szczególnie wyremontowano drogi w ubiegłym roku. Chyba, że wyremontowano takie, po których ja nie jeżdżę. A część dróg po których się poruszam jest w fatalnym stanie, żeby nie powiedzieć opłakanym.

Widzicie analogię? Żal mi ludzi, którzy karmią się taką papką serwowaną przez dzienniki.

W takim razie, skoro tyle kasy zostało nieruszone, a po dwóch-trzech tygodniach już nie ma kompletnie nic… To gdzie ta kasa uciekła?

Są trzy wyjścia:
1. po prostu wyparowała…
2. nigdy jej nie było.
3. jest cały czas, ale lepiej powiedzieć, że jej nie ma – problem odśnieżania z głowy.