Podsumowania roku miałem nie robić, ale zmotywowałem się, by coś naskrobać. Myślę, że wybrałem dobry moment na pisanie – gdy wydaje mi się, że pęknę z przejedzenia i męczy mnie czkawka
.
Pisanie rozpoczęte dnia 27.12.2018.
Jak przystało na podsumowanie, pobieżnie przeleciałem wpisy z minionego roku i muszę stwierdzić, że ok. 6 dotyczyło tematyki GTA, z czego prawie wszystkie (o dziwo!) dodane po moim dniu ślubu. Dużo było (jeszcze większe o dziwo!) recenzji gier, na które przecież
nie mam czasu, a także sporo polemiki. W każdym miesiącu napisałem średnio po 4 notki, więc jest to dalekie od tego, gdy udało mi się walnąć 30 w miesiącu
, ale te czasy już bezpowrotnie minęły.
Postanowiłem, że podsumowanie będzie miało formę wspomnień, aniżeli wpisu „best of da best” – w końcu jest ich blisko 50, można wszystkie przeczytać cnie
?
Jak łatwo zauważyć, na przestrzeni lat tematyka strony mocno się zmieniała. Ideą strony było dzielenie się moimi „informatycznymi” projektami ze światem. Uważałem, że
coś potrafię, bo na tle społeczności, gdzie właściwie nikt nie potrafił zrobić do VCMP cokolwiek poza rozmieszczeniem spawnów i pojazdów, byłem całkiem dobry. Pamiętam moje wejście w świat VCMP, 10 lat temu. VCMP 0.3z i Polska Scena, na której serwerze można było nawet w wakacyjny poranek znaleźć sporą grupę graczy. Jedyną możliwością skryptowania był wówczas mIRC scripting, wokół którego narosło wiele przeróżnych mitów (że bardzo trudny, że powoduje większą liczbę crashy itd… samo zło!), więc nikt nie chciał w ogóle tego tykać. Jeśli pamiętam, jedyną osobą, która potrafiła skryptować, był świętujący niedawno swój n-ty powrót Stoku
. Grałem ambitnie w VCMP, ale ileż można biernie grać, fajnie było by coś stworzyć – przy użyciu łopatologicznego config.ini, które było jedynym konfigurowalnym plikiem od strony serwera. Muszę przyznać, że mocno mnie to wciągnęło, ale wystarczyło odpalić jakikolwiek inny multiplayer, by zobaczyć, że VCMP oprócz możliwości gry wieloosobowej na mapie Vice City nie dawało nic. Skrypty były potrzebne. Jakoś w to wszedłem i nawet mi to szło.
Tak zaczęło się od mIRC, potem był Squirrel (
„known hacked server user” – komentarz o mnie przed dołączeniem do tosterów VCMP) i PHP. W końcu zacząłem się interesować rozbieraniem gry GTA VC na czynniki pierwsze i powiem szczerze, że wciąż mnie to ciekawi, choć… chęci brak.
Mimo wszystko był na to
czas. Były czasy licealne, wybrałem jedno z lepszych liceów w mieście wojewódzkim. W klasie było może 40% osób mieszkających w tym mieście, cała reszta dojeżdżała codziennie z okolicznych wiosek. Integracja po szkole? Każdy ładował się w autobus lub pociąg, by w domu być najpóźniej o godzinie 16. Torba w kąt, obiad podany, a potem czas dla siebie przeplatany nauką. Było więc sporo czasu na dłubanie przy skryptach VC i VCMP.
Potem nastały czasy studenckie i tak wyszło, że dla mnie niewiele różniły się od czasów licealnych. Wszyscy z okolicznych wiosek zjeżdżali rano (ponownie mało kto z miasta, nawet licząc tych, co w związku ze studniami poszli na wynajem lub akademik), by po zajęciach czmychnąć do domu. Jakaś tam integracja była, ale bardzo rzadko – bo w końcu w domu czeka obiadek
. Nadal więc miałem sporo czasu na dłubanie w skryptach.
