Od danych do inwigilacji
8

Grając w Watch Dogs, jedną z dostępnych minigier było zapobieganie zbrodni. System informatyczny nadzorujący życie miasta, do którego główny bohater gry ma dostęp, co jakiś czas wskazuje miejsca, w których może wydarzyć się przestępstwo. Gracz udaje się na miejsce i, jeśli pozostanie niezauważonym, będzie świadkiem przestępstwa, które będzie musiał czym prędzej powstrzymać.

Do niedawna myślałem, że to tylko surrealistyczna wizja przyszłości. Okazuje się jednak, że takie systemy istnieją naprawdę! Jednak w przeciwieństwie do gry, algorytmy wskazują kto może być podejrzany i gdzie przestępstwo może paść. Wszystko fajnie i w słusznej sprawie, ale co, gdy algorytm się pomyli i to my trafimy niesłusznie na listę przestępców? O tym i innych kwestiach porusza film Pre crime Inwigilacja 3.0, który polecam zobaczyć przynajmniej przez pierwsze kilkanaście minut.

W takich momentach chciałoby się „przejść do trybu offline”, odłączyć od mediów społecznościowych, wyrzucić komórkę przez okno i zakleić wszystkie kamery. To jednak nie nastąpi. Pozostaje jedynie oswajać się z myślą, że z każdym dniem, poziom naszej inwigilacji wzrasta.

Co jest dziś normalne?
5

Miałem przyjemność poznać ostatnio pewnego obywatela Niemiec. Chciałoby się rzecz, że był to „czysty Niemiec”, którego rodzina od dziada pradziada zamieszkuje ten sam region u naszych zachodnich sąsiadów.

Rozmawialiśmy na różne tematy i, jako prawdziwy Polak, który niewiele się zna, a najwięcej ma do powiedzenia, zahaczyłem o temat multi-kulti w Niemczech (choć nigdy w tym kraju nie byłem ). Niemiec zaczął pociągać nieco lewizną stwierdzając, że dziś nie ma już sztywnych granic między państwami i można dowoli przemieszczać się po wszystkich kontynentach. Opowiedział jednak fajną ciekawostkę – w jego rodzinnym mieście po raz pierwszy od dawna, do lokalnego urzędu stanu cywilnego zawitała para – rzecz jasna kobieta i mężczyzna, oboje przed trzydziestką, oboje z tego samego miasta, bez dzieci, a kobieta nie jest w ciąży.

Czyli normalni – stwierdziłem. Coś, co kiedyś było normalne, dzisiaj jest wyjątkiem – dodałem.

Co w takim razie dzisiaj jest normalne?

Patrząc na tempo w jakim świat zapiernicza do przodu, można się przerazić. W dzisiejszych czasach Boga zastępuje się internetem, relacje towarzyskie to wrzucanie do sieci zdjęć jedzenia zrobionych supersmartfonem (ktoś „mądry” nazwał to nawet! Foodporn!), a komputer staje się mądrzejszy od ludzi (albo ludzie są po prostu głupsi?).

Termin „poprawność polityczna” jest każdemu znany – mówi się tak, by nikogo nie urazić. Gorzej jednak, że poprawność wciskana jest dziś na siłę. Wszyscy musimy być poprawni. Bądź niepoprawny, a będziesz wykluczony.

Wróćmy do rzadko spotykanego w Niemczech przykładu. Dziś ślub przed trzydziestką jest passe, w końcu trzeba się wykształcić, zarobić i zaszaleć. Ale jak tu nie tracić przyjemności małżeńskich? Całe szczęście można to wszystko połączyć w jedno żyjąc na kocią łapę *BIP* w konkubinacie *BIP* razem. Nawet jeśli kawaler *BIP* singiel jest murzynem *BIP* Afroamerykaninem, który z Ameryką nie ma nic wspólnego, a stara panna *BIP* partnerka siedzi cały dzień w domu *BIP* uprawia cocooning (???).

Sami oceńcie, czy używanie tak wymijających słów, by tylko być poprawnym, jest w porządku.