Wtedy jednak stwierdziłem, że coś tu
nie gra. Jestem w takim momencie życia, że zaraz (a może:
w końcu!) rozpocznę
poważne życie tzn. pójdę do pracy zarabiać pieniążki, jakaś panna zakręci się i zostanie na stałe, i potem będziemy razem po wszech dzień pchać wózek zwany życiem. Tymczasem moje
ja wtedy niewiele różniło się od mojego
ja w wieku 16 lat! Nie powiedziałbym, że był to zmarnowany czas, ale na pewno mogłem te kilka lat lepiej wykorzystać.
Postanowiłem dokończyć studia drugiego stopnia w innym mieście. Zamieszkałem w akademiku (syf totalny, ale coś co warto przeżyć, o ile czytaliście moje „Kartki”!), zacząłem się rozwijać i zdobywać samodzielność w przyspieszonym tempie (człowiek rzucony w dzicz musi się w końcu dostosować, by przetrwać). To oczywiście kosztem mojej „części” internetowej. Ruch na stronie zaczął stopować, kanał na youtube totalnie wyhamował, kanał IRCowy poległ… Wiecie, do czego to zmierza. Potem przyszła pierwsze poważna praca (fun fact: 5 x P) i najprościej rzec, trend się utrzymał. Ale spadła moja motywacja. Nie oszukujmy się, ale mimo wszystko po 8-godzinnej pracy, jaka by ona nie była, człowiek raczej nie ma ochoty na dalszy ciąg pracy w postaci walki z niedziałającym skryptem GTA albo pisania wielkiej rozkminy. Jeśli jest naprawdę wolny czas, to człowiek chce najzwyczajniej odpocząć.
Ostatni rok, a nawet dwa były, już w ogóle szalone. W pracy z początkującego n00ba stałem się pełnoprawnym pracownikiem, który wprowadza innowację. W życiu zmieniłem stan cywilny, stosunkowo szybko na tle moich rówieśników. W zarobkach patrzę, jak kwoty w banku systematycznie rosną. I tylko w aktywności internetowej zaliczyłem znaczący regres. Powiem szczerze, jest trochę żal, że ta strona, kanał na jutubie czy BASZ,
och mój BASZU, zostały zaniedbane. Teoretycznie wystarczy wziąć się w garść i regularnie, w miarę często, na każdą z tych stron rzucić ciekawym materiałem. Tyle teorii. A w praktyce wiadomo jak to się skończy.
Oglądam ostatnio na YT kolesia zajmującego się zwiedzaniem opuszczonych miejsc. Zapowiada on, że w każdy piątek nowy odcinek. Z jednej strony fajnie, bo wiesz, że przychodzi piątkowy wieczór, możesz się rozłożyć na kanapie i włączyć dodany przed chwilą odcinek. Z drugiej strony, co jeśli autor nie da rady zdążyć do piątku? Obiecał to swoim widzom, więc zapewne stanie na rzęsach, by to zrobić, a gdyby jednak to się nie udało – przeprasza.
Dlatego w tym miejscu chciałbym podziękować
Wam, że wciąż czytacie moje wpisy i przede wszystkim, że nikt nigdy (albo przynajmniej przez ostatnie kilka lat) nie zadał mi pytania „nc kiedy nowa notka?”. Nikt nie poganiał, jeśli były chęci i możliwości to był też nowy wpis, jeśli czegoś brakowało – wpisu nie było.
Dziękuję Wam, że mamy taką relację na linii autor-czytelnik.
Na koniec jeszcze refleksja – czy czegokolwiek żałuję?
Absolutnie nie. Wchodząc do VCMP nigdy nie myślałem, że po zakończeniu gry będzie mnie jeszcze cokolwiek trzymało, by tych czterech drukowanych liter wciąż używać. A tak jest, ale tylko dlatego, że nie ograniczyłem się jedynie do gry. Były różne czaty (irc, rocket, teraz discord), była strona internetowa, był YT, był BASZ. To wszystko sprawiło, że dziś
jestem tu, gdzie jestem. Pewnie gdyby nie tamte aktywności, dziś byłbym zupełnie innym człowiekiem. Lepszym czy gorszym? To nie mnie oceniać, ale na pewno jakoś to wszystko idzie na przód.
I tego się trzymajmy.
Napisał NC, wpis zakończony 13.12.2019.