Poprawność jest narzucana w wielu aspektach życia codziennego. Moim ulubionym przykładem jest lans na EKO. Wszystko musi być dziś EKO. Począwszy od papieru toaletowego, kończąc na samochodach. Unia Europejska, którą szyję stanowią państwa Europy Zachodniej, coraz bardziej zmusza nas do przesiadki na rzeczy ekologiczne, chociaż dla nas Polaków, są one poza zasięgiem. Unia da radę, a my?

Unia zmusza nas, by samochody z napędem na prąd były standardem, a sam prąd pochodził wyłącznie z wiatraków i wody. Można rzecz, że idea szczytna, tylko że nowe samochody na prąd kosztują tyle, ile bardzo dobrze wyposażony samochód spalinowy, a prąd w Polsce jest wytwarzany w 80% z węgla i nie da się go zupełnie zastąpić odnawialnymi źródłami energii.

Ale Unię nie obchodzi, że nie damy radę. Bo ma być EKO!

Taka właśnie jest poprawność. Mówimy poprawnie, działamy poprawnie i w końcu jesteśmy jej niewolnikami. Można być dzisiaj pięknym i wykształconym singlem po trzydziestce, który czerpie radość z życia i związków z różnymi partnerami, bo jest to jak najbardziej zgodnie z narzucaną poprawnością.

A ja z kolei cieszę się, że idę na wskroś poprawności i wkrótce dołączę do grona wyjątków .

Koniec VIVY
4

VIVA, czyli stacja muzyczna, która w okresie transformacji w Polsce była pożądanym kanałem w każdym domowym telewizorze, znika na dobre w kartach historii – jej oryginalna, niemiecka wersja, zakończy swój żywot z dniem 1.01.2019. Więcej tutaj.

Pamiętam doskonale, jak w okolicach roku 2000 miałem w domu dostęp do niemieckiej anteny. O Cyfrowych Polsatach czy Cyfrach Plus nikt nie myślał – były, ale nie dla przeciętnego Kowalskiego. Jemu zostało kilka kanałów z polskiej anteny i niemieckie kanały z Astry, całkowicie darmowe. Nawet jeśli ni w ząb nie rozumiał nic, to muzyka jest językiem uniwersalnym i stąd słowo VIVA była nieobca. Także na moim odbiorniku gościła wpierw VIVA niemiecka, później polska, będąc oknem na świat (obok 30 Ton lista, lista, lista przebojów ).

W artykule, które podesłałem wyżej, redaktor wspomina, że w dobie internetu, kanały muzycznej mają, ujmując krótko, pod górkę. Osobiście jestem innego zdania, a wy?

Agent naga prawda o kulisach futbolu opinia
0

Swego czasu była promocja w księgarni internetowej, podczas której można było okazyjnie kupić fajne tytuły. Wśród nich „Agent”, czyli opowieść o facecie, który postanowił, cytując, zostać przestępcą, czyli piłkarskim agentem. Na ponad 250 stronach rozpisał w jaki sposób wszedł w biznes, jakie machlojki są na porządku dziennym oraz jak z biznesu wyszedł… Albo wyleciał.

Książka z pewnością uzmysławia jak wielka jest korupcja w świecie piłki nożnej. Nie widzimy tego, oglądając choćby trwające Mistrzostwa Świata (Polska-Senegal…), ale kasa rządzi wszystkimi. Każdy jest skorumpowany z każdym i każdy chce jak największy procent wziąć dla siebie. Począwszy od rodzica piłkarza juniora, poprzez trenera, dostawcy stroju piłkarskiego, prezesa, samego agenta, a także innych agentów.

Stety – niestety, w książce nie padają żadne nazwiska, a podawane przykłady zaczynają się na kolejnych kartkach powielać.

Jeśli pamięć mnie nie myli, zbudowano swego czasu dobrą otoczkę wokół publikacji, jako coś zza kulis, co obnaża wszystkie grzech i należy przeczytać. Takiej pozycji literackiej się spodziewałem, a wyszło przeciętnie. Można przeczytać, jeśli jest gdzieś w naszym zasięgu, ale nie jest to pozycja obowiązkowa – nawet dla zagorzałego fana futbolu